<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165</id><updated>2011-12-15T01:02:17.314+01:00</updated><category term='recenzja'/><category term='pisanie'/><category term='komentarz'/><category term='senne'/><category term='esej'/><category term='playlista'/><category term='audycja'/><category term='osobiste'/><category term='takie tam'/><category term='sprawozdanie'/><category term='osoby osobiste'/><category term='relacja i trochę recenzja'/><category term='relacja'/><title type='text'>Onodyseja</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>55</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-1231773880066705418</id><published>2011-12-07T20:33:00.001+01:00</published><updated>2011-12-07T21:13:19.126+01:00</updated><title type='text'>Gus gus w 1500m2</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Po godzinie ósmej mijamy główną bramkę klubu 1500m2. Trwadidżejski set, jest głośno, ale to jeszcze nie Gus Gus. Kręcimy się po wnętrzu.W sali po lewej stronie słychać inną muzykę od tej z koncertu. Chcemy tu zostać na chwilę, żeby wymienić się pierwszymi uwagami, ale co jakiś czas musimy sprawdzać co się dzieje w głównympomieszczeniu. Pierwsze spostrzeżenie: akustyka jest bardziej klarowna niż podczas poprzednich imprez w tymmiejscu, poza tym od samego początku jest dość tłoczno. Wychodzimy na dziedziniec - tutaj dochodzi nas muzyka ze środka. Robimy jeszcze kilka rund po klubie.Koncert zaczyna się przed czasem. Gdybyśmy tego nie sprawdzili na pewno stracilibyśmypierwszy utwór. Mniejsza o większość, najważniejsze, że zdążyliśmy.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Jak bardzodopisała publiczność tego wieczoru widzimy dopiero teraz, bowiem częśćsłuchaczy, aby coś widzieć obserwuje show ze schodów. My jednak postanawiamyusytuować się bliżej sceny. Do końca hali prowadzą nas nadmuchane przezzielonkawo-niebieskie wizualizacje grzyby dymu. Zgodnie z tym co udało nam sięustalić przed występem, Islandczycy rozpoczynają utworem z najnowszej płyty.Zresztą najnowsza twórczość grupy będzie dominowała tego wieczoru. Na scenieznajduje się pięć osób, ale zza filaru, gdzie jesteśmy udaje nam siędostrzec&amp;nbsp; trzy w porywach do czterechosób. Już wiemy czemu mimo dużej frekwencji za filarami jest takie przerzedzenie.Do tego wielkość podestu bardzo ogranicza ruch sceniczny i staje na tym, żewidzimy tylko profile Earth, Presidenta Bongo i Biggi Veiry. Czasami w kadrzepokazuje się Hogni Egilsson a Daniel Agust obecny jest tylko śpiewem, chociażparę razy udaje mi się dostrzec jego ręce przedzierające się przez opary dymu.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Nie mam większych zastrzeżeń co do nagłośnienia koncertu. Największe wątpliwości budzi we mnie siła wyrazu, a właściwie jej brak.Nie wiem na czym polega to wytracanie ekspresji. Może przez progresywność samejmuzyki: kilkuminutowe rozwijanie elektronicznych motywów, wplatanie starych wątków w nowe utwory, wszystko to nieco wyhamowywało energię muzyczną. A może przez to,że występ przypomina bardziej set didżejski a nie koncert. Utwory łączą się zesobą, zlewając się w jedną całość. Brakuje pauz i zmian tempa. Przy trzecim czyczwartym utworze Bongo eksponuje linię rytmiczną i robi się bardziejdynamicznie, ale i tego zabiegu starcza tylko na chwilę. Może narzekam dlatego,że nie do końca dostrzegam to, co dzieje się na scenie, a może to właśniesprawia, że bardziej obiektywnie oceniam występ Islandczyków. &amp;nbsp;Z utworów, które zrobiły na mnie największewrażenie wymieniłbym Add this song z genialnym wokalem Daniela Agusta,Magnified love oraz Over na koniec podstawowego setu. Na bis grupa zagrałarewelacyjny David oraz Moss (jedyne utwory ze starszych wydawnictw).Kompozycji, które nie pojawiły się w czwartkowy wieczór jest zbyt wiele żebywymieniać i ci, którzy czekali na starsze dokonania grupy mogli poczuć sięzawiedzeni. Ja natomiast w oczekiwaniu na bis, gdy część słuchaczy powolizaczęła opuszczać salę, zająłem lepsze miejsce. Dzięki temu nieco ciekawiej zakończył się dla mnie ten występ.&amp;nbsp;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Fragment koncertu Gus gus z Warszawy z klubu 1500m2 (20.10.2011)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://1.gvt0.com/vi/4pyvLgyxEDE/0.jpg"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/4pyvLgyxEDE&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/4pyvLgyxEDE&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-1231773880066705418?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/1231773880066705418/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2011/12/gus-gus-w-1500m2.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/1231773880066705418'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/1231773880066705418'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2011/12/gus-gus-w-1500m2.html' title='Gus gus w 1500m2'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-5070258304316503205</id><published>2011-12-05T13:36:00.001+01:00</published><updated>2011-12-07T21:15:47.236+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pisanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='takie tam'/><title type='text'>slam w radiu 03.12.2011</title><content type='html'>&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;1.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;słuchać muzyki tak jak nigdy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;moja siostra skarży się na matkę. matka na siostrę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;ja już nie skarżę się na nic. mam kilka giga materiału&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;obciążającego obie strony. ciekawe, ile danych obciąża mnie?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;nie, nie jestem tego ciekaw. wiedząc o tym musiałbym&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;to pozmieniać, a przygotowanie do tego zajęło by mi&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;zbyt wiele czasu. nie mam czasu na zmiany,&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;bo nowi pisarze czekają, by ich przeczytać,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;a nowa muzyka che, żeby ją przesłuchać.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;słuchać muzyki tak jak nigdy nie słuchało się mamy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;2. włóż to między bajki&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;w sobotę jestem jeszcze we wczoraj.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;wczoraj posunąłem się jeszcze dalej,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;żeby być jeszcze wcześniej. zabawa&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;polega na na tym, żeby chodzić do tyłu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;i żeby nie dotknąć ziemi. nikt nie chce&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;poczuć się dotknięty, bo zły dotyk boli&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;całe pół godziny, a złe pisanie całe życie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;i zostają już tylko bajki. mama nigdy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;mi nie mówiła bajek i tego, że dużo rzeczy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;wkłada się między nie - choć wiem, że tak myślała.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;szkoda, że nie wiedziała co wkładam i skąd wyjmuję.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;w ten sposób nieco przegapiła proces&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;kształtowania się postaw. ponieważ dzieciństwo&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;upłynęło mi pod znakiem studia semafor a nie herberta,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;mój wewnętrzny daimonion został z bajek wzięty&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;i pod każdy mokry sen podkładał mi twarz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;mojej pierwszej dziewczyny, z którą&amp;nbsp;mi nie wyszło&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;zdjęcie szwów z połówek jabłek, które się nie zrosły -&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;ale, gdy byłem sam, sztuczki z tego studia&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;pomagały mi płynnie przechodzić od wyobraźni&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;do praktyki, chociaż nie do końca udało mi się&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;opanować technikę wyrównywania odchyleń&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;zapachu, koloru poglądów&amp;nbsp;i skóry.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;3. jestem pijany&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;jestem pijany, gdy nie ma takiej potrzeby&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;i trzeźwy, gdy również nie ma takiej potrzeby.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;natura jest matką potrzeb, ale należy iść dalej&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;i nie polegać na potrzebie, ale delikatnie wymusić ją.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;to prawda, że nie jestem do końca świadomy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;swoich i twoich potrzeb, bo mój umysł i twoje ciało&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;produkują ich zbyt wiele. zaopatrujesz i tworzysz im&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;nowe miejsca pracy tymczasowej, a nasze projekty&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;coraz regularniej pokrywają się.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;trochę poszukujemy się, ale tak, żeby nie zrobić&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;sobie krzywdy. nie roztrwonić dobrego samopoczucia,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;potrzebę, której nie potrzeba tylko rzeczom nieożywionym.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;jeżeli dalej dotrzymamy słowa i będziemy sobie mówić&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;kiedy chcemy się oszukać, to powiem ci, że dalej chcę pić&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;kiedy nie ma takiej potrzeby, a ty nie oszukasz mnie,&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;że jeszcze wiele razy będziesz mogła to znieść.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;4. miłosny par cour&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;postanowiłem dzisiaj, że jednak będę cię nosił,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;jak saper strój „michelina” przed rozbrojeniem bomby,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;bo jestem wrażliwy na stany zapalne i słowa jak zapalnik,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;twoje ciało posłuży mi za mentalną tarczę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;bo codzienne informacje dzieli zbyt wątłą odległość&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;do stanu mojego konta, a stamtąd jest już blisko do nocnego sklepu&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;co znaczy, że w połowie miesiąca, to nie jest kraj dla mnie&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;i tylko seniorzy na rencie wiedzą jak wydłużyć sobie&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;sponsorowany przez zus sezon w niebie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;ma to swoje dobre strony bo, po 16 stajemy się bardziej wrażliwi&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;na problemy miasta, aktywnie działa wyobraźnia,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;wiemy o czym szumią bloki w betonowej dżungli w momentach&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;wychylenia od normy i stanach granicznych trzeźwości.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;po 16 każdego miesiąca jesteśmy ze sobą bo mamy misję,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;chronić się przed telewizją w piątek i ewentualnym deszczem,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;przed spacerami w pojedynkę po mieście, pilnujemy się jak&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;mała agencja ochrony, mały juventus turyn i dzieci specjalnej troski.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;jeszcze zatrzęsiemy pierwszą ligą par, par excellence&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;robiąc miłosny par cour w mieście huśtawek&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;nastrojów&amp;nbsp;i nie przestraszy nas wizja lokalna opieki społecznej&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;do okienek życia podrzucimy nie lubiane&amp;nbsp;przez nas w dzieciństwie zabawki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-5070258304316503205?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/5070258304316503205/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2011/12/slam-w-radiu-03122011.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/5070258304316503205'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/5070258304316503205'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2011/12/slam-w-radiu-03122011.html' title='slam w radiu 03.12.2011'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-1361929462941170594</id><published>2011-08-31T00:06:00.000+02:00</published><updated>2011-08-31T00:06:12.306+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pisanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='takie tam'/><title type='text'>malowany ptak</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;masz fajka? mówi szablon przedstawiający ptaszka, ala wróbelek, w przejściu pod klubem go go w centrum warszawy. w myślach zarysowuje mi się słowo goń się, co jest chyba naturalną reakcją, bo przecież ptaszki nie palą. tym bardziej, że są narysowane, a od wymyślonego do prawdziwego stworzenia dzielą je co najmniej dwie długości ontyczne. odchodząc dodaję w duchu: w dodatku takie małe ptaszki jak ty. po chwili reflektuję się, że to nie byłby wcale taki zły pomysł - poczęstować go - gdyby oczywiście nie był jednokolorowy i zamknięty w tym nieszczęsnym dwu wymiarze. to mogłoby być całkiem ciekawe doświadczenie. horyzont zdarzeń milczy o takich przypadkach, a szablony pytają. nieśmiało ale dobitnie. nieregularnie od 17 lutego. i jak tu nie zareagować.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;warszawa, o ile nie jest reprezentowana przez dresiarzy, niezadowolonych kierowców lub turystów z wysp to w zasadzie jest milcząca. milczenie to można przełamać wyrażając swoją niemiłość do stołecznej architektury. chociaż ona już dawno weszła do krwi, zapchała uliczki żył i podniosła ciśnienie tętnicze niejednemu miejskiemu delikwentowi. niektórym mimo to trudno zaakceptować ją jako tło konieczne lub jak niechciane przyzwyczajenie. z drugiej strony łatwo powiedzieć, bo przecież nie można jej spakować i wysłać z reklamacją do okolicznościowego biura architektonicznego, tudzież do wielu biur. reklamacje na produkty takie jak bloki i kamienice dawno temu wygasły. można jedynie postarać się o bezstresowe dzieciństwo dla przyszłych architektów. chociaż i to nie koniecznie musiałoby zagwarantować, że w przyszłości nie powstałby twór pokroju war of autocad. więc narzekanie na krajobraz warszawski to jeszcze jedna z nielicznych form bycia głośno. może sam bym to częściej robił, gdybym nie nauczył się wymijania nieładnych miejsc przechodząc bocznymi pytaniami. lub gdybym nie odkrył, że podoba mi się moje podwórko, niezliczona ilość kamienic śródmiejskich i skwer wodiczki. to właśnie te części stają się ważniejsze od pozostałych w mieście i mówią za jego całość. dlatego w tej chwili myślę o mieście pozytywnie. trochę trudno mi się do tego przyznać, ale lubię każdy przyjeżdżający punktualnie tramwaj i ludzi wchodzących do niego. poza tym kota sąsiadki, gołębia kręcącego się w kółko w słońcu na moim podwórku i jeszcze siebie. dużo jak na jeden raz. ale np: tramwajom i ogólnie środkom komunikacji miejskiej nie sposób odmówić o&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;czywistej przydatności - przewożenia mnie z ulicy hożej do pracy a w weekend także do klubu. poza tym jest to miejsce oczekiwania na codzienny, darmowy film. możliwość złapania perspektywy widzenia bezdomnego lub odczuć starszych pań o ustalonej w zeszłym wieku mimikrze: "my nie jesteśmy łatwymi kobietami" - odzywa się pani w średnim wieku wpatrzona w kolorowe stroje dziewczyn wchodzących z przystanku. "tak, do takiego ciała na pewno nie jest łatwo się dostać" - odpowiada mój wzrok utkwiony między chustą a olbrzymimi piersiami, tak wielkimi i na pewno ciężkimi, że równie dobrze mogłyby być brzuchem, gdyby nie znajdowały się w podwojonej ilości. boże, o czym ja myślę? muszę to wymazać. przenieść wzrok na śmiesznego pana w szelkach. nie działa. jej brzuch i moja głowa do końca trasy. a później jeszcze przez kilka godzin w pracy. jak zapytają o czym myślę, to pewnie się spocę. jestem pewien, że wyobraźnia nie przypomni sobie wtedy o szelkach.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;z linią nr 18 nigdy nic nie wiadomo. jeżeli do czegoś miałbym się porównać, to byłaby to właśnie ta linia. pozostałe nitki połączeń są ode mnie lepiej zorganizowane. co oczywiście nie jest trudne, ale i tak muszę ratować się myślą, że najważniejsze to świadomie zaadresować się z rana i nadać się w konkretne miejsce. później można już trochę bardziej się rozluźnić i zająć się na przykład czytaniem napisów, że legia znów nie wybacza i to ją różni od stwórcy, a później przejść do komunikatów bardziej oficjalnych jak ten o "nie wychylaniu się". zapewne przez okno. uczyli mnie go koledzy z podwórka, babcia jadwiga na nie-dzielnych obiadach i przypominają go sobie politycy w radiowych porankach pytani o wprowadzenie ustawy o legalizacji związków partnerskich. jestem głodny. uruchamia mi się odruch pawłowa z przesunięciem ku bodźcom dźwiękowym zamiast kwantowym - to przez czerwone tramwaje, które buczą jak lodówki. całe śniadanie poszło na marne. czas na jego przygotowanie też. pół godziny po spożyciu wystarczyło, by znów zaczęło skręcać mi w brzuchu. za dużo czasu straciłem, żeby wyjść z domu. jestem głodny i spóźniony. w dodatku mieszkanie opuściłem po angielsku - czekając, aż łóżko przestanie patrzeć, i po wcześniejszym, cichym zamknięciu lodówki.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-1361929462941170594?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/1361929462941170594/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2011/08/malowany-ptak.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/1361929462941170594'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/1361929462941170594'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2011/08/malowany-ptak.html' title='malowany ptak'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-1816356117258349726</id><published>2010-12-31T22:12:00.000+01:00</published><updated>2010-12-31T22:12:28.193+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='takie tam'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='osoby osobiste'/><title type='text'>pukajcie ze mną w niepomalowane drewno. podsumowanie obyczajne.</title><content type='html'>&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;jutro o tej godzinie pewnie niewiele będę pamiętał, dlatego postanowiłem wykorzystać, że jest jeszcze dzisiaj i napisać kilka słów. rok kończę syndromem narzekającej kobiety. narzekaniem może mniej jaskrawym, ale wymierzonym w kierunku drugiej płci. mój punkt widzenia: bycie w związku u schyłku 2010 roku jest irracjonalne. nie wiem czy to za sprawą zbyt wygórowanych oczekiwań. czasami wydaje mi się, że gdyby nie chęć seksualnego napoczęcia odmiennej płci, nie byłoby wzajemnego zainteresowania między kobietami i mężczyznami. bo gdy już jesteś zainteresowany w ten inny sposób, to możesz stać się np. przyjacielem – kimś w rodzaju koordynatora ds. kulturalnych, tzn. zabierać ją na ambitne filmy, bo jej znajomi wolą te bardziej popularne lub pisać do trzeciej w nocy na fb, bo nie może spać albo pisze pracę na zaliczenie. trzeba przy tym pamiętać, że kontakt zawsze powinien być czujny na wszystkie aktualne aspekty obyczajowe, więc jeżeli wyślesz smsa z zapytaniem „czy lepiłaś już bałwana tej zimy?” to nie odpowie na niego, bo nie wszedłeś na jej profil i nie przeczytałeś, że od wczoraj nie lubi śniegu, bo przez nawałnicę ledwo dotarła na uczelnię. i ma prawo nie odpisać, bo ona tak jak 10% populacji na ziemi używa fb i wie, że tam są jedyne prawdziwe i niepodważalne dane i dlatego powinienem wiedzieć, że ona napisała o tym śniegu na poważnie i zanim wyślę smsa to mam obowiązek wejść na fb i przeczytać jej aktualny status. a ona tam jest naprawdę zła. natomiast ja pochwalam niekonsekwencję informacyjną, półtora metrowy dystans między autobusami, bezbolesną apostazję i kokainę w boże narodzenie. poza tym koncerty i imprezy elektro w powiększeniu. a propos związków, to jest dziewczyna, za, którą nie tęsknię, ale łatwo przychodzi mi wyobrażenie, że jesteśmy razem. i nie ma w tym myśleniu seksualnego podtekstu czy chęci jednostronnego polizania płci. zbliżenie jest dla mnie autentyczną tajemnicą, której nie mam zamiaru rozwiązać sam na sam ze swoim ciałem, choć już dawno m. in.: od w. allena dostałem w tym względzie zielone światło. ponoć praktykujący w samotności są najlepszymi kochankami. swoją drogą ciekawe ile to może trwać… mimo wszystko doszedłem do wniosku, że ufam kobietom. jestem przekonany, że one tak naprawdę chronią mężczyzn przed swoją naturą i bolesną konsekwencją. mają wyczucie i większe rozeznanie w sprawach ducha i ciała. bo wiedzą, że jeżeli mężczyzna chce czegoś więcej w aspekcie duchowym to nie należy dzielić się swoim ciałem. albo jedno albo drugie. przyznam się, że ja tego nie rozumiem, bo jak spotykam kogoś wrażliwego i inteligentnego to w głębi duszy sprawia mi radość, że mógłbym mieć wszystko, a nie tylko ciało. i ktoś tu chyba nie potrafi praktykować w samotności, a jednocześnie w faktycznych okolicznościach nie umie się dzielić wspomnianymi cechami. ja wierzę, że to ciekawszy sposób dzielenia się swoja płcią. najśmieszniejszy tekst od pe „to ja powinnam wykazywać się wrażliwością i spostrzegawczością, a ty powinieneś być twardy i zdecydowany…” no tak, tajemniczość dziejów nie obdarzyła nas możliwością łączenia tych cech. wrażliwość w połączeniu ze zdecydowaniem, twardość wespół ze spostrzegawczością nie zdarzają się a już na pewno nie istnieją na miarę obojga płci. to niemożliwe. odnajdowanie ich w sobie też. kropka. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-1816356117258349726?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/1816356117258349726/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/12/pukajcie-ze-mna-w-niepomalowane-drewno.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/1816356117258349726'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/1816356117258349726'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/12/pukajcie-ze-mna-w-niepomalowane-drewno.html' title='pukajcie ze mną w niepomalowane drewno. podsumowanie obyczajne.'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-137474333314714516</id><published>2010-12-13T00:56:00.006+01:00</published><updated>2010-12-15T00:13:23.515+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='takie tam'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='osoby osobiste'/><title type='text'>od kuchni strony</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; font-size: 11pt;"&gt; &lt;/span&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;doświadczyłem niedawno&lt;b&gt; &lt;/b&gt;na własnej skórze, że wystarczy nie zamknąć czegoś z przeszłości, nie załatać. a nawet przymknąć oko na swoją wrażliwość – nie aktualizowanie doświadczenia ulegają przeterminowaniu. logika tego stanu jest prosta i boleśnie konsekwentna: nie nałożyłem kapeluszy dżemów i ryb; nie odłożyłem ich do lodówki – tym samym zaczęły gnić. tą kuchenną metaforykę łatwo przenieść na sprawy duchowe, w zapachu równie intensywne jak rozbef czy tatar po terminie spożycia. żeby to naprawić trzeba naprawdę się wysilić, uruchamiając szereg skomplikowanych zabiegów – łącznie z braniem w ręce niegdyś świeżych emocji, przepakowywaniem i wyrzucaniem prześwietlonych myśli. najgorsze jest to, że cały czas ma się poczucie, że to wszystko mogłoby się jeszcze przydać i wyrzucać szkoda. nie wiadomo tak naprawdę, co kiedyś może stać się znów użyteczne. zabieram się do tego trochę jak do białej magii i dialektyki spożywczej zarazem. i kompletnie się gubię. nie pomaga nawet, gdy powtarzam sobie, że trud z tym związany przyniesie mi poczucie wynagrodzonego wysiłku. coś ze środka na przekór mi mówi cały czas: „stracisz tylko siły, a mógłbyś spożytkować je na inne cele.” i dalej, że nawet bez specjalnie włożonych starań i tak będę umiał wyciągnąć pozytywne wnioski. więc po co się starać? z drugiej strony, czy wystarczy „przechodzić” złe samopoczucie, bo i tak kiedyś uda się go pozbyć jak&amp;nbsp; zapachu pierdnięcia? niech samo się zrobi. a dlaczego nie? może i tak, ale jest jeszcze spory kawałek ducha (w maszynie), który dość często trzeba wyciągać w towarzystwie innych. dzielić się nim, w temperaturze niższej niż ta panująca w klatce piersiowej? gdy wyciągam coś z siebie niematerialnego na zewnątrz, to wówczas jestem wstydliwszy i definiuje się powściągliwiej. nie daje się prowadzić przez emocje. w ciele panuje złe środowisko dla ducha, za dużo się iskrzy, zbyt wiele przelewa się substancji a poza tym jest tam prawie zawsze niezmienne 36,6  stopni celsjusza. (209, 8 kelvina, 98,2 fahrenheita) w tych warunkach łatwiej o rozkład. &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;odkryłem coś, tylko nie wiem czy jest to odkrycie obiektywnie prawdziwe. otóż wydaje mi się, że nieporównywalnie więcej pracy wkładam w skomponowanie siebie do kupy niż moi znajomi. to oczywiście przeczucie i być może tak wcale nie jest. bo może wszyscy jesteśmy w podobnym położeniu, tylko, że niektórzy potrafią to lepiej maskować. mimo wszystko i tak zdziwiłbym się, wchodząc w myśli osób mi bliskich, że od samego rana zaczynają szereg czynności, które przypominają te, które wykonuje ja. czyżby wszyscy mogli myśleć, że bez uporządkowania spraw odśrodkowych (znaczy się duchowych) nie wyjdą z domu? bo ja na przykład po przebudzeniu się wczoraj, prawie automatycznie zostałem cofnięty do niedawnego snu i paru jeszcze innych czynności z 18.30 minionego dnia. i próbowałem sobie przypomnieć kim byłem przed opadnięciem powiek, tzn. na jakim momencie siebie stanąłem poprzedniego dnia i czy ja wczorajsze jest bliskie ja porannemu. i nie chodziło o konfrontacje przed łazienkowym lustrem tylko o żywą autopolemikę z alter ego na tle wczoraj. uczciwy wywiad z samym sobą. wyglądało to tak, że po kilkudziesięciu minutach przekonywania osiągnąłem coś na zasadzie naciąganego kompromisu. okazało się, że ja wczorajsze nie chce powrotu do rutynowych działań związanych ze śniadaniem i pracą. dysponując większym wigorem z wczoraj zaczęło dominować nad ja bieżącym. na szczęście odwrotnie było z potencjałem fizycznym dlatego, w rezultacie wszystkie pretensje zostały stłumione i zepchnięte, gdzieś w okolice czyśćca podświadomości. teraz mają niewiadomą datę aktywacji. no może nie do końca niewiadomą, bo pewnie przypomną się następnego dnia z rana. a ja do tego czasu będę wmawiał sobie&lt;span class="MsoCommentReference"&gt;, &lt;/span&gt;że zaktualizuję narzędzia autokorekty i wreszcie zrobię coś z większą kompatybilnością wieczorów i dni.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;to nie wszystko. podczas pół godzinnej jazdy autobusem w drodze do pracy doszło do niezaplanowanego wybuchu euforii. zaczęło się od kącików ust. jakiś wewnętrzny grymas zaczął je podważać. z sekundy na sekundę czułem jak szczera radość nadmuchuje mi skórę policzków. bezwolnie zaczynam się uśmiechać. domyślam się, że to moje ja z wczoraj, nie pozwala na zachowanie powagi. gubię dystans. czuję, że nie ustoję na twardej podłodze autobusu, bo ta zamienia się w cienką linię w tym obwoźnym&amp;nbsp; cyrku o numerze 117. skręcamy w madalińskiego, a poręcze, które mam na wyciągniecie ręki nagle się oddalają. rozsiewam emocje w tłum i wszystko co było w środku zaczyna wychodzić na zewnątrz. schizofrenicy chodzą ze snami na wierzchu. ja mam emocje. a było tak blisko. już wyrobiłem w sobie poranną równowagę, a tu niespodzianka – radość. wiem, że dzięki powadze mogę mieć więcej. dlatego tak długo dbam o nią przed wyjściem. a teraz pod palcami wyczuwam ciepło i miękkość twarzy. zupełnie jak u dziecka. bez powagi będzie mi nieporównanie trudniej w pracy, a wieczorem jeszcze spotkanie w męskim gronie. później klub. tam może będzie koleżanka wojtka. cel: utrzymanie relacji wzrokowej na podobnym poziomie co w planie be. w takich momentach jak na dłoni widać co z kobietami potrafi zdziałać pewność siebie. to dziwne, bo nie rozsiewasz nic a i tak przyciągasz. a ja dzisiaj emanuję i rozsiewam. pokazuję, że jestem otwarty. to niedobrze wróży. muszę się powstrzymywać. w dodatku wiem, że radość będzie potrzebowała więcej kalorii, co wiąże się z tym, że będę musiał jej dostarczyć więcej emocjonalnej pożywki. to z kolei pociągnie za sobą sytuację, że nie skupię się na jednej rzeczy, bo wszystko dookoła będzie mogło okazać się dla niej wartościową karmą. a co zrobić jeśli radość nie pójdzie w parze z jasnością i klarownością myśli? wolę o tym nawet nie myśleć. nawet najlepsze ściemnianie, że posiadam większą od przeciętnej inteligencję i tak wysiądzie przy częstym uśmiechaniu się. wzbudzi podejrzliwość. a większość ludzi widząc osobę radosną ulega efektowi zbytniego uproszczenia, które w efekcie prowadzi do bagatelizacji. i trudno zdobyć atencję, gdy rozmówca dostrzega po drugiej stronie uśmiech. poza tym być radosnym to przyzwalać na rozchwytywanie w towarzystwie, na zawracanie głowy… niezwykle trudno wówczas poświęcić się tylko jednej rzeczy. i co zrobić, gdy mimikra nie słucha się? jednocześnie nie oddając jej na dłuższą chwilę w depozyt pesymizmu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ergo: radość potrafi być zła. przynosi długofalowe, negatywne zmiany. dostarcza kolorów, tym samym daje fałszywie znać, że jest ci dobrze. wysyła sygnały, aż inni zaczynają przeceniać twoją samowystarczalność. a jeżeli już ktoś podejdzie, to po to tylko, żeby coś od ciebie wziąć. i nie wiem co gorsze, czy ta przecena czy myślenie, że śmiejesz się jak głupi do sera?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-137474333314714516?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/137474333314714516/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/12/od-kuchni-strony.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/137474333314714516'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/137474333314714516'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/12/od-kuchni-strony.html' title='od kuchni strony'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-2782338940484927636</id><published>2010-12-05T23:32:00.000+01:00</published><updated>2010-12-05T23:32:07.396+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>the cult of dom keller - ep 1</title><content type='html'>&lt;span id="goog_1434147188"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_1434147189"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:WordDocument&gt;   &lt;w:View&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:Zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:HyphenationZone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:PunctuationKerning/&gt;   &lt;w:ValidateAgainstSchemas/&gt;   &lt;w:SaveIfXMLInvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:IgnoreMixedContent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:Compatibility&gt;    &lt;w:BreakWrappedTables/&gt;    &lt;w:SnapToGridInCell/&gt;    &lt;w:WrapTextWithPunct/&gt;    &lt;w:UseAsianBreakRules/&gt;    &lt;w:DontGrowAutofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:BrowserLevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:LatentStyles DefLockedState="false" LatentStyleCount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt; /* Style Definitions */ table.MsoNormalTable {mso-style-name:Standardowy; mso-tstyle-rowband-size:0; mso-tstyle-colband-size:0; mso-style-noshow:yes; mso-style-parent:""; mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; mso-para-margin:0cm; mso-para-margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:10.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-ansi-language:#0400; mso-fareast-language:#0400; mso-bidi-language:#0400;}&lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TPwNkRchNWI/AAAAAAAAAKg/bUv2qBCFOvA/s1600/twin+psychodelic.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TPwNkRchNWI/AAAAAAAAAKg/bUv2qBCFOvA/s400/twin+psychodelic.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;napisałbym, że to mieszanka dusznego, kabalistycznego grania, ale nie o rejony azji zachodniej tu chodzi. a może właśnie tak, tylko nie do końca jestem tego świadom. przede mną dosłownie i w przenośni „the cult of dom keller” - eksperyment muzyczny z wielkiej brytanii. od razu napiszę, że każdy kawałek tego albumu rozpoczyna zabójczy wstęp i nie ukrywam, że to zachęca do zanurzenia się w ten projekt coraz dalej… i dalej. do tego stopnia, że gdy w winampie po spindrift (słuchałem songs from a ancient age z 2007 roku) rozpoczęły się dźwięki otwierającego płytę intro for the sun, pomyślałem, że muzyka przybrała wreszcie taką formę jakiej czekałem od dłuższego czasu. zupełnie wyleciało mi z głowy, że tuż po wspomnianym spindrift, chyba bezwarunkowo, dodałem do playlisty „the cult of dom keller”. już w pierwszym utworze słychać wokalne echolalie - mroczne pozdrowienia wyrzucane bardziej do księżyca niż do słońca (na co wskazywałby tytuł). wszystko to nieśpieszne, podbijane przez jeden gitarowy akord, zdradzający symptom muzycznego nawiedzenia. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;w tym miejscu powinienem napisać coś w tym stylu, że im dalej słucham tych dźwięków tym ciekawiej się robi. po trosze będzie to prawdą, bo każdy kolejny ton jest łapczywie wychwytywany przez moje ucho, chociaż nie zaciera on wrażenia tego co było przed chwilą. wszystko toczy się niby w podobnym klimacie, choć cały czas jest nieco inaczej. w goat skin dream następuje ciekawa zmiana nastroju, stworzona przez wyizolowany od świata kabaret, którego słucha garstka osób. wokalista po zażyciu sporej ilości psychodelicji, gdzieś tak od połowy utworu, potrafi już tylko iść po śladach świdrującej gitary. pod stopami ma piasek i wijące się węże. mam wrażenie, że ta mroczna groteska rozgrywa się w kościele. albo jest to misterium na przystanku autobusowym w środku kukurydzianego pola. w ogóle płyta ta ma coś z rockowego szabasu. świetny doomfoot – marszowy, trochę za krótki. genialne wejście w into the sky volcano, muliste harmonie; jakby przesterowany sitar i na to nałożony brudny dźwięk garażowej gitary. jakieś tonalne i wokalne wygibasy. a to zaledwie wstęp do ostatniego na płycie beyond burning skies. po raz drugi mam niewyraźne skojarzenia z pewną surfową kapelą, której nazwa tu nie padnie… po pierwsze dlatego, że to tylko pojedyncze motywy, po drugie „the cult…” ciągnie bardziej w rejony psychodeliczne. na koniec zostawiłem czwarty w kolejności godshaker. jest głośniejszy, nieco drapieżniejszy i dłuższy od pozostałych utworów. przede wszystkim jest pozbawiony wokalu. nic poza bębny, shoegazowe gitary i gdzieniegdzie klawisze (czy dobrze nadstawiam słuch?). dynamika prowadzi do przyjemnych konwulsji – ten utwór komasuje trans z całej płyty, ukazując najbardziej rockowy pazur zespołu… tak minęło mi blisko 20 min. z ep 1 tego kwartetu. wszystkie pozytywne wrażenia powyżej. minusy – długość trwania materiału, aż się prosi, by utwory trwające nieco powyżej minuty (jest ich trzy) zostały rozwinięte jako pełnowymiarowe kompozycje. jeżeli czegoś im brakuje, to właśnie odpowiedniej do podtrzymania nastroju długości.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span&gt;&lt;object height="385" width="640"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/4pzRRAv4TW4?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/4pzRRAv4TW4?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="640" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt; &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span&gt;ep1 można nabyć &lt;a href="http://www.apolloaudio.com/album.asp?a=Cult-Of-Dom-Keller-Ep1"&gt;tutaj&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span&gt;poniżej dwa utwory do ściągnięcia:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span&gt;1. &lt;a href="http://www.mediafire.com/?vz31bs7nwa0l0e2"&gt;goat skin dream&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;2. &lt;a href="http://www.mediafire.com/?fdybbbqu6ssqhog"&gt;there are eyes inside&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-2782338940484927636?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://www.myspace.com/domkeller' title='the cult of dom keller - ep 1'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/2782338940484927636/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/12/cult-of-dom-keller-ep-1.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/2782338940484927636'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/2782338940484927636'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/12/cult-of-dom-keller-ep-1.html' title='the cult of dom keller - ep 1'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TPwNkRchNWI/AAAAAAAAAKg/bUv2qBCFOvA/s72-c/twin+psychodelic.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-1650673031441462279</id><published>2010-11-22T02:17:00.002+01:00</published><updated>2010-12-13T01:10:39.400+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacja'/><title type='text'>daniel agust w nowym wspaniałym świecie</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;o 21 z minutami mija mnie niski gość ubrany na czarno. wchodzi na małą scenę. ma na sobie kowbojki, spodnie od garnituru, które zwężają się u dołu (lol), marynarkę z piórami przy kołnierzu i białą koszulę. na stoliku przy jego mikrofonie stoi club mate i woda mineralna. daniel agust. inny od tego z teledysku „lady shave” gus gus w którym podglądał earth, która w ciemnej peruce wyglądała jak bjork. jego kameralny koncert to jeden z występów w ramach kulturalnych oblicz islandii zorganizowanych przez nowy wspaniały świat. (19 – 23 listopada 2010) to co obecnie robi zostało nazwane „kolekcją błogich mini-symfonii, pieszczotliwie wplatającą pop. to bogata orkiestracja, niesamowite, porywające soulowe wokale…” jeżeli ktoś pamięta utwór bambi z płyty „this is normal” gus gus to wie o co chodzi. chociaż na jego solowej płycie i podczas występu nie było tylu disnejowskich przesłodzeń, co właśnie tam. pierwsze wrażenie: na koncercie głos daniela jest mocniejszy, bardziej chrypiący niż na „swallowed a star” z 2006 roku (jedynego jak na razie własnego wydawnictwa) i to mi całkowicie nie przeszkadzało, bo konwencja w której jest utrzymany album i tak jest wystarczająco… że tak powiem delikatna, subtelna. może zostańmy przy tych określeniach. zaraz jeszcze do nich wrócę. a teraz kilka słów o chwilowo zamkniętym barze w nowym świecie: jeszcze przed występem wokalista poprosił właścicieli klubu, aby na czas śpiewania nie sprzedawać żadnych trunków, gdyż całe to zamieszanie z przechodzeniem między sceną i barem na pewno popsuje kameralność występu. no i jak dla mnie w ten nieco wymuszony sposób lokal zamienił się w całkiem klimatyczną mikrofilharmonię. ponad 40 minut solowego aktu minęło bardzo szybko i zostawiło miłe wrażenie. daniel pozwalał sobie na drobny ruch sceniczny, coś ala zetknięcie tradycyjnego tańca z disco (jakkolwiek to brzmi) już w gus gus można było zauważyć indywidualne podejście do tematu choreografii. po prostu zamienił się w skromnego arystokratę zamkniętego w obrębie parkietu. tutaj powrócę do omawianej delikatności. na początku jego rozłożone ręce ala jezus na tle wizualizacji przedstawiających spowolnione morskie fale zaczęły wywoływać u mnie, delikatne mówiąc, subtelne właśnie, poczucie wstydu. pomyślałem nawet: jeżeli tak ma wyglądać to artystyczne ofiarowanie to za chwilę opuszczam to miejsce. do tego jeszcze ta subtelna rzewność… ale gdzieś tak po trzecim utworze koncert w odróżnieniu od płyty zaproponował bardziej różnorodne rzeczy. kabaretowe „the stingray” odtańczone z przytupem, wyważonym rzecz jasna i śpiewane mniej melancholijnie. a w „intersection” wokalizy agusta inspirowane motywami trąbki współbrzmiały naprawdę interesująco. na sam koniec jeszcze „the moss” (przearanżowany w 2007 na płytę „forever” gus gus) i chyba największy aplauz tego wieczoru. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;na koniec o wizualizacjach za plecami wokalisty. na jednym z filmików gospodyni domowa zasypia z głową na kopcu naleśników, który wcześniej usmażyła (niestety nie pamiętam do jakiego utworu). wcześniejszy przedstawiał agusta na tle żywiołu wody w podwiewanym przez wiatr płaszczu i ze zbliżającymi się do niego morskimi falami w spowolnionym tempie. po występie zauważyłem, że daniel zamówił do stolika flaszkę polskiej wódki i cztery małe cole.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/nbeazS-dwS8?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/nbeazS-dwS8?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-1650673031441462279?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://www.myspace.com/danielagust/music' title='daniel agust w nowym wspaniałym świecie'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/1650673031441462279/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/11/daniel-agust-w-nowym-wspaniaym-swiecie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/1650673031441462279'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/1650673031441462279'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/11/daniel-agust-w-nowym-wspaniaym-swiecie.html' title='daniel agust w nowym wspaniałym świecie'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-8070978714579177664</id><published>2010-11-16T23:10:00.011+01:00</published><updated>2010-11-22T03:00:29.594+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>agf/delay - explode</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TOMA1LxE41I/AAAAAAAAAKc/b4e4aiJTPUg/s1600/agfdelay+explode.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="315" src="http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TOMA1LxE41I/AAAAAAAAAKc/b4e4aiJTPUg/s320/agfdelay+explode.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;uwielbiam ich. mam fetysz par. w muzyce byli to do tej pory brendan perry i lisa gerrard (przed emocjonalnym wypadkiem). agf &amp;amp; delay są dla mnie trochę jak zakochani, którzy widzą słonie. tylko stojący na pewniejszych nogach i chyba bardziej dojrzali od bohaterów filmu pod tym samym tytułem. chociaż te dwie cechy plus inteligencja (którą przypisuję duetowi) nie muszą się wcale przekładać na poziom szczęścia. tak przynajmniej twierdzi tadeusz dąbrowski, który był w zoo i widział zarówno słonie jak i ludzi. ponoć pieściły się i tamci też się pieścili. i wypadało to podobnie. bo nie o wielkość tu przecież chodzi. oczywiście w sensie mentalnym a nie gabarytowym. i ja kiedyś myślałem identycznie, a później zmieniłem zdanie na zgoła odmienne. i już nie wiem czy ufać poecie, czy światu odbitemu we mnie, ale bez niego. najbezpieczniej chyba stanąć gdzieś pośrodku i poszukać summy wszystkich tych cech. jeżeli chodzi o duet agf/delay to ścierają się tu być może nie do końca przystające konwencje: okołopopowa twórczość antye greye fuchs (agf) i poszukiwania spod znaku ambient/techno sasu ripatti’ego. w przypadku tego spotkania można było przewidywać, że skończy się ono co najwyżej artystyczną symbiozą. w której współczesna kobieca liryka wybrzmi na tle elektronicznych wypięć i sprzężeń, uduchowiając nieco szkieletowe tętno. a z drugiej strony w pustym, dronicznym wnętrzu zamieszka żywa istota… jak na mój gust mało tu nieporozumień, co znaczy, że w tej symbiotycznej relacji jest spory magnetyzm. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;o co tu właściwie chodzi? o rytm i głos. a za tym wszystkim o bardzo wyważoną elektronikę. momentami dźwiękowy „strumień” świadomości. zacznijmy może od tekstów. o czym one traktują? najprościej powiedzieć, że o prozie życia. pełno jest w nich codziennych spostrzeżeń, przytoczeń cudzych wypowiedzi, a także odniesień do innych tekstów, np. „he said pussy and paper/is poety power” - to wplecione w wiersz, słowa sasu, melodeklamowane przez antye w utworze “all eyes on us”. w nim to i zresztą nie tylko w tym charakterystyczny jest zapętlony, i taki „przewalający” się powolny rytm. puls jest w ogóle istotnym czynnikiem tego projektu. dość powiedzieć, że część męska duetu w młodości poświęcała swój czas „barwnemu” liczeniu w szkole muzycznej, co zaowocowało przyzwyczajeniem do (wszech)miar w muzyce. nie ma tu oczywiście miejsca na instrumentalne popisy czy soniczną nachalność. wręcz przeciwnie. każdy utwór charakteryzuję się trochę inaczej organizowanym tempem i brzmieniem. bywa, że zwykłe dudnienia tom florów, zostają wyparte przez dźwięki cong, które zdają się też być uderzane stopami. pojawiają się liczne przeszkadzajki „suche” tąpnięcia, urywane i wydłużane tony, preparowany szelest szczoteczek. w tym miejscu raz jeszcze chcę napisać, że ta muzyka jest wolna od solowych popisów. ma być urozmaicona w obrębie programowego minimalizmu. zarazem zimna i tłusta. dajmy na to: w „explode baby” bit przypomina prasę hydrauliczną nastawioną zgodnie ze wskazówkami zegarka. podobne do tego mechanizmu są poczynania bohaterki tego utworu, która nie myśli, nie czuje – jest zdeterminowana, by wyjść na spotkanie...&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/t89JGkWMj9U?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/t89JGkWMj9U?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:WordDocument&gt;   &lt;w:View&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:Zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:HyphenationZone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:PunctuationKerning/&gt;   &lt;w:ValidateAgainstSchemas/&gt;   &lt;w:SaveIfXMLInvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:IgnoreMixedContent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:Compatibility&gt;    &lt;w:BreakWrappedTables/&gt;    &lt;w:SnapToGridInCell/&gt;    &lt;w:WrapTextWithPunct/&gt;    &lt;w:UseAsianBreakRules/&gt;    &lt;w:DontGrowAutofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:BrowserLevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:LatentStyles DefLockedState="false" LatentStyleCount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt; /* Style Definitions */ table.MsoNormalTable {mso-style-name:Standardowy; mso-tstyle-rowband-size:0; mso-tstyle-colband-size:0; mso-style-noshow:yes; mso-style-parent:""; mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; mso-para-margin:0cm; mso-para-margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:10.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-ansi-language:#0400; mso-fareast-language:#0400; mso-bidi-language:#0400;}&lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana;"&gt;płyta zawiera kilka ukrytych inspiracji. np.: „break doors” to cichy ukłon w stronę „the doors”… „slow living” wieńczy szeptane „smooth operator”. natomiast „useless” trochę przypomina mi dokonania ursuli rucker w nieco bardziej minimalistycznym wydaniu. wszystkie te nawiązania, może prócz skojarzenia z ursulą rucker, są oczywiste jednak o kopiowaniu nie może być tutaj mowy. chodzi bardziej o subtelny hołd. ciekawi mnie tylko czy to przemyślany zabieg czy może te tekstowe nawiązania pojawiły się spontanicznie, w momencie nagrywania materiału. dalej jest krótkie „recorded”, które wybija trochę z sennego rytmu. głos antye stapia się z tanecznym pulsem, choć cały czas bliżej tu do downtempo niż disco. we wspomnianym „slow living” następuje powrót do standardowego, wolnego i nieco rozmarzonego (na zimno) grania, ale wcześniejsze kompozycje już to proponowały, dlatego w tym miejscu ciśnienie nieco spada. w „distributor” jest już więcej melodii, tzn: maszynerii produkującej dźwięk. naniesiono też więcej industrialnych faktur, dodano ruchu w podkładach i krzyżówki wokalne. antye śpiewa o pożywce dla dusz - są drzewa, gazety, poranki, dni, wieczory i cisza. co z tego należy oferować? co z tego zatrzymać dla siebie? a co po prostu dostrzec i iść dalej? na zakończenie „from morning on” pięciominutowa senna wełna. i przyznam się, że trochę trudno jest mi dotrzeć do tego miejsca, jeżeli muzyki tej nie wykorzystuję jako tła do innych czynności. i wcale nie chodzi mi o zawartą na płycie przebojowość czy jej brak, albo o większą dynamikę kompozycji, bo tych nie oczekuję po muzyce takiej jak ta. chodzi raczej o momenty bardziej plastyczne, bardziej zapadające w pamięć. w przypadku „explode” przy ósmej lub dziewiątej kompozycji mam ochotę włączyć płytę od początku. początkowe utwory są dla mnie zdecydowanie bardziej niepowtarzalne, świeże. i dlatego uważam, że ten album powinien trwać krócej. z dwunastu utworów zostawiłbym dziewięć, góra dziesięć kompozycji. wiem, że „from morning on, czy „slow living” mają ciekawe koncepty ale już w środku tracą one swoją moc. gdyby utwory te były bardziej skondensowane to uwypukliłby motywy w nich zawarte, a tak mam wrażenie, że nie wszystko zostało poddane starannej obróbce, tak jakby razem z miąższem do tego muzycznego przetworu dostało się też parę kwaśnych skórek. minimalizm, oszczędność w środki wyrazu – szkoda tylko, że nie objęły one większej części materiału, a przynajmniej utworów wieńczących album. co do reszty, to od dłuższego czasu nie mogę się oderwać.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-8070978714579177664?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://www.vladislavdelay.com/' title='agf/delay - explode'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/8070978714579177664/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/11/agfdelay-explode.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/8070978714579177664'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/8070978714579177664'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/11/agfdelay-explode.html' title='agf/delay - explode'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TOMA1LxE41I/AAAAAAAAAKc/b4e4aiJTPUg/s72-c/agfdelay+explode.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-4471252815297278242</id><published>2010-11-11T02:11:00.000+01:00</published><updated>2010-11-11T02:11:19.145+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='takie tam'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='senne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='osoby osobiste'/><title type='text'>"ale jesteś poprogramowany"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;miałem dziwny sen. wydarzył się między dwudziestą drugą z minutami a północą. było mi zimno i czułem się zmęczony, więc postanowiłem się położyć (to jeszcze na chwilę przed zaśnięciem). przykryłem się kołdrą choć byłem w ubraniu i zasnąłem. byłem w pokoju innym od mojego. miał wielkie, widne okna zasłonięte żaluzjami. to był chyba parter. tak sądzę po gwarze od ulicy. moja przyjaciółka przebierała się chodząc między nim a kuchnią, której nie widziałem, bo oddzielała ja ściana. wydawało mi się, że gdzieś się śpieszy. rozmawialiśmy jakby w przejściu (np. z dworca na ulicę), ale nie dało się odczuć tego dziwnego napięcia, że ktoś chce przejść, czy tego że musimy szybko skończyć, bo ona gdzieś się śpieszy. nie pamiętam o czym rozmawialiśmy. ona często pyta się o sprawy sercowe, więc może o tym. po jednej z takich wymian zdań podeszła do mnie... i rozpięła mój rozporek. zrobiła to tak naturalnie, że nawet gdybym chciał zaoponować, to już na samym wstępie utraciłem wszystkie mniej lub bardziej istotne argumenty. dodam tylko, że to ona była stroną czynną w tej sytuacji. coś na zasadzie części do całości. zastanawiam się tylko, które z nas było bardziej częścią a które całością? bo całość z tej sytuacji nie powinna wyjść obronną ręką, chociaż na pewno z nieukrywaną satysfakcją... już po fakcie (artefakcie bardziej) zapytałem ją, czy to zmieni stosunki między nami. kładąc się na łóżku odpowiedziała tylko: "ale jesteś poprogramowany". zrozumiałem, że nie. również się położyłem, kładąc swoją głowę obok jej głowy. na kolanach miała laptopa i zdawała się nie przejmować tym co się przed chwilą wydarzyło. "ale jestem poprogramowany" obudziłem się i zapisałem ten wniosek. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-4471252815297278242?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/4471252815297278242/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/11/ale-jestes-poprogramowany.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/4471252815297278242'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/4471252815297278242'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/11/ale-jestes-poprogramowany.html' title='&quot;ale jesteś poprogramowany&quot;'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-8540645280359839015</id><published>2010-10-30T13:59:00.005+02:00</published><updated>2010-11-11T02:16:22.610+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacja i trochę recenzja'/><title type='text'>aurora w ramach wff</title><content type='html'>&lt;div style="color: #cccccc; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif; font-weight: normal;"&gt;21.00 początek aurory. 40 min. później na ekranie dzwoni telefon. półgłosem odzywam się: „odbierz proszę dla dobra fabuły” - bohater nie odbiera. łukasz zasypia na ramieniu gosi. przed tym wymyka mu się kilka niecenzuralnych, mniej lub bardziej adekwatnych do tła filmu określeń. po raz pierwszy przepraszam znajomych za zaproszenie. 22.20 pada pierwszy strzał… do poduszki. łukasz wyraża swoją ekspresję opadnięciem policzka na podramiennik i wyrzuceniem rąk w górę. o 22.25 za pozwoleniem gosi kończę piwo łukasza. wyjść jest kilka. o 22.40 okazuje się, że ja i moi znajomi jesteśmy widzami kultowymi. tzn. ja i gosia, bo łukasz śpi. zostajemy. postanawiam na głos przewidzieć rozwiązanie. w pamięci mam, że jest to czarna komedia. typuje około 14 ofiar. gosia jest mniejszą optymistką. dziewczyna na prawo od ekranu wraca z toalety… po kurtkę. i wychodzi. z gosią dostajemy głupawki. łukasz budzi się na chwilę i pyta czy ktoś jest jeszcze na sali. na szczęście dopiero w drugim pytaniu porusza temat piwa. pytam gosię o gumę – ma. bohater się ożywia: jest w tym ekspresja detektywa poirot i wymowność stellanna skarsgarda z przełamując fale. w dole zielony napis nad drzwiami. waham się. ale ciekawi mnie co będzie dalej. jak kobietę to czy bohaterowie filmu pornograficznego zostaną razem. łukasz przewraca się na drugi bok. bohater pakuje płyty. przypominam sobie, że w pubie nr 7 są moi znajomi. urodziny wojtka. ale jednocześnie nie chce mi się już nic. czekam na coś jak uderzenie młota w vi symfonii mahlera. dobra nie ściemniam, że się znam. wystarczy, że ktoś mi przypierdoli, aż wreszcie zaskoczę. przynajmniej podłożę sobie kurtkę pod kręgosłup. dobrze, że dzieci zapomniały już o ojcu tzn. bohaterze, bo jest szansa że się zdenerwuje. tak. jest. pierwsza krew. teściowa. wyraz twarzy jak u dżona rambo. ale trochę więcej psychologii. jak odruch pawłowa włącza się myślenie bohatera. i chyba na chwilę zmienia się jego mniemanie o sobie. moje mniemanie o sobie zresztą też. w poukładany świat wkracza zbrodnia. fo pa wobec poukładanych koszul. to musi budzić autorefleksję. szkoda, że dopiero o 23 z minutami. mam atak ziewania. chcę powtórzyć na głos, że bardzo mi przykro, że zaprosiłem tu moich przyjaciół. ale gosia się nie poddaje. tory kolejowe. trochę oniryzmu jest w tym błądzeniu z jednej szyny na drugą. coś się dzieje z błędnikiem bohatera, bo krzywo prowadzi samochów… tzn. samochód. zresztą i jedno i drugie. aha przypominam sobie, że jest śmiertelnie chory, więc wcześniej sobie ulży. a później i policji, bo sam się zgłosi na komisariat. zdziwo komendanta bezcenne. po raz 4 lub 5 rozluźniamy mięśnie twarzy. projekcja dobiega końca. 180 minut grozy za nami. jeszcze kupon z filmem na który oddamy głos. aurora idzie na dno.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-8540645280359839015?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/8540645280359839015/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/10/projekcja-filmu-aurora-w-ramach-wff.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/8540645280359839015'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/8540645280359839015'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/10/projekcja-filmu-aurora-w-ramach-wff.html' title='aurora w ramach wff'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-4468550614834139168</id><published>2010-10-09T13:03:00.001+02:00</published><updated>2010-10-09T13:04:07.780+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='osoby osobiste'/><title type='text'>kodeks użycia metafor</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;nie sprzedawać złudzeń&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;od tak sobie, znać odbiorcę&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;stan zadłużenia, mandaty&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;w ztm i za spożywanie alkoholu &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;ostrożnie używać ładnych słów&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;takich jak niebo, pogoda czy serce&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;nie narażać się na śmieszność&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;pamiętać, że pierwszeństwo ma&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;zadowolenie w łóżku, praca i ciało&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;nie pisać, że ładny krajobraz &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;ani, że rozkładają się płaty chmur&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;na amarantowych hakach grudnia&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;nie uśnieżać też wzroku apiryną metafory&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;za niewygurowaną cenę, ale też nie za niską&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;sprzedawać poręczne drzwi z każdej sytuacji &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;za którymi rozciąga się widnokrąg zwierząt&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;i karawany szkoleń dla uchodźców realności&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-4468550614834139168?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/4468550614834139168/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/10/zasada-uzywania-metafor.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/4468550614834139168'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/4468550614834139168'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/10/zasada-uzywania-metafor.html' title='kodeks użycia metafor'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-9030651158553623548</id><published>2010-09-23T10:07:00.000+02:00</published><updated>2010-09-23T10:07:25.155+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='osobiste'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='takie tam'/><title type='text'>miasto za 20 pln</title><content type='html'>&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:WordDocument&gt;   &lt;w:View&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:Zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:HyphenationZone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:PunctuationKerning/&gt;   &lt;w:ValidateAgainstSchemas/&gt;   &lt;w:SaveIfXMLInvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:IgnoreMixedContent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:Compatibility&gt;    &lt;w:BreakWrappedTables/&gt;    &lt;w:SnapToGridInCell/&gt;    &lt;w:WrapTextWithPunct/&gt;    &lt;w:UseAsianBreakRules/&gt;    &lt;w:DontGrowAutofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:BrowserLevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:LatentStyles DefLockedState="false" LatentStyleCount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt; /* Style Definitions */ table.MsoNormalTable {mso-style-name:Standardowy; mso-tstyle-rowband-size:0; mso-tstyle-colband-size:0; mso-style-noshow:yes; mso-style-parent:""; mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; mso-para-margin:0cm; mso-para-margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:10.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-ansi-language:#0400; mso-fareast-language:#0400; mso-bidi-language:#0400;}&lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;zaczęło się od próby wytłumaczenia sobie obecności wszelkiej maści osób ciemnoskórych w warszawie. trudno sobie wyobrazić, że coś z naszej kultury i obyczajów mogłoby wzbudzać zainteresowanie. wyobrazić sobie może i można, ale przenieść na rzeczywistość już chyba gorzej. poza oczywiście małymi wyjątkami, których oczywiście nie obejmują język i asymilacja. to rzeczy chyba całkowicie nie do przejęcia przez przyjezdnych. co prawda z krajobrazu znikają co bardziej zakompleksione dziewczyny, ale przecież nie taki jest chyba cel tej migracji. czy nie lepiej byłoby kupić sobie nieco droższy bilet i wylądować w shannon lub manchesterze? lub wybrać maltę na erasmusie? nie może przecież chodzić o harlem na kolejowej, nawet jeżeli wyobrazić sobie to miejsce jako bezpieczne slumsy blisko centrum, to ciekawsze rzeczy dzieją się już chyba na piętnastolecie żabki (powiększone o 15 % piwa marki leżajsk, okocim i żubr za około 1.70 pln) lub dla odmiany w staromiejskim ośrodku kultury na starówce… &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;inna rzecz: wewnętrzni emigranci. uroczy element napływowy poszerzający swoje horyzonty w firmach i klubach warszawskich. niechętnie oddający się kilka razy w miesiącu turystyce spożywczej po centrach handlowych. rekompensacie odkładanych od kilku lat wakacji. wiadomo odejdziesz od biurka lub od samochodu to firma je przejmie lub zabierze na rzecz innego podmiotu. słowem znajdzie innych chętnych. element napływowy wymienia inny element napływowy. te nikczemne roszady spod ciemnej gwiazdy, właściwie spod biurka i lady. robione polakom przez polaków. raszynianom przez raszynian, tarczynianom przez tarczynian, słupczynianom przez słupczynian…&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;bo już chyba coraz rzadziej warszawianom przez warszawian. wszyscy chcący żyć uczciwie a pod nogami zawsze kłody z etykietą made in warsaw. i ten ogrom wszelkich wyborów. chociaż w „pani domu”, reklamach na reżimowej i serialach stamtąd wiadomym jest, że życie to sztuka ich dokonywania. konkretnie jakich wyborów – to już bardziej skomplikowane, bo zaczyna się od sznurowadeł a kończy na stacji radiowej… i jak tu wybrać rzeczy istotne od mniej istotnych? zagubieni, przeoczający swoją zdolność do zrobienia prawie wszystkiego na każde skinienie pracodawcy, (na pierdnięcie umiejący zrobić salową kaczkę z nozdrzy), bo z domu rodzinnego wynieśli zaufanie do ludzi… i umiejętność nie do końca szczerego choć całkowitego podporządkowania się rodzicom. zatem i tak zrobią wszystko co trzeba. a później dziwią się, że spektrum wymagań na rynku pracy się powiększa. w tym wymagań nie zawsze związanych z wykonywaną pracą choć oczywiście w miejscu pracy... ale to oczywiście kwestia wychowania. wszyscy jesteśmy męczennikami pracy. a po pracy męczymy innych opowieściami o pracy. bo tylko oni - warszawscy pracodawcy to najgorsze mendy pod tym coraz bladszym stołecznym słońcem. relacja powszednia: praca - mieszkanie. relacja świąteczna: mieszaknie - &lt;span&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;klub. najczęściej riwiera, stodoła lub medyk. sporadycznie siedemdziesiątka. bo można się napić za dwie dychy, do dwunastej a czasami nawet do drugiej. jamal i bajer ful to tzw. tolerancja muzyczna. lady agnieszka spotyka się z lady gagą i wymieniają się pokoleniowym doświadczeniem, i okazuje się, że nie oddaliło się ono od siebie za bardzo. jest dobrze, ale i tak mogłoby być lepiej. co z tego, że prócz klubów nie ma żadnego ciekawego miejsca w mieście. jest sobota i to wystarczy. weekend święty święcić. po co więcej? przecież przy takich miastach jak żyrardów, otwock, łazy, zawiercie, maków, ostrołęka, cieszyn, pułtusk warszawa nie ma niczego do zaoferowania. tutaj zarabia się tylko pieniądze… &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;no i wyrzuciłem z siebie, bo zmierżony byłem. ale ilość zasłyszanych rozmów w tym stylu zaczęła doprowadzać mnie do niepotrzebnych drgań w ośrodkach mowy. i jednocześnie przyczyniła się do degradacji ośrodków odpowiedzialnych za współodczuwanie. z tej strony wypada mi chyba tylko przeprosić wszystkie jeszcze nie poznane osoby miedzy przylądkiem białym a igielnym, które poznały język polski a swój wolny czas spędzają nie koniecznie w okolicach dworca głównego. no i uroczy element napływowy, który klika mały kciuk pod hasłem: nie podoba się w wawie? to won do siebie, a nie pracujesz tu i narzekasz. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-9030651158553623548?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/9030651158553623548/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/09/miasto-za-20-pln.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/9030651158553623548'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/9030651158553623548'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/09/miasto-za-20-pln.html' title='miasto za 20 pln'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-7020912485006940037</id><published>2010-09-12T23:02:00.003+02:00</published><updated>2010-09-12T23:08:56.050+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='osobiste'/><title type='text'>happy end na dolince szwajcarskiej</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;w parkach kolorowe ulotki z pierwszymi jesiennymi kolekcjami. jestem na dolince szwajcarskiej. latarnie stoją w zenicie. flora przewraca się na bok jak kwiaciarnia drzemie. przenoszę się na dalszą ławkę - trzeci rząd od proscenium z wodą. czas odlicza fontanna i przejeżdżające samochody. na okrągłej tarczy wodnego oczka, pluskanie kropel to sekundnik, cienie pojazdów to wskazówki minutowe…&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;w głowie mam chór krewnych na czele z moją matką. kończą stasimon: seans o słabej pracy i niewyraźnych planach zawodowych. konflikt wartości, z którym raczej nie poradzi sobie pawełek toffi, ale przynajmniej pozwala zachować względną równowagę myśli. to wszystko razem wzięte sprawia, że zastanawiam się, czy do tej pory nie uprawiałem raczej wycofania zamiast dążenia po laur lub nagrodę. towarzysko i w pracy. bo może w momentach problematycznych zbyt często wchodziłem ukradkiem do tajemniczego sklepu, by dobrać sobie specjalne siedmiomilowe buty. później następowało czekanie z odległości kilku dzielnic, wynajdowanie radosnych kryjówek od punktów i stanów zapalnych. bojaźń i latawce. piłka z kolegami i drżenie. myślę sobie, że siedmiomilowe szczudła byłyby lepsze. odległość równie duża, ale jakaś podręczna luneta pozwoliłaby mi na obserwowanie konfliktu z wysokości. i do słońca trochę bliżej - człowiek wracałby ogrzany. łatwiej zmartwić się, widząc biegających w dole ludzi, zestroić się z ich rozdrażnieniem niż powracać z marginesu milczenia. być może myślę o tym bez potrzeby, bo problem bliskości i oddalenia został nam zakodowany przez jakiś program biologiczny, metafizyczny, rodzinny lub jakiś inny jeszcze. i np. tęsknimy, bo mamy w sobie więcej plików tęsknoty, ekscytujemy się, przez niewyczerpane złoża dopaminy w korze mózgowej.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;piszę o tym, bo znów wróciło do mnie przeświadczenie, że jestem zaczęty w zbyt wielu kierunkach i nie skończony w żadnym. może to azyl bezpieczeństwa przejęty od witkacego, który pisał, że niektórzy ludzie nie kończą myśli z obawy przed samymi sobą. jeżeli oczywiście ograniczyć ten stan tylko do myśli. ogólnie konkluzja ta dotyczyła raczej artystów ale skoro w jego twórczości, także robotników stać na filozoficzne wywody, to chyba nic się nie stanie jak uogólnię kwestię niemocy na większość społeczeństwa. jeżeli bowiem przyjąć, że na końcu naszych wyborów pan bóg albo pan szatan dziękują nam za współpracę, a przypuśćmy, że bardziej zależy nam na kooperacji ze służbami dobra, z tym, że możemy okazać się słabi i nie dotrzymać jej kroku, to może lepiej nie kończyć czynności, którą się zaczęło. jest jeszcze kwestia hierarchii rzeczy, które wydaje nam się, że możemy popełnić, by nie spotkać na końcu drogi niepożądanej osobistości. obie z tendencji mają swe dekalogi, z tym, że w tym pierwotnym chyba za dużo inspiracji co robić z wolnym czasem i łatwo zapomnieć, że gro zdań rozpoczyna się w nim od partykuły „nie”. a umysł ponoć ową partykułę &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;lekce &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;sobie waży. co zaś się tyczy zapominani manier, superego to w ogóle najlepszym wyjściem byłoby, gdyby tuż przed finałem czekała nas rozmowa z dobrze usposobionym odźwiernym, pediatrą lub lekarzem od dusz, którzy braliby pod uwagę tylko te aspekty, które chociaż minimalnie świadczyłyby na naszą korzyść. zwolnienia z naszych nie zawsze jasnych poczynań. kultura śródziemnomorska zdecydowanie bardziej podsuwa mi katharsis niż reinkarnację. bo całe to błąkanie się - i tak wiadomo, że jest bez celu. ale te kwestie dotyczą osób raczej wierzących. a co z niewierzącymi, którzy mają poczucie nie skończenia myśli? wydaje się, że nic nie powinno ich ograniczać. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;właśnie słucham the point between heaven and hell - helicon i zdaję sobie sprawę ze świetnego samopoczucia. ale tylko dlatego, że podzieliłem się dzisiaj z przyjacielem dwoma niezbyt optymistycznymi aspektami mojego chwilowego położenia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;przede wszystkim zaczęcie i nie skończenie związane jest z nową, interesującą znajomością, która w tej chwili zamiera albo już zakończyła swój żywot. śmiercią nienaturalną – zadaną znienacka. wystarczyło w postmodernistycznym stylu odwrócić się od tła akcji, a kontrolę nad rzeczywistością znów przejął barok i romantyzm. przypomniałem sobie bachtinowską koncepcję dialogowości i z całą zgrozą przeniosłem ją na niedawne relacje. ludzie naprawdę żyją i rozmawiają poza moimi plecami. są uwolnieni od narracyjnej smyczy. moja koncepcja zakładała obecność najwyżej dwóch narratorów, obojga płci prowadzącą w efekcie do przejścia z poziomu facebooka na poziom bardziej namacalny. ale właśnie tam, tzn. levelu fizycznym okazało się, że jest i trzeci narrator. w dodatku niezależny… a moja relacja była już bardzo udana i w dodatku zdawała się dobrze rokować na przyszłość. będąc ścisłym to oczywiście pojawiło się co prawda trochę kłopotów, zawiodła nieco swoboda komunikacji, zawartość portfela i pewność siebie, choć nadal pozostawały widoki na wygraną. ale jak to niestety bywa z niezręcznie prowadzonymi narracjami, zakończenie najprawdopodobniej poprowadzi już ktoś inny. a było i zdjęcie z tortowym wozem i opowieść o namolnej kuzynce… to pierwszy powód nie skończenia wątku albo nie skończenia go z korzyścią dla mojej osoby. drugi dotyczy znajomości zgoła odmiennej. jak nietrudno się domyślić tym razem chodzi o mężczyznę. okazuje się, że tylko trochę znam pe. znajomość ze zbyt małą lub zbyt dużą odpowiedzialnością: mało osobistych wynurzeń za to dużo dat produkcji, ciekawostek. a po środku tego wszystkiego artystka, która zrzyna z madonny. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;wracam chopina. wiatr drzewa spienia. bloki kołyszą się jak betonowe malwy. pąki balkonów a w środku jak pręciki miękko poruszające się meble. jestem pogodzony i napełniony entuzjazmem jak cabiria wracająca ulicami rzymu. no dobra, teraz go mam a na dolince szwajcarskiej było chujowo, że nawet obojętność nie chciała się uruchomić. wolałbym już z dziećmi z bulerbyn dojrzewać we wnętrzach bez kantów, tyć na prozie bukowskiego, zamiast w towarzystwie kogoś jemu podobnego np.: ze śródmieścia płd., myśląc o arkadii ukrytej pod spódnicą astrid lindgren. na „dołach” ta druga opcja jest częstsza. i może jest zabawniej. nie wiem. ja idę szukać ludzi spuszczonych z łańcucha. i jeszcze dystansu, który nie przemienia się w obojętność. bo wszystko wokół za szybko staje się obojętne. i za łatwo zamykać ludzi w wielopiętrowe kapsuły i wysłać na księżyce acheronu. a z tą obojętnością i w ogóle z wyrazami o obojętnym lub negatywnym ładunku to jest tak, że jak tylko wypowiesz to już stają na skraju ulicy, domu, pokoju. może to dlatego niektórzy ludzie boją się kończyć swoje myśli. do tego ta niechęć umysłu do partykuły „nie”. więc skoro mówię, że szukam dystansu, który nie przemienia się w obojętność to i tak przemieni się w obojętność. czego by nie zrobić umysł i tak po drodze odetnie „nie”. dlatego, być może większość rzeczy zaczyna się w nas od „nie”: nie przejmuj się, nie przeginaj, nie rób tego, nie podglądaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie interesuj się… wszystkim ludziom i instytucjom nadużywającym nie dziękuję zatem za inspirację.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-7020912485006940037?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/7020912485006940037/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/09/happy-end-na-dolince-szwajcarskiej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/7020912485006940037'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/7020912485006940037'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/09/happy-end-na-dolince-szwajcarskiej.html' title='happy end na dolince szwajcarskiej'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-8061069889381252440</id><published>2010-09-03T19:38:00.002+02:00</published><updated>2010-09-03T19:53:02.053+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>helicon - take a ride (ep)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TIEx3ETSj9I/AAAAAAAAAKM/2UwjH8UF3GY/s320/helicon.jpg" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;meta content="text/html; charset=utf-8" http-equiv="Content-Type"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Word.Document" name="ProgId"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 11" name="Generator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 11" name="Originator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;link href="file:///D:%5CDOCUME%7E1%5CW%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal	{mso-style-parent:"";	margin:0cm;	margin-bottom:.0001pt;	mso-pagination:widow-orphan;	font-size:12.0pt;	font-family:"Times New Roman";	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}@page Section1	{size:595.3pt 841.9pt;	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt;	mso-header-margin:35.4pt;	mso-footer-margin:35.4pt;	mso-paper-source:0;}div.Section1	{page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;pochodzą ze szkocji. założeni przez braci hughesów (obaj gitary i wokale) i laurę o’brien (syntezatory i klawisze). od razu napiszę, że ich muzyka przemyca coś z krajobrazu wysp. debiutancką epkę wypełniają trzy długie i nieśpieszne kompozycje (dwie pierwsze trwają 17 min, a trzecia 5!) ta muzyka ciągnie się trochę jak droga, którą trzeba przebyć od domostwa do domostwa spacerując wrzosowymi łąkami. wtedy to najlepszym sposobem na wypełnienie czasu jest snucie wyobrażeń. wszystkie te dźwięki zdają się być bardzo swojskie, zasłyszane już gdzieś wcześniej a zarazem malowane własnymi barwami. takie dziwne podwórko, które wtopiło się w krajobraz, mimo iż nad nim unoszą się skrzydlate koty. w the point between heaven and hell - pierwszym utworze na epce, w którym sam wstęp trwa blisko 5 minut, wyprawa z ziemskiej zamienia się w metafizyczną. nie tylko za sprawą tekstu, ale przede wszystkim za sprawą instrumentarium. przesterowane gitary zahaczają tu o delikatną psychodelię, a liryczny i zarazem melancholijny głos gary’ego hugheusa uzupełniają dziewczęce zaśpiewy laury o’brien. warto dodać, że płeć żeńska to też partie skrzypiec i harmonijki. właśnie dociera do mnie, że ten spacer w chmurach wypełnia jakaś dziwna troska i specyficzne natężenie, które znika dopiero wraz z pierwszymi linijkami tekstu. ulotność tego utworu sprawia, że 10 min. the point between… mija prawie niepostrzeżenie. prawie, bo zostawia ciepłe, optymistyczne wrażenia. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;w drugim utworze: truth or consequence moją uwagę zwraca śpiew i przede wszystkim śpiew. kołyszący i folkowy. nie brak tu także bardzo wyważonej, epickiej i emocjonalnej rockowej jazdy, dzięki pojawiającym się tu i ówdzie charakterystycznym, ślizgającym i wibrującym partiom gitar.&amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;w hiding in the shadows miejsce basu zajmuje didgeridoo, albo gra tuż obok a gitary oddają pole sitarom. wszystko do czasu, bo i tu jest miejsce na przestrzenne i wydłużone pociągnięcia pięciostrunowych instrumentów. właśnie: przestrzenne, to dobre słowo, by określić zawartość take the ride. przestrzenne sesje i rockowa psychodelia uzupełniana przez delikatny folk. taka właśnie jest debiutancka epka tego zespołu. zapętlam dźwięki helicon w winampie. dzisiaj i sądzę, że nie tylko dzisiaj szykuje się długi wieczór z tą muzyką...&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;dzięki uprzejmości muzyków helicon przez najbliższy tydzień możecie zapoznać się z ich muzyką klikając na &lt;a href="http://www.myspace.com/helicon1band"&gt;take a ride free ep&lt;/a&gt;&lt;span id="goog_1261303254"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_1261303255"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TIEyE9UGSjI/AAAAAAAAAKU/8T0kp2O9UEo/s1600/helicon+an+eye+of+laura+o%27+brien.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TIEyE9UGSjI/AAAAAAAAAKU/8T0kp2O9UEo/s320/helicon+an+eye+of+laura+o%27+brien.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;i jeszcze oko laury o'brien&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-8061069889381252440?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://www.myspace.com/helicon1band' title='helicon - take a ride (ep)'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/8061069889381252440/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/09/helicon-take-ride-ep.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/8061069889381252440'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/8061069889381252440'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/09/helicon-take-ride-ep.html' title='helicon - take a ride (ep)'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TIEx3ETSj9I/AAAAAAAAAKM/2UwjH8UF3GY/s72-c/helicon.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-2097179842451042154</id><published>2010-08-24T02:57:00.002+02:00</published><updated>2010-08-24T03:01:44.755+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='osobiste'/><title type='text'>otwórz oczy w sierpniu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;zabrakło mi dwóch złotych&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;piwo kosztowało dziewięć pln&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;za dwa musiałem zapłacić prawie 2 dychy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;w dodatku czterech miłych&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;młodych ludzi postawiło sobie &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;kolejkę bez kolejki w mojej kolejce&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;próbowała nie dać po sobie znać&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;nawet podeszła żeby spytać jak mi idzie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;powiedziałem że nieźle, &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;choć nie zdobyłem się na subtelną zwięzłość &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;wobec tych czterech miłych panów&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;w dodatku zabrakło mi dwóch złotych&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;szukając drobnych w torebce&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;stwierdziła z dyplomatycznym uśmiechem, &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;że przyzwyczaiła się już &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;po zajściach z pawilonów sprzed pół roku&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;przy stoliku leżało kilka ulotek devil driver&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;zapytałem czy umie zrobić piekło niebo &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;koniec końców robiliśmy je na raty&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;bo oboje nauczyła nas mama&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;ja byłem niebo, a ją coś piekło&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;i nasze sylwetki jak planety z atmosferą&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;których przyciąganie wystarczyło &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;zaledwie na plastikowy kubeczek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;na stole za dziewięć złotych  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;światło naciągnęło nam na twarze&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;plastikową folię, światy odrealniły się&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;powiedziała że zajmie miejsce na balkonie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;zapytała czy znajdę ją w okolicach sceny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;powiedziałem, że może nie mam pieniędzy,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;ale nie jestem ciapą, uśmiechnęła się&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;zostawiła zapalniczkę - nić ariadny z ognia&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;po lewej mokra ściana pleców&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;po prawej nad każdym z krzeseł wentylator&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;trochę jak w mrocznym zakładzie fryzjerskim&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;konwicki przełożony na klimat rpg&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;zaraz jasność nastanie i wyjdziemy na dach&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;będziemy jak gołębie albo anioły&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;miękko próbować swoich sił&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-2097179842451042154?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/2097179842451042154/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/08/otworz-oczy-w-sierpniu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/2097179842451042154'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/2097179842451042154'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/08/otworz-oczy-w-sierpniu.html' title='otwórz oczy w sierpniu'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-2150805728430307839</id><published>2010-07-22T01:39:00.004+02:00</published><updated>2010-08-01T13:51:51.333+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>arcturus - sham mirrors</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TEeG6frOG7I/AAAAAAAAAIU/ZCYKFnLEc40/s1600/sham+mirrors.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TEeG6frOG7I/AAAAAAAAAIU/ZCYKFnLEc40/s400/sham+mirrors.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5496510209722293170" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TEeFUaJLtzI/AAAAAAAAAIE/_82q3ZqW-48/s1600/sham+mirrors.jpg"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///D:%5CDOCUME%7E1%5CW%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:612.0pt 792.0pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 27pt; text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;ci, którzy liczyli na kontynuacje karnawałowego szaleństwa niech wiedzą, że cyrk zwinął swe powoje. nie ma karłów i kramów o zapachu kadzidła i pieczonego mięsa, nie ma też cyrkowców i połykaczy ognia. od akrobacji na linie bliżej było artystom do gwiazd niż zebranej na ziemi gawiedzi. nic dziwnego zatem, że ich wzrok utkwił na tajemnicy nieba. chyba wtedy właśnie muzycy na nowo odkryli gwiazdę w konstelacji wolarza. owe ciało niebieskie, kryjąc w sobie odpowiedzi na pytania o czas, absolut i bezkres, iluminuje intensywną, choć niespełna 43-minutową kaskadą gitarowo-klawiszowych emisji zbliżających się do tajemnic kosmosu. forma utworów, jak już sobie powiedzieliśmy, snuje się gdzieś w korytarzach nieba, a sposób aranżacji materii lśnienia przywodzi na myśl kompozycje progresywno-rockowe lat 70-tych. „arcturus” nadaje jednak swym utworom cięższy wydźwięk, posiłkując się przy tym audionowinkami ze świata brzmień ekstremalnych, ale nie tylko… bo sam proces zatopienia partytur we wszechogarniający chłód sfer muzycy osiągnęli poprzez odważne odwołania do muzyki elektronicznej. warto dodać również, że ta opowieść nosi znamiona groteski. za ten stan rzeczy odpowiedzialny jest trickster g, którego wokalizy, o czym sam mówi, przypominają akrobacje na małpich strunach głosowych. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 27pt; text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;zapiski z podróży do gwiazd wprowadzają nas bezpośrednio na trajektoria nieba. wyprawa dokonuje się w eskorcie gitar i klawiszy. bez zbędnego wstępu, w miarowym tempie odnajdujemy się, gdzieś w okolicach stratosfery. wskazuje na to puls ukryty wewnątrz utworu otwierającego, którego drgania na tej wysokości przybierają krytyczny poziom. od razu napiszę, że początek drogi mógłby być zarazem jej końcem, bo „sham…” to album spójny i intensywny, poza oczywiście kilkoma przystankami, na sprawdzenie sprzętu i uzupełnienie płynów…&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 27pt; text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;płyta, choć chłodniejsza od poprzedniczki, w sferze muzycznej i wokalnej nie rozszerza eksperymentalnego spektrum możliwości zespołu. także groteskowe inklinacje wokalne nie są czymś zupełnie nowym. ale fakt faktem, na płycie nie czuć braku gościnnego udziału vortexa, który wtórował garmowi (tricksterowi g) na „la masquerade infernalne”. słowem wokalista stanął na wysokości zadania - sprawnie interpretując własne abstrakcyjno-kosmiczne wizje oraz teksty napisane przez hellhammera – perkusistę grupy. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 27pt; text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;a jak wyglądają struktury muzyczne na „sham mirrors”: następujący po pierwszym utworze „nightmare heaven” ma formę sinusoidalną. wycisza się po dwuminutowym pulsie transowo-ambientowym oddechem, by unieść się za pomocą gitar i znów opaść w elektronowy lej. końcówka tego utworu należy do trickstera g, którego wysoki głos w kulminacyjnym momencie, poprzez wielokrotne powtórzenie ostatniego wersu, zwielokrotnia uczucie abstrakcyjnego niepokoju. utwory, cały czas jakby bez wstępu, kontynuują relację, której ulotna materia za chwilę może rozpłynąć się w kaprysach hebanowej sfery. w „radical cut” kunsztowne partie fortepianu, są jakby zawłaszczane przez gitarowy chaos, co zdaje się być idealnym tłem dla narratora tej opowieści - ishana. (gitarzystę i wokalistę emperor)&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 27pt; text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;„sham mirrors” to płyta nietuzinkowa, jednak w porównaniu z oryginalnością tworzywa poprzedniczki – sytuuje się nieco w tyle. co ciekawe w ostatnim utworze recenzowanego albumu ożywa duch wspomnianej „la masquerade infernale”. niezaprzeczalnie, „for to end yet again” odwołuje się do dokonań grupy anno domini 1997. i na tym porównania się kończą. o „la masquerade infernale” swego czasu pisano, że jest arcydziełem gatunku (i moja osoba podpisywała się pod tym - choć cały czas trudno było mi określić co to za gatunek. miałem kilka propozycji na jego określenie: neo dark metal, sympho progressive metal, metalopera, free metal z elementami folku i symfoniki) to „sham mirrors” prócz wyżej wymienionego podobieństwa, stylistycznie osiąga odmienny, indywidualny pułap. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-2150805728430307839?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/2150805728430307839/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/07/arcturus-sham-mirrors_22.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/2150805728430307839'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/2150805728430307839'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/07/arcturus-sham-mirrors_22.html' title='arcturus - sham mirrors'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TEeG6frOG7I/AAAAAAAAAIU/ZCYKFnLEc40/s72-c/sham+mirrors.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-6584324503805921930</id><published>2010-07-15T12:44:00.004+02:00</published><updated>2010-07-16T01:40:53.939+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>lustmord - purifying fire (selected works 1995-98)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.myspace.com/lustmord"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TD7poSBWgZI/AAAAAAAAAH0/4osvqDfLUCk/s400/lustmord.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5494085473680130450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;ta muzyka jest niczym wszechobecny dotyk zła wyrażony poprzez ambientową pożogę.  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;im głębiej zapuszczam się w te dźwięki, tym przykrzejsze wywołują one doświadczenia. po drodze tracę pewność czy odczucia, których doznaję są jeszcze wytworzone czy już moje. a do najbardziej pożądanych one nie należą. tak... często słuchając tej muzyki tracę dystans. to jedna z nielicznych płyt, gdzie materia dźwiękowa mówi tak wymownie jak najekstremalniejsze doświadczenie. muzyka ta „żywi się” wyłącznie negatywnymi emocjami. jest zakażona i napromieniowana. berkuje trądem i obdarza trójnogim potomstwem. zaprasza pod skórę, zostawiając wewnątrz pokrzywkę. imploduje w sferach obwarowanych zasadą teodycei. w „black star” miałem wrażenie zapisu agonii, cudem ocalałego przed rybackim kutrem, wieloryba. wszyscy znają miłosne zawodzenia tych ssaków, w „black star” zamieniają się one w przerażający skowyt. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;struktura większości utworów ma charakter dźwiękowego oksymoronu, ogień krzepnie, zamienia się w lód i na odwrót ziąb przechodzi w żar. muzyczny grunt udaje stałość, w rzeczywistości jest czymś w rodzaju wielkiego dzbanecznika, w którym powolnemu gniciu ulega to, co niegdyś miało jakąś wartość. tak, słuchając propozycji lustmord mam nieodparte przeświadczenie, że wszystkie zdarzenia, które miały miejsce w przeszłości pulsują i rozkładają się w głęboko ukrytym akwarium jaźni. ta muzyka wywraca do góry nogami wszelkie ludzkie (mentalne) przyzwyczajenia w tym wygodę pamięci. ma ona jakby za zadanie wyrzucić z siodła każdą stałość, dostojność czy pewność siebie. odtwarza chybione wybory, przypomina porażki, wszystko co trafiło na grząskie pole podświadomości. później potrząsa tym wszystkim, by wypadły ociężałe węże lęków i pokąsały spokojną duszę. jeżeli tak jest, muzyka ta, choć posługuje się psychotycznymi narzędziami ma szlachetne pobudki. odwołuje się bowiem do świadomości, chce zadbać o całokształt pamięci, a nie tylko o jej wybiórcze aspekty… &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;muzyka „lustmord” zdaje się nie posługiwać wyabstrahowanymi uczuciami, ale przestrzeń w której daje dojść do głosu emocjom jest jałowa, użyźnia ją wyłącznie lęk. na madach strachu stoi się absolutnie gołym. kalekie widmo światła, w rejony w których znaleźliśmy się, nie dochodzi. wszystko, co robimy jest kolejnym krokiem w nicość... mówiłem o szlachetnych pobudkach tej muzyki, choć rozbitkom rzeczywistości nie podaje ona pomocnej ręki, czy innego niż pesymistyczny obrazu. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;głos „lustmord” ma coś z psychicznego terroru, który żeruje na wszelakiej niedoskonałości… zakładając, że każdy nasz wybór kryje w sobie jakiś niedosyt, łatwo domyślić się, że dźwięki „lustmord” znajdą te właśnie osłabione miejsca. penetrując złoża pamięci drażnią podskórnego potwora stworzonego przez nas samych. dźwięki „black star” wywołują go ostatecznie. utwór epatuje niemalże namacalnym złem. chrzęst łamanych pragnień, lawirujące odpady osobowości, okaleczone chóry spadające w sedno nicości.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;stoję nagi wobec tej muzyki, nieuzbrojony w jakikolwiek ekwiwalent piękna czy wspomnianej pewności. choć dźwięki te ilustrują pustkę, czuję wszechogarniający strach. jakby wszystko co zrobię mogłoby być tylko krzywdzeniem… mając w ręce wszelkie niezbędne narzędzia, by zinwentaryzować pułap tego ubóstwa, czuję jednocześnie, że gdybym to zrobił, straciłbym jednocześnie większość sił niezbędnych, by wydobyć się z tego miejsca... &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-6584324503805921930?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/6584324503805921930/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/07/lustmord-purifying-fire-selected-works.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/6584324503805921930'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/6584324503805921930'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/07/lustmord-purifying-fire-selected-works.html' title='lustmord - purifying fire (selected works 1995-98)'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TD7poSBWgZI/AAAAAAAAAH0/4osvqDfLUCk/s72-c/lustmord.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-8045597060132856692</id><published>2010-07-14T22:03:00.011+02:00</published><updated>2010-07-16T01:46:19.314+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>morbid angel - gateways to annihilation</title><content type='html'>&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoBodyTextIndent"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;siódmy studyjny album w dorobku tego zespołu kontynuuje podróż po świecie starożytnych, których duch ożywa w tekstach prawie w całości napisanych przez stevena tuckera z wyjątkiem „secured limitation” autorstwa treya azagtotha.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; font-family: verdana;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoBodyTextIndent"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;muzycznie album odbiega nieco od wcześniejszych dokonań grupy, pokazując nieco inne oblicze zespołu. zmianie uległy struktury rytmiczne, a co za tym idzie i kompozycyjne utworów. większość materiału rozgrywa się w wolnych i średnich tempach, choć są momenty, w których mamy do czynienia z ekstremą znaną m.in. z „formulas fatal to the flash”. tempa z poprzednika „gataways…” zdają się być już nie do przekroczenia. odniosłem wrażenie, że wraz ze zwolnieniem szybkości utworów, także brzmienie gitar uległo zniżeniu, co nadało im bardziej monumentalnego rysu. co do głosu tuckera, to bezsprzecznie stał się bardziej klarowny. choć płyta kryje w sobie wiele smaczków, które po kolei postaram się odsłonić, chciałbym jednak zacząć od kilku słów krytyki. dotyczy ona plastyki kompozycji. po pierwsze: wycyzelowane, solowe popisy treya zostały oprawione w grubo ciosane gitarowe obwoluty, oscylujące na granicy monotonii. wiele z nich wciąga zwłaszcza po kilku przesłuchaniach jednak struktura utworów, moim zdaniem, została pozbawiona subtelnej finezji zawsze wyróżniającej tę kapelę na tle innych zespołów. nie mogę wyzbyć się wrażenia, że w partie solowe trey włożył więcej pracy niż w partie gitary rytmicznej. w ogóle mniej tu riffów ciekawie przygotowujących solówki, jak miało to miejsce np.: na „blessed are the sick”, czy „domination”. ale, gdy partie solowe pojawiają się – konwencja utworów ulega odświeżeniu i w skostniałe zagrywki wpompowane zostaje nieco życia. ma to miejsce m.in.: w otwierającym „kawazu/summoning redemption” poprzez „he who sleeps”, gdzie utwór nabiera drugiego oddechu spadając przez klawiszowy pasaż w wir strunowego szaleństwa. podobnie jest z zimną, krystaliczną przestrzenią wytworzoną przez chaotyczną solówkę treya w ostatnich frazach „secured limitation”. muzyka zdaje się albo zamarzać albo ożywać, balansując na krawędzi obłędu. album zawiera dwie kompozycje, w których szybkość wysuwa się na pierwszy plan, są to:&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;„to the victor of spoils” , „god of the forsaken”. ciekawy zwrot w sferze rytmicznej zachodzi w „he who sleeps”, gdzie monotonny puls perkusyjny przeradza się w nieoczekiwaną erupcję blastów. utwór ten zbudowany jest na zasadzie bardzo wolno - bardzo szybko i stanowi dość spore zaskoczenie muzyczne.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; font-family: verdana;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoBodyTextIndent"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;reasumując siódmy album w dyskografii „ morbid angel” nie rozczarowuje, nie przynosi jednak nic odkrywczego w porównaniu chociażby z płytą „domination”, a tym samym nie przenosi standardów deathmetalowego grania w nowe obszary. po odejściu vincenta i nagraniu dwóch płyt cały czas czuć brak tożsamości i charakteru potrzebnego, by przestrzeń muzyczna, była czymś więcej niż kontrolowaną ekspresją wyrażoną przez deathmetalową konwencję.&lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoBodyTextIndent"&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:78%;"  &gt;zamiast grafiki dana seagrave'a do tego wydawnictwa, które kompletnie do mnie nie przemawia, wybrałem to zdjęcie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///D:%5CDOCUME%7E1%5CW%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} p.MsoBodyTextIndent, li.MsoBodyTextIndent, div.MsoBodyTextIndent 	{margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	text-indent:27.0pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:612.0pt 792.0pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;p style="font-family: verdana; text-align: justify;" class="MsoBodyTextIndent"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TD4YWUvBN0I/AAAAAAAAAHs/4u4Qzs7HjME/s1600/gateway+to+annihilation.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TD4YWUvBN0I/AAAAAAAAAHs/4u4Qzs7HjME/s400/gateway+to+annihilation.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493855367240693570" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="font-family: verdana; text-align: justify;" class="MsoBodyTextIndent"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-8045597060132856692?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/8045597060132856692/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/07/morbid-angel-gateways-to-annihilation.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/8045597060132856692'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/8045597060132856692'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/07/morbid-angel-gateways-to-annihilation.html' title='morbid angel - gateways to annihilation'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TD4YWUvBN0I/AAAAAAAAAHs/4u4Qzs7HjME/s72-c/gateway+to+annihilation.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-3976607712904581011</id><published>2010-07-13T15:03:00.009+02:00</published><updated>2010-07-16T01:51:53.180+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>in the woods - strange in stereo</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TDxlkOSqfwI/AAAAAAAAAHk/ksy5xHDe51M/s1600/in+the+woods.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TDxlkOSqfwI/AAAAAAAAAHk/ksy5xHDe51M/s200/in+the+woods.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5493377318471237378" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;         zaczyna się tajemniczo. elektroniczne pasaże na tle zamaszystych i gęsto kładzionych pociągnięć gitary. otwierający płytę „closing in” z czystym, wyciszonym głosem wokalisty to zaledwie wstęp do „cell” jednego z najciekawszych momentów na płycie. gęsta gitarowa sieć wyławia lament zawodzących wiolonczel. tu po raz pierwszy pojawia się głos wokalistki. opada i unosi się. finał jest nieoczywisty ale pozytywny. i dobrze. pierwiastek męski i żeński łączą się w kolejnym utworze. głosy chowają się w siebie, tam łapią oddech. dialogi wokalistów to kolejna charakterystyczna cecha „in the woods”. zadają pytania i dopełniają się w odpowiedziach. są zanurzone w przeszłości. przyznają się do fascynacji starymi czarno-białymi filmami. chwilami są niepewne. to nadaje całości bardzo emocjonalny i zarazem intymny charakter. spotykają się głównie na tle wiolonczel i w oparach klawiszowych fraz.&lt;br /&gt;       już pierwsze kompozycje ukazują ciekawe wykorzystanie efektów gitarowych, bliskich eksperymentom „pink floyd” co nadaje muzyce ponad gotycki wymiar.&lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt; &lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;dlatego też „in the woods” dalekie jest od gatunkowego schematu. muzyka ta nie podąża utartą ścieżką mrocznej bajki. chociaż jej rodowód jest oczywisty, to kontynuacja już niekoniecznie. bo np.: zamiast growlingu i niebiańsko zabarwionego, kobiecego wokalu mamy dwa czyste, nierzadko eksperymentujące głosy. muzyce tej mimo zanurzenia w gotyckiej stylistyce udaje się być na wskroś współczesną. i to właśnie współczesność jest jej głównym budulcem. inaczej niż w większości zespołów tego nurtu rozgrywają się partie gitar, są zdecydowanie bardziej chropowate i brudne. bardzo często przechodzą w wyższe, często udziwnione, rejestry. ciekawie robi się przy zbliżaniu tychże z klawiszowymi tłami. te momenty wydobywają eksperymentatorskie oblicze in the woods. wówczas muzyka jeszcze bardziej wychodzi poza swoją tożsamość. &lt;/span&gt; &lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;„strange in stereo”, jak jego poprzednik, jest stosunkowo długim i złożonym albumem, przez co wymaga od odbiorcy czasu na zapoznanie się ze swą specyfiką. nie jest to muzyka przebojowa, a skłonność do eksperymentowania może nieco zniechęcić fanów standardowych gotyckich brzmień. miast wpadającej w ucho melodii, przygniata wrażenie, jakie niesie ze sobą ta muzyka – w „cell” stłumione partie basu, wchodzą w rejestry cięższe od gitar, które tu opierają się na powtarzanych dźwięcznych akcentach. lekkości nie przynoszą  też wiolonczele – to może przytłaczać.&lt;br /&gt;        skondensowana, schowana za ścianą dźwięku, znajdująca pożywkę gdzieś w swym wnętrzu, by podzielić się jego nie przewidywalnością, taka właśnie jest ta muzyka. najlepiej słucha się jej w samotności, gdy odgłosy miasta układają się w jeden monotonny szum.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-3976607712904581011?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/3976607712904581011/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/07/in-woods-strange-in-stereo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/3976607712904581011'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/3976607712904581011'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/07/in-woods-strange-in-stereo.html' title='in the woods - strange in stereo'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TDxlkOSqfwI/AAAAAAAAAHk/ksy5xHDe51M/s72-c/in+the+woods.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-1061432772100227631</id><published>2010-07-09T14:38:00.004+02:00</published><updated>2010-07-09T14:45:25.856+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>muzyczne obrazki; ulver - perdition city</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TDcY-5C8idI/AAAAAAAAAHM/XK9BjM0RtPc/s1600/ulver.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 393px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TDcY-5C8idI/AAAAAAAAAHM/XK9BjM0RtPc/s400/ulver.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5491885739345742290" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify; font-family: verdana;"&gt;&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///D:%5CDOCUME%7E1%5CW%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} p.MsoBodyTextIndent, li.MsoBodyTextIndent, div.MsoBodyTextIndent 	{margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	text-indent:27.0pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:612.0pt 792.0pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoBodyTextIndent"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;od pewnego czasu, ta norweska grupa, konsekwentnie zaczęła przyzwyczajać nas do śmiałych eksperymentów, przesuwając granicę muzycznego stylu. „perdition city” był kolejnym krokiem w ewolucji tego zespołu. i od razu napiszę, że dla mnie najważniejszym.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; font-family: verdana;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 27pt; text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;warstwa kompozycyjna tej płyty opiera się na głębokiej instrumentalnej metaforyce i nie mam tu na myśli wyłącznie rozwiązań czysto polifonicznych. ta muzyka cieszy się każdą najdrobniejszą nutą - pojedynczy dźwięk dla muzyków to forma pierwotna, kształt, w którym widzą już zalążek nowego tworu. czy wiedzieliście, że sprzężenie lub zgrzyt posiada własną tożsamość, że może ożywić się jako linia melodyczna, równie atrakcyjna co fortepianowe czy saksofonowe harmonie. nie mam wątpliwości, że muzyka ta jest czułym negatywem, na którego rozedrganej powierzchni powstają żywo nasączone kolory. jeżeli nie wiedzieliście tego, to posłuchajcie barwnych realizacji „porn piece or the scars of cold kisses” czy „the future sound of music”.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; font-family: verdana;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 27pt; text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;jako że „perdition city” jest opowieścią o mieście, pojawiają się tu momenty nawiązujące do muzyki konkretnej, w której do głosu dochodzą czyste, nie spreparowane odgłosy betonowej flory. charakterystyczny gwar, na czele z warkotem przejeżdżającego samochodu i rozmowami ludzi. ulice mają swój rodzaj, przypadek i nieskończone liczby, a także powiązania ontyczne z pogranicza mechaniki, organiczności i ciał stałych. samochody przypominają owadzie pancerze, znoszące do ukrytych gniazd refleksy neonów. kwant po kwancie. nuta po nucie. stają się dobrym łącznikiem między przestrzeniami dźwięku. o bogactwie środowiska dźwiękowego „perdition city” niech świadczy chociażby to, że są tu miejsca w których da się wyróżnić co najmniej kilka nakładających się na siebie źródeł głosów i szmerów: odgłos silnika, dźwięk samochodowego radia, sekwencje brzmieniowe instrumentów żywych i elektronicznych, które dodatkowo jeszcze ulegają preparacjom. podobno dla artysty wszystko jest tworzywem. słuchając ulver mam wrażenie, że tak właśnie jest z tą muzyką, począwszy od pojedynczego dźwięku, na skondensowanych elektronicznych poszumach bliżej nieokreślonego pochodzenia kończąc. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; font-family: verdana;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 27pt; text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;piętrzące się frazy elektronicznych instalacji przyprawiają o zawrót głowy. miasto mechanicznych mgławic i ludzkich fantomów. komunikacyjny i konsumpcyjny tygiel. metropolie otwartych oczu, żerujących na szybkich informacjach. pospieszne przenikanie się kultur w subway’ach. ukradkowe spojrzenia wymijających się grup. gestykulujący turyści idący po nastroje lub rozdający je i muzyka jako wykrzyknik ulicy! deliryczne zabawy saksofonu, który próbuje zagłuszyć monotonię fortepianu. są tu momenty, w których dźwięki zaczynają żywić się światłem. robi się ciemno i duszno. cała instrumentalna garmażeria chce wybrzmieć w jednym czasie zabraną otoczeniu energią. o tym właśnie zdaje się być ta muzyka, w której echo metalowych dokonań już dawno przebrzmiało. nie zginęła jednak chęć eksperymentowania, a także poszukiwań u rdzenia muzyki. bowiem jest to także muzyka, która mówi o sobie samej. wykorzystuje swój język, by przedstawić się na wiele różnych sposobów, przy tym odsłania wiele nowych walorów dźwiękotwórczych.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; font-family: verdana;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 27pt; text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;a wszystko za sprawą jazzowo-elektronicznych poszukiwań przewlekanych gdzieniegdzie delikatnym, niemalże popowym śpiewem garma. kadr po kadrze spływa na nas wyrafinowana, nie zawsze prosta i ujednolicona, relacja człowieka pozostawionego na niespełna godzinę w miejskim inkubatorze. muzyka "ulver" owe niuanse próbuje uchwycić, nie pomijając zdarzeń na pierwszy rzut ucha marginalnych i małych jak kołysanki z wnętrz transformatorów na elektronicznych chórach kończąc.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-1061432772100227631?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/1061432772100227631/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/07/muzyczne-obrazki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/1061432772100227631'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/1061432772100227631'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/07/muzyczne-obrazki.html' title='muzyczne obrazki; ulver - perdition city'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/TDcY-5C8idI/AAAAAAAAAHM/XK9BjM0RtPc/s72-c/ulver.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-5592029081040821911</id><published>2010-07-07T02:53:00.012+02:00</published><updated>2010-07-07T16:46:09.199+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>poetic noir justyny bargielskiej</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify; font-family: verdana;"&gt;w dodatku literackim do gazety przeczytałem "czy to bargielska otacza się rzeczami, czy ktoś inny ustanawia wokół niej kolejne kręgi przedmiotów; jest jednak w wierszach z "dwóch fiatów wrażenie bycia "niemal oblężonym", przebywania w dziwnym świecie tuż przed zamknięciem" - ten opis pawła kaczmarskiego plus fragment zamieszczonego wiersza: "irysowe drzewo" zachęcił mnie do zapoznania się z twórczością poetki. od razu napiszę, że tomiku nie udało mi się jeszcze nabyć, ale część utworów znalazłem na &lt;a href="http://www.poezja.exe.pl/justyna-bargielska.html"&gt;poezja.exe.pl&lt;/a&gt;. było to chwilę po tym jak bargielska otrzymała nagrodę główną w dziedzinie poezji w ramach nagrody literackiej w gdynii. po przejrzeniu strony zreflektowałem się, że znam już "traumę o piesku" i kilka innych utworów m.in.: za sprawą bardzo zacnej osoby, która prezentowała wspomniany wiersz szerszemu gronu w ramach wrocławskiego portu. oczywiście wtedy nie zapamiętałem nazwiska autorki mając w głowie niezwykle ciekawe wiersze marty podgórnik (m.in.: sacrum bulimiczne) i występ agnieszki wolny-hamkało w nieistniejącej już jadłodajni. ale jest. ale są. w klimacie: "po &lt;em&gt;jajecznicę&lt;/em&gt; i &lt;em&gt;nożyczki&lt;/em&gt;" (z taką kobietą to kaloryfer opowiada bajki z nią to mógłbym mieć nawet wspólny czajnik - to z poezji piotrka macierzyńskiego). nie ma tu nic w stylu "w twoich doskonałych palcach/jestem tylko drżeniem...". jest dosadniej i kreatywniej, n.p.: we wspomnianej "traumie o piesku" następuje abordaż życia i śmierci. pojawia się motyw podpatrywania przez "dziurawe oko", które czeka na przejście z jednego pokładu na drugi. (w domyśle szuka sposobności, by zaatakować życie z poziomu śmierci) a wszystko to w momencie porannego mycia zębów, na którą to czynność nakładają się flashbacki m.in.: z zauważonym niegdyś obrazem wnętrza psa rozjechanego przez tramwaj. sytuacje i słowa nie wymykają się jednak spod kontroli - emocje tonuje wyobraźnia i dystans. ostatni motyw jest ciekawym rojeniem na temat śmierci - widzę tu taśmowość myśli, która dzięki nadczynności wyobraźni opakowuje śmierć w folię, a na nią przykleja wielką naklejkę z księdzem, nagimi drzewami i miastem usypanym z piasku.&lt;br /&gt;"egipska bawełna" to liryczne śledztwo na granicy sennych i realnych poszlak. obraz retrospektywny i antycypacyjny zarazem, płynnie zacierający negatywne zdarzenia. justyna bargielska uprawia swoją poezję w klimacie "poetic noir". do wiersza "ciemne wody" można by było z powodzeniem nakręcić poetycki klip. taki liryczno-filozoficzny dreszczowiec w skali mikro. jest tu ciekawa parafraza motywu "panta rei" - tak przynajmniej odbieram dryfowanie "przyczółka teraz" w stronę krawędzi mapy. ciekawa jest śmierć gronostajów w lusterku - zwieńczenie zimowego romansu w samochodzie na plaży. jest coś niedomkniętego w fascynacji baśniowością i tematach podań ludowych. na pewno duży wpływ na taki sposób widzenia świata wywarło na autorce macierzyństwo i umiejętność pisania w trakcie karmienia piersią. w "swatach" jest spotkanie topczyka z rudą brzoskwinią i chłopca z topolą wariatką. trudno wyobrazić sobie inne miejsce powstania tego wiersza jak podczas snucia dziecięcych opowieści. w "pasmach" natomiast mamy do czynienia z nieco odmienioną wizualnie rodziną adamsów, ubraną jakby na pastelowo: "pozszywani kuzyni, migdałowe prababcie". zresztą ten wiersz używa bajkowej konwencji jako podłoża damsko-męskich działań, z tym, że kobieca perspektywa wg bohaterki lirycznej jest szersza: "gdybyś tam był ze mną i płakał krzyczał/ale ty wolisz spiskować w starym forcie/grać z borsukami o tę resztkę o tron/gdy tu otwiera się morze". w wierszu "tornerai" podoba mi się motyw ucieczki przed inkubami miastem żółtych świateł - płeć liryczna wierszy często staje się jakby bohaterką swego prywatnego filmu. zresztą kryje to w sobie głębszy sens. jej projekcje są poniekąd odpowiedzią na niemożność skomunikowania się z bliską osobą, stąd wzmożona chęć powoływania alternatywnych światów. na uwagę zasługuje też specyficzne podejście do boga i bliskiego sercu - mężczyzny, uwidocznione w wierszu "czy powinnam być niemieckim chłopcem?": "bo ja jestem pociągową szkapą,/mam dużo przepastnych snów,/a pan bóg mnie nie lubi,/opowiada mi sprośne żarty/i straszy mnie filozofią./babcia go przekonuje,/że powinnam być niemieckim chłopcem,/albo niech przynajmniej nie piszę./wtedy on wkłada mi rękę w majtki/albo dźga starym parasolem./&lt;br /&gt;dobrze że ten drugi dzwoni czasem/i mówi aksamitnym głosem:/śpij dobrze,/pisz wiersze,/śpij dobrze". część wierszy justyny bargielskiej z tomików "dating sessions" i "dwa fiaty" można znaleźć również na stronie &lt;a href="http://www.biuroliterackie.pl/przystan/czytaj.php?site=100&amp;amp;co=txt_3286"&gt;biura literackiego&lt;/a&gt;, a także w nowej antologii romana honeta "poeci na nowy wiek"&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-5592029081040821911?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/5592029081040821911/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/07/justyna-bargielska-dwa-fiaty.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/5592029081040821911'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/5592029081040821911'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/07/justyna-bargielska-dwa-fiaty.html' title='poetic noir justyny bargielskiej'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-1553670635151284728</id><published>2010-05-12T14:02:00.015+02:00</published><updated>2010-05-12T15:18:18.241+02:00</updated><title type='text'>23 godzina</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;z rzeczy porządkowych. onodyseja została wyparta przez 23 godzinę. jest szerzej o kulturze. jest swobodniej, co nie oznacza, że bardziej frywolnie... chociaż jest frywolnie. więcej mimkry i strojenia piór. a z drugiej strony nie uciekanie od tematów związanych z globalną wioską czy niedawnymi wydarzeniami spod smoleńska. to wszystko w związku z pojawieniem się nowej twarzy lub nowych ust za mikrofonem radioaktywnego w czwartek o 23 godzinie. tak jak w jazzie pojawia się double bass, tak w wieczornym studiu pojawi się double phone. dwa różne światopoglądy, odwrotnie proporcjonalnie podatne na kulturę wysoką, czasem zgoła proporcjonalnie. strona audycji tutaj &lt;/span&gt;&lt;a href="http://23godzina.blogspot.com/"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;http://23godzina.blogspot.com/&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt; i to właściwie wszystko w temacie radia. onodyseja zostaje blogiem wolnym od tematów z nim związanych. choć nie wyklucza nepotyzmu, transgresji lub atrakcyjnego z punktu widzenia estetyki mezaliansu. współautorem 23 godziny jest mój przyjaciel wojtek górewicz, więcej o jego osobie tutaj &lt;/span&gt;&lt;a href="http://sokoleoko1987.blogspot.com/"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;http://sokoleoko1987.blogspot.com/&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family:Verdana;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family:Verdana;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family:Verdana;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family:Verdana;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;ostatnim razem nie dotrzymałem słowa. miałem pisać, gdzie popadnie: u znajomych, w bibliotekach, na uczelniach, salonach orange goblin i innych. to jednak nie wyszło. ale w tym ostatnim miejscu trochę pisania na formularzu podaniowym przyczyniło się do uruchomienia procedury przeniesienia linii. tak przynajmniej sądzę. dzisiaj bowiem dostałem potwierdzenie od automatycznego sekretarza tpsa, który pozwolił mi wybrać jeden z trzech wolnych terminów na instalację nowej sieci. w piątek między 12 a 14 okaże się czy rozmawiałem z człowiekiem, czy eksponatem śniącym o dna elektrycznych owiec. chociaż w przypadku tej największej i najprężniej zawłaszczającej prywatne działki w europie wschodniej z pretensjami do bycia środkową, pół korporacji pół familii, nie wiem która z opcji byłaby dla mnie lepsza. aha, tym razem niczego ani sobie, ani wam nie obiecuję w kwestii pisania. w głowie słyszę: niczego nie musisz - to głos przekonywający, ciepły, wypowiedziany z bliska, a przede wszystkim żeński. o ile mnie pamięć nie myli. a pamięć mam jak fred madison... wtedy najbardziej się che.&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-1553670635151284728?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/1553670635151284728/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/05/23-godzina.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/1553670635151284728'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/1553670635151284728'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/05/23-godzina.html' title='23 godzina'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-3501693702427712017</id><published>2010-02-25T16:17:00.012+01:00</published><updated>2010-07-02T04:14:45.826+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='osobiste'/><title type='text'>mokotowska st</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;miesiąc temu szedłem ciemną klatką do swojego starego mieszkania. było to kilka dni po przeprowadzce. w pionie została już tylko jedna para. w nieco wyizolowanym świecie między pustymi ścianami, do których prowadzi pusta klatka... idąc nie zapaliłem światła, choć na zewnątrz było już całkiem ciemno. dotarło do mnie wspomnienie z dzieciństwa, gdy szedłem nią jak teraz, a w kamienicy nie było prądu. rodzice wysłali mnie po coś do domu. byliśmy wtedy chyba u dziadków. było tak cicho, że spod butów dochodziły skrzypnięcia starych drewnianych schodów i dźwięczenie metalowego pęku kluczy, przypominającego kraba, którego bałem się uciszyć włożeniem ręki do gniazda kurtki. bałem się wtedy tak bardzo, że nie otworzyłem nawet drzwi do domu. w głównej mierze dlatego, że będąc na wysokości mieszkania przyszło mi do głowy, że odgłos przekręcanego w zamku klucza może zagłuszyć kroki kogoś nadchodzącego ze strychu. górną partię mojej kamienicy zajmowała stara, zardzewiała skrzynia pochłaniająca całe światło małego okienka, obciągniętego brudnym szkłem niczym rybimi oskrzelami. wewnątrz niej, pod pęcherzami symetrycznych szklanych słoików znajdowały się zwierzęce skóry oraz klejące się i słodkawo pachnące reklamówki. po wejściu na strych widziało się odsłoniętą podłogę z wilgotnymi żebrami stropu legarowo-listwowego po architektonicznej resekcji. trochę amalgamatu betonowego w dziurach. krokiew nad głową przypominała rybie ości. dlatego całość sprawiała wrażenie skorodowanego, wielorybiego wnętrza z protezami i klamrami spajającymi drewniany kościec. niczym brzuch gnijącej ryby. nie trudno zatem o wyobrażenia tym bardziej, że było tu jak makiem zasiał, zupełnie jak niegdyś, gdy zabrakło światła. czułem się trochę jak jonasz i pinokio zarazem, chociaż zamiast drewnianego nosa miałem drewniane nogi, i nie byłem dobrowolnym kamienicznym wychodźcą, tylko wychodźcą z polecenia urzędu miasta. a dokładnie, z tytułu renowacji stropów w zabytkowych powojennych budynkach, by zamienić je w postwojenne. stojąc na klatce uświadomiłem sobie, że z mieszanki wspomnień i strachu zostały już tylko wspomnienia. tak jakby emocje ktoś obłożył czuciodpornym materiałem, zupełnie jak owija się kabel taśmą izolacyjną. wyładowania elektronowe, które mogłyby pobudzić ciało zrogowaciałe uderzają głucho o niewidzialną barierę przed skórą. rozszczepienie ustroju miękkiego i twardego. mięsa i skóry. taki wchodziłem przez drzwi do starego mieszkania. wcześniej zatrzymałem się na wysokości pierwszego piętra. zdało mi się, że widzę przemykający cień w kuchni wiecznego światła u sąsiadów z naprzeciwka. uwypuklił on część ściany pod obrazem. obraz przedstawiał jezusa. teraz wyglądało to tak jakby wychodził on z jej białej połaci. scenerię dopełniał regałek ze szklankami i stolik z lampką. wyglądały jakby przygotowane specjalnie na jego przyjście. jego wzrok nie był pokorny, sprawiał wrażenie jakby stopił się w nim wizerunek wszystkich twarzy z kamienicy. zmęczonych taksówkarzy i handlarzy z przyczepionymi do nich cieniami żon, i cieniami tych cieni w postaci dzieci. odkrycie metafizyczne i pożyteczne zarazem. absolut na smyczy. jezus, którego rok wcześniej zastałem w kuchni mojego wakacyjnego domu w irlandii był bardziej przewidywalny. patrzył spuszczonym wzrokiem, jakby tylko tym gestem chciał odwieźć od grzechu i zła wszelkiego. a teraz w głowie miałem nowego chrystusa. ten aktualny nie mógł obronić swego zeświecczenia. stojąc pod drzwiami czułem, że stare uczucia okryła mocniejsza skóra. za oknem złuszczała się noc, a tak naprawdę to księżyc ktoś pocierał czarnym pumeksem nieba. wszedłem do środka. puste pokoje sprawiały wrażenie wnętrza olbrzymiego panoptikonu. kamienica jak czynszowe koloseum, z której środka patrzę na podwórkowe igrzyska. zamiast chrześcijan czarnoskórzy, azjaci i dzieci najprawdopodobniej pochodzenia syjonistycznego. przed spuszczeniem chordy psów ratuje je zapewne system domofonowy na klatkach. śnieg jest na gzymsach, daszkach i nielegalnie zwisających kablach telewizji - up(iję) cię. wszystko przykryte futrem, jakby o estetyczne ciepło na ziemi dbali synesteci o ekscentrycznych skłonnościach. a w mojej ogołoconej ze sprzętów kuchni znalazłem pustą szklankę w zlewie, na której dnie spoczywała jednogroszówka. byłem zdziwiony tym na równi z wyobrażeniem wychodzącego ze ściany jezusa, z obrazem zamiast głowy. chociaż gdyby oderwał swe plecy od ściany pewnie nie pamiętałbym ani szklanki, ani wspomnień z brakiem prądu. to pewnie przyćmiłoby wszystko inne. do tego jeszcze te złe taksówkarskie maniery nabyte podczas nocy sparaliżowanych przez bejowskie komanda "na dołach". na szczęście ucieleśnił się skutecznie w obrębie ściany na drugim piętrze. chociaż coraz bardziej profesjonalnie i po ludzku wygląda ze ściany.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-3501693702427712017?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/3501693702427712017/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/02/mokotowska-st.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/3501693702427712017'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/3501693702427712017'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2010/02/mokotowska-st.html' title='mokotowska st'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-3636579911537868434</id><published>2009-12-26T15:03:00.003+01:00</published><updated>2009-12-27T09:53:29.334+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='osobiste'/><title type='text'>lucid dream</title><content type='html'>&lt;div  style="text-align: justify;font-family:webdings;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;zastanawiam się czy wolałbym przenieść rzeczywistość senną do rzeczywistości realnej, czy może realizm do snu. jakie miałbym korzyści z takiej zamiany, i która byłaby dla mnie lepsza? przenosząc umiejętność, którą nabyłem, a właściwie otrzymałem we śnie, wprost do jawy, byłaby to na pewno umiejętność latania (niestety blisko okien). taka początkowa jej faza. nieukończona, bowiem moment wyjścia za próg okna nigdy nie stał się dla mnie tak prosty, jak przejście między pokojem a kuchnią, czy chodnikiem a klatką. tego etapu sen nie ukazuje. jestem albo ciągle wewnątrz, dosłownie na chwilę przed wyjściem, albo ni stąd, ni zowąd już na zewnątrz. ten niewiadomy czas przejścia jest jak rozciągnięty na czarno kadr. zatem jaką miałbym korzyść z przeniesienia tej wybrakowanej umiejętności w realną rzeczywistość. chcąc wyjść za okno musiałbym przejść przez czarny pasaż. a to zawsze przypomina chwilowy zanik świadomości. po czym znajdowałbym się już na dworze w okolicach trzeciego piętra. zawieszony w powietrzu, ale blisko ściany. to trochę jak skok do wody, którego tak naprawdę nie było. jest tylko kąpiel. tutaj w powietrzu. przyjemna, niemniej jednak wybrakowana. a jednak zastanawiam się, czy w tym lotnym stanie łatwiej odczuwa się grawitację ciał stałych, takich jak kamienica czy drzewo. podświadomość jest silnie zakorzeniona w prawach fizyki. chyba nigdy nie zdarzyło mi się we śnie, abym wychodząc za parapet uniósł swój ciężar od razu w górę. zawsze wiąże się to z nieprzyjemnym osunięciem w dół. zastanawiam się, ile razy moje wyjście za próg kończyło się krańcowym upadkiem w dół. czy czarny kadr, nie jest tak naprawdę ciemnym materiałem przykrywającym moje ciało leżące na chodniku? zasłaniającym zbyt wrażliwe receptory autokontroli, które nie zadziałały na czas. ale czy moja śmierć tam nie powinna się wiązać ze śmiercią tutaj, tzn. w łóżku? w okolicznościach niedawno zmienionej pościeli. zatem centralny układ odpornościowy cały czas pracuje nad oszukiwaniem przeznaczenia. spontaniczny akt wyjścia jeszcze nie w pełni zautomatyzowany przez inżynierię oniryczną. może transfer jest jeszcze za wolny, by dokonać to płynne przejście między fizyka i metafizyką?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;drugą z sennych umiejętności, którą chciałbym przenieść w realność jest uczestnictwo towarzyszące (bierne) w zdarzeniach. opcja niewidzialności prawie doskonałej. chociaż i ona posiada pewne niedociągnięcia. czasem zdarza się zdemaskowanie bohatera uczestniczącego (osobowego ducha). jak się okazuje bardzo trudno jest przechytrzyć prawa logiki nawet w sennych realiach (sennej siatce odniesień, leniwych, ale prawdopodobnych algorytmów). wydaje mi się, że to za sprawą płynno-miazmatycznego administratora, który nie dopuszcza do udziału cielesnego fantomu w następstwach zdarzeń. oczywiście zdarza się, że podglądanie nie zostaje zarejestrowane, a tym samym nie jest zwieńczone wstydem, tak jak i próby latania nie koniecznie kończą się fiaskiem...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;trzecim aspektem do adopcji na potrzeby jawy byłby kalejdoskop zdarzeń, nieskończona wymienność kadrów. żonglowanie nie nużącymi stanami emocjonalnymi... chociaż moje doświadczenia podpowiadają mi, że stabilność tych przedsięwzięć jest mała. poza tym śniący umysł podsuwając kolejne projekty sennej fabuły, nie gwarantuje bezpieczeństwa treści. zdarza się, że obłożone pozytywnym wywoływaczem wątki, z jakiś powodów nie chcą się wydobyć. umysł w poszukiwaniu ciągów dalszych odwołuje się do niewyczerpanych zasobów rzeczywistości (archiwum taśm prozy), z których może wybrać niekoniecznie tę optymistyczną. znów jest to sprawa prostych zasad zachowania realności. dlatego tę umiejętność należałoby zaadoptować z możliwością nieograniczonej ingerencji w nią. zdarza się bowiem, że w ferworze transferu nieoptymistycznych zdarzeń umysł doznaje aberracji, popada w gorączkę (jaźń chce dla siebie dobra, ale umysł losuje złe zdarzenie). kadry nakładają się na siebie. nie dochodzi do żadnego rozwiązania. co najwyżej do przebudzenia się. dlatego wszelkie projekcje senne powinny zostać wyniesione na światło dzienne. a tam opisane jako istotne lub nieistotne. w ten sposób podświadomość zostałaby uratowana przed niedojrzałością...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;w celu poprawy warunków życia we śnie, z rzeczywistości chciałbym przenieść większą konsekwencję logiczną. każda psychomachia powinna być zwieńczona diagnozą. dopiero w jej efekcie powinno następować kolejne zdarzenie. aby poprawić higienę snu należałoby zainicjować większą dbałość o szczegóły - mniej sepii, a więcej ostrości. jakoś należałoby też rozwiązać problem przemieszczania się. może nie koniecznie za pomocą adaptacji komunikacji miejskiej, ale poprzez bardziej usystematyzowaną umiejętność przenoszenia się w pożądane miejsca. nie ma nic gorszego, niż podświadomość, która dla inicjującego impulsu podsyła alternatywne rozwiązanie, gdyż z jakiś powodów nie może odesłać do wybranego miejsca. ostatnio miał to być jakiś wolny pokój, bo ten, w którym znalazłem się w sytuacji intymnej, okazał się być zajmowany przez jakąś osobę, w dodatku  ów  osoba zajmowała tę samą kanapę, z której mówiła do mnie: "nieźle ci idzie". faktycznie miałem podobne odczucia i ten komentarz zdał mi się zbędny. dlatego  też dla większego komfortu psychicznego wszelkie przypadkowe osoby powinny przechodzić testy, w specjalnie przygotowanych do tego pomieszczeniach. w  nich to, ocenie byłaby poddawana ich przydatność i intencje. póki co mam dwie przestrzenie, gdzie mogę mnożyć rzeczy do woli. jedną z nich postaram się rozbudować za pomocą sztuczek z lucid dreams.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-3636579911537868434?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/3636579911537868434/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/12/lucid-dream.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/3636579911537868434'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/3636579911537868434'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/12/lucid-dream.html' title='lucid dream'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-5276526797923406238</id><published>2009-12-25T13:33:00.005+01:00</published><updated>2009-12-25T15:57:21.228+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacja'/><title type='text'>parisiene, chasing, rachael, spouds - koncert</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SzSxsP5hsOI/AAAAAAAAAHA/1N6uhbjKq6o/s1600-h/thespoudsPlakat.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 283px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SzSxsP5hsOI/AAAAAAAAAHA/1N6uhbjKq6o/s400/thespoudsPlakat.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5419151625373724898" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///D:%5CDOCUME%7E1%5CTomasz%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;na bramce szymon, roberto i szczepan. luz, wejściówka za darmo. wchodzę razem z kolegą. spoudsi właśnie się próbują. po kwadransie na scenie pojawia się parisian larks, wsparte dwoma muzykami the spouds (na gitarze i bębnach). ale trzon grupy jest usytuowany na przedzie: to dwie wokalistki, z których jedna gra na basie. podają pochmurny rock wprost z obskurnego baru z szeleszczącą, bardzo kameralną perkusją (fajny, bardziej muskany, niż bity puls). muzyka wije się melancholijnie. jest piosenkowo, ale nie koniecznie radośnie. linie basu są trochę mało aktywne. a, aby usłyszeć partie wokalne należy mocniej wytężyć słuch. to wina nagłośnienia, które jest po prostu słabe. szkoda, bo w obu przypadkach barwy głosu wokalistek, są bardzo interesujące. (młody wiek wskazywałby większą tremę, a okazało się, że niekoniecznie). po koncercie dowiedziałem się, że wtorkowy występ skowronków, to był sceniczny debiut. nawet nie biorąc tego pod uwagę, uważam, że udało im się wytworzyć aurę nastrojowej mikrodepresji.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;po nich na scenę wyszedł maciek z chasing the sunshine. młody songwriter, gitarzysta, grający też na ustnej harmonijce – słowem człowiek orkiestra. już pierwszy utwór przykuł uwagę barwą głosu. wokal maćka jest wyraźny i czysty, śpiewany z charakterystyczną, angielską pop-rockową manierą. kolega żartuje, żeby wyłączyć playback. to zupełnie odmienny koncert od pierwszego. wymagający innego rodzaju skupienia, którego trochę zabrakło mi we wtorkowy wieczór. w drugim utworze maciek wykorzystał dodatkowo brzmienie harmonijki, czym zyskał sobie dodatkowy aplauz. koncert zleciał bardzo szybko, tym bardziej, że w jego trakcie zagadaliśmy się ze znajomymi. przez co stał się trochę tłem dla rozmowy. wybacz maćku, cztery godziny snu poprzedniej nocy wymagało podparcia organizmu jakąś dodatkową czynnością…&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;na rachael weszliśmy trochę spóźnieni. trio grało już asian girl. niestety bez udziału olgi, która niedawno zrezygnowała ze wspólnej gry. szkoda, gdyż ją m.in.: kojarzyłem z tym utworem. zresztą nie tylko z tym. ale było minęło (nie do końca jak się okaże jeszcze tego wieczoru). póki, co oglądam nowe rachael. zespół był bardzo skupiony. niestety znów powtórzyły się problemy z nagłośnieniem. szkoda, bo wykrzykiwane do zdarcia głosu you’re like a high, w utworze pod tym samym tytułem mogłoby potrwać dłużej, przedłużając tym samym przebiegające po plecach ciarki. oprócz wokalu nieco za cicho były też bębny, a to wszystko chyba na rzecz basu. bart był w swoim żywiole. widać było, że gra sprawia mu nie małą frajdę (bujał się i robił dziwne miny). cieszę się, że grupa zrealizowała to, o czym słyszałem już od dawna, a co do tej pory raczej nie udawało się z powodu ram czasowych (jak sądzę) tzn.: zagrania partii improwizowanych. podszyte, floydowską psychodelią pojawiły się miedzy utworami, czy to wieńcząc je, czy rozpoczynając nowe kawałki. a w all you needs is lead nieco wydłużona partia instrumentalna podzieliła ten utwór tak naprawdę na dwie kompozycje, do momentu, w którym publiczność nie wyczuła powrotu do głównego motywu. wszystko to zagrane z dużym wyczuciem (dla mnie najlepsze jak dotychczas wykonanie tego utworu, pomimo braku olgi). napisałem wcześniej, że wokalistka zrezygnowała ze wspólnej gry, nie do końca jednak, przynajmniej tego wieczoru (może cały czas rozważa kwestię powrotu?). i jeżeli zabrakło mi jej w asian girl, to w zaproponowanym na koniec podstawowego setu watchsick chciałem usłyszeć tylko trio. a tu niespodzianka: część zwrotkową tego numeru zaśpiewała właśnie ona. widziałem, że musi się nieco dostroić z głosem do zbyt płaskiego nagłośnienia. utwór wypadł całkiem nieźle, choć wokalnie moim zdaniem powinien być wykonywany wyłącznie przez mike’a. tak się skończyła podstawowa część setu. po krótkiej perswazji publiczności (czytaj: rachael grać kurwa mać!) zespół wyszedł na bis. i zrobił totalny rozpieprz (grając as pretty as the drugs). moja podstawowa waga uległa zachwianiu. zauważyłem też, że nie do końca wyzbyłem się zespołu zachowań wieku licealnego… przynajmniej w okoliczności koncertu, yeah!&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;po występie rachael przydałaby się dłuższa przerwa, a za moment scenę zajęli już the spouds. słuchając serenity is only a brainwave mam wrażenie, że w jakiś tajemniczy sposób udało się zespołowi utrzymać olbrzymią energię na wodzy. że wprowadzili swego rodzaju odmianę muzycznego suspensu wewnątrz post-corowych kompozycji. nie inaczej jest na ich koncertach. aura ze studia przenosi się w sposób niemalże identyczny na salę. i tak było też tym razem. hydrozagadkę wypełniła przytłumiona nieco (w dobrym sensie tego słowa) i zarazem ciężka nawałnica dźwięków. od pierwszych taktów pod sceną zrobiło się gęsto. kuba, wokalista grupy jak zwykle prezentował skupienie. obowiązkowo obojętny, do czego zdążyłem się już przyzwyczaić podczas koncertu w saturatorze (promującego wydanie serenity…). to bardzo pasuje do absent lovers, w którym śpiewa i’m a victim of myself… a vomit after the kissing z utworu crisis wywołuje poruszenie wewnętrzne organów pod wpływem tego dysonansu poznawczego. ze wspomnianej płyty poleciały ponadto: running with a scissors, broken sounds, the dreamlife of angels. wraz z upływającym czasem grupę najbardziej aktywnych muzyków zawiązali gitarzyści (ponosiło ich w kierunku wszelkich scenicznych krawędzi). tomek za bębnami, grał bardziej punktowo i dynamicznie w porównaniu z występem w parisiene larks. kocioł pod sceną nie malał. jednak po upływie około pół godziny, dla mnie muzyka zrobiła się nieco przytłaczająca. zacząłem czuć lekkie znużenie dźwiękami. utwory z dema grupy przeciągały się, a ja czekałem już tylko na kawałki z serenity… schodząc ze sceny chłopaki zostawili rezonujący sprzęt i podkręcone wzmacniacze. przez dobrych kilka minut salą zawładnął wydobywający się samoistnie noise. brawo za pomysł. mimo zmęczenia było to bardzo udane zwieńczenie koncertowego ro(c)ku a zarazem alternatywne wprowadzenie w nadchodzące kolędnictwo i mięsopust.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;podsumowanie:&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;chciałbym, żeby psychodeliczne odejścia rachael mniej kojarzyły mi się z floydami (czy to tylko moje odczucie?). poza tym jestem fanem wykonania all you needs is lead… koniecznie z solem zwłaszcza, gdy wchodzi w te piskliwe rejestry… o tekście nie wspominając. olga wracaj jako asian girl!&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;co do spoudsów to chciałbym, by częściej korzystali z funkcji odśwież. warto, by zastanowili się nad zatrudnieniem saksofonisty (nie chodzi o aidana) na cały etat, a nie tylko okazjonalnie. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-5276526797923406238?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/5276526797923406238/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/12/parisiene-chasing-rachael-spouds.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/5276526797923406238'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/5276526797923406238'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/12/parisiene-chasing-rachael-spouds.html' title='parisiene, chasing, rachael, spouds - koncert'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SzSxsP5hsOI/AAAAAAAAAHA/1N6uhbjKq6o/s72-c/thespoudsPlakat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-3705130007806854227</id><published>2009-12-24T02:37:00.007+01:00</published><updated>2009-12-25T13:33:31.532+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>szense - szense (na okładce napis tear here sic!)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SzLXxOIFT1I/AAAAAAAAAG4/P0MDucpPm4M/s1600-h/szense.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SzLXxOIFT1I/AAAAAAAAAG4/P0MDucpPm4M/s400/szense.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5418630542285688658" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;ten album nie jest jakimś wielkim eksperymentem. chociaż spotykają się na nim muzycy poszukujący jak richard von kruysdijk i niels van horn (znani szerzej ze strange attractor). nie jest eksperymentem dla słuchaczy obracających się w klimatach improwizowanych seansów jazzowych. bo, na płycie z grubsza chodzi o jazz. właściwie glitch jazz na saksofon, bas i bębny unurzane w preparacjach elektronicznych - których tutaj jest nie mało. muzycy spotkali się między 1 i 2 września 2005 roku w klaverland studio, by dokonać całkowitej improwizacji. sztuka napisana od ręki. jak monit wystawiony przeciwko rzeczywistości dźwięków poukładanych. muzyka ta jest obciążona bagażem wielu stylistyk, ale pozbawiona zasad i restrykcji narzucanych przez dany kanon muzyczny. spotkanie muzyków o otwartych umysłach, działających na zasadzie intuicyjno-emocjonalnego bodźca i reakcji, którzy dźwięki czerpią z jazzu, wspomnianej elektroniki momentami też post rocka. jest to też miejscami taka muzyka o muzyce. autoteliczna – pisana na potrzeby samej siebie. sztuka dla sztuki? niekiedy tak. już same tytuły utworów: „untitled 1, 2, 3… 11 wskazują, że będzie to projekcja muzycznej świadomości, nieograniczona przez odgórnie narzuconą werbalizację. bardzo podoba mi się jak w 4 minucie i 40 sekundzie pierwszego utworu po długim elektronicznym pasażu inicjatywę przejmuje saksofon o proweniencji niemalże klubowej. nawet do końca nie jestem pewny, czy wspomniane elektronikalia to nie jest ten sam saksofon, tylko, że właśnie umodelowany przez nie. idąc tropem gry horna na saksofonie (czasem też klarnecie) wyczuwam chęć osadzenia go w zbieżnych warunkach muzycznych, w których ulokowana jest trąbka toshinori kondo w charged. jest tu momentami podobna przestrzeń i symilarne (przymiotnik wziąłem od ang. similarity) wydłużanie muzycznej frazy. zarazem nie proponuje on tyrani dźwiękowej i dysharmonii jak w „death tool” z koncertowej płyty charge z udziałem wspomnianego trębacza. chociaż już mniej znośnie robi się w trzecim utworze. tu na początku z lekko świdrującej połaci elektronicznej ześlizguje się niedbały kontrabas, później spadają też tomy perkusyjne, a w końcówce utworu zostają już tylko jakieś piski. kolejny utwór łagodzi te brzmienia. syntezator imituje wibrafon, pojawiają się jakieś spreparowane głosy (niczym z króliczej nory, do której po alicji wpadają kolejne osoby) a wszystko to brzmi jak chili jazz. mnóstwo tu zciszeń muzycznych i spadków tonalnych jak np.: w utworze nr 5. narkotyczna, nieco orkiestralna przez brzmienie klarnetu, kołysanka. prowadząca takie maruderyjne, nawiedzone uwodzenie (konsonans! mam wrażenie - o i rym żeński, niestety banalny -, że budzę się w parku, który jest srebrny i dopiero po chwili odzyskuje kolory). w zespole poza wspomnianymi: hornem i kuysdijkiem udzielają się ponadto: marzj na dodatkowych bębnach i eric van der westen na basie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;ciekawa płyta, nie tylko, ale przede wszystkim za sprawą nielsa van horna. to neoromantyk improwizacji (nie mylić z mydlinami saksofonowymi kennego g i jemu podobnych), który nierzadko porusza się na peryferiach emocji. (tu polecam rorschach (heritage part 1.01) z płyty „everything is closer” strange attractor). album ten dostałem w prezencie od moich przyjaciół, którzy zaznajomieni ze składem strange… stwierdzili, że może mi przypaść do gustu. i rzeczywiście tak się stało. dla wszystkich, którzy mają opory przed sięgnięciem po tę płytę – dodam, że jest to bardzo wyważona improwizacja, która jednocześnie potrafi zaskoczyć.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-3705130007806854227?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/3705130007806854227/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/12/szense-szense-okadka-z-napisem-tear.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/3705130007806854227'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/3705130007806854227'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/12/szense-szense-okadka-z-napisem-tear.html' title='szense - szense (na okładce napis tear here sic!)'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SzLXxOIFT1I/AAAAAAAAAG4/P0MDucpPm4M/s72-c/szense.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-7293126710468646667</id><published>2009-12-24T02:27:00.005+01:00</published><updated>2009-12-24T02:37:52.486+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>the vandelles - del black aloha</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SzLDu6RsuRI/AAAAAAAAAGw/oPNLi5rMsgI/s1600-h/the_vandelles_del_black_aloha_cover.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 396px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SzLDu6RsuRI/AAAAAAAAAGw/oPNLi5rMsgI/s400/the_vandelles_del_black_aloha_cover.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5418608512365017362" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;tego właśnie spodziewam się po muzyce indie rockowej. tzn. czego? może być przebojowa, ale przede wszystkim ma być brudna i emocjonalna. i tak jest na ostatnim albumie the vandelles – del black aloha. nie wiem czy to tylko moje odczucie, ale stopy pracują tutaj jak organ uczuciowo nieobojętny – mają podobny rytm i … brzmienie. głębokie, tętniące jakby z wnętrza. właśnie słucham „lovely weather” – wokale niemal szeptane, ale czytelne zarazem, budowane wokół chropowato-noisowych gitarowych meandrów. puls nieśpieszny, ale jest tu jakiś ukryty czad. energia niemalże wulkaniczna. obłąkańczość przechodzi w rozleniwiony oniryzm. i znów te stopy! rock, który rozgrywa się w sennej aurze, albo w całości został napisany we śnie. to chyba przez tą surfowo-gazeową konwencję, zagrany z dużym wyczuciem i przytupem. nie mam wątpliwości, że wokalista jest nawiedzony – lirycznie i seksualnie nadsprawny. czasem słuchając tej muzyki mam wrażenie, że przenoszę się w na nowo zdefiniowane lata 60-te. tak jakby nie wszystko wtedy zostało powiedziane, a został olbrzymi, nieodkryty artystyczny potencjał. niby jest to ukłon w stronę tamtych brzmień, ale zagranych bardziej tajemniczo, nieoczywiście, bardziej skomasowanie, z większą dozą dźwiękowych sprzężeń i zanieczyszczeń. jeżeli chodzi o długość kompozycji na tym albumie, to zamykają się one w trzy i czterominutowych formach. i choć lubię dłużej przebywać z muzyką, nie odczuwam, że jakiś motyw nie został tu niezamknięty, czy nierozwinięty. stylistycznie jest to noiserock z elementami shoegazeu zbliżający się czasami do dokonań „a place to a bury strangers” z mniejszą tendencją do abstrakcji. dodam tylko, że rockowa psychodelia w utworach takich jak „die for it cowboy” zostaje wyparta przez bardziej tradycyjne granie. mniej tu gitarowych pogłosów, a muzyczna aura jest tak spokojna jak popołudnie spędzane w jakimś chicken barze przy nieuczęszczanej drodze. do moich faworytów na tej płycie, oprócz wspomnianego „lovely weather” należą: otwierający „dash’n’dive”, a także obłędny ze względu na partie wokalne i perforacje gitarowe „roving rex”. zdecydowanie zachęcam do zwrócenia uwagi na tę muzykę.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-7293126710468646667?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/7293126710468646667/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/12/vandelles-del-black-aloha.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/7293126710468646667'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/7293126710468646667'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/12/vandelles-del-black-aloha.html' title='the vandelles - del black aloha'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SzLDu6RsuRI/AAAAAAAAAGw/oPNLi5rMsgI/s72-c/the_vandelles_del_black_aloha_cover.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-3633327015731983186</id><published>2009-12-21T09:29:00.010+01:00</published><updated>2009-12-24T15:34:39.243+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacja'/><title type='text'>odwyk od pogardy 19 grudnia</title><content type='html'>&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link style="font-family: verdana;" rel="File-List" href="file:///D:%5CDOCUME%7E1%5CTomasz%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;wieloznaczny tytuł. właśnie trwa cykl spotkań/seminariów tomasza piątka w ramach uniwersytetu krytycznego. całość na pierwszym piętrze nowego wspaniałego światu dziewiętnastego dnia każdego miesiąca. zaproszenie otrzymałem poprzez facebooka. jako, że jestem fanem kilku klubów, które prócz relaksu proponują refleksję, codziennie dostaję kilka/kilkanaście propozycji na spędzenie wolnego czasu. czy jest to slam w powiększeniu, dzieła zebrane w herbaciarni, działania towarzystwa inicjatyw twórczych... do najprężniej działających w tej materii zaliczają się: hydrozagadka, wspomniane powiększenie i właśnie &lt;a href="http://www.krytykapolityczna.pl/"&gt;nowy wspaniały świat&lt;/a&gt;. co do "odwyku od pogardy" to spodziewałem się wiele - tym bardziej, że lektura "heroiny" piątka obiecywała bardzo dużo. narkotyki, jako wybawienie - programowa wiara w taką możliwość trwała w autorze sporo czasu. cielesne raje, poczucie scalania z osobowościami innych ludzi, a także osobowością świata były bardzo sugestywne. jak w każdej utopii. nawet huxley po napisaniu nowego wspaniałego światu - jeszcze kilkanaście lat trwał w przekonaniu o doskonałości stworzonej przez siebie alternatywnej rzeczywistości. dopiero po tym czasie dostrzegł jego wady. zatem piątek znalazł sobie realną przystań w nowym wspaniałym świecie. odwyk od pogardy? czy to znaczy, że będą to bardzo osobiste i poparte doświadczeniem wynurzenia. w głowie układałem sobie możliwe interpretacje tematu. odwyk od pogardy wobec siebie pod wpływem przypomnienia puszczających hamulców psychofizycznych (opisy wypróżnień całego ciała, potu i fekaliów w heroinie). a może odwyk od pogardy społecznej, która ocenia zbyt surowym okiem? odwyk od pogardy dla społeczeństwa, gnuśniejącego w hipokryzji? wszystkiego po trochu, ale mniej osobiście niż się spodziewałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zatem po kolei. gościem seminariów tomasza piątka był prof. jerzy vetulani z krakowa. pytania kierowane do niego czasem sprawiały trudności prowadzącemu, tzn. czasem łamał mu się głos. przyjętą tezą dla rozmowy stał się niski próg zadowolenia/radości osób uzależnionych. biologicznie upośledzony organizm takiej osoby wytwarza niewystarczające ilości dopaminy, zwanej inaczej "hormonem szczęścia". cierpiący na jego atrofię szukają zastępstwa. piątek przyznaje, że w dzieciństwie nie cieszyły go rzeczy, które na ogół sprawiały radość jego rówieśnikom. niegdyś też nie umiał znaleźć nasycenia w jedzeniu. choć obżerał się, zawsze czuł się głodny. ludzie z jego upośledzeniem próbują od tego uciec. jak zauważa vetulani ucieczkę często znajdują w używkach. dla piątka w młodości wiązało się to z kilkunastogodzinnym graniem w piłkę nożną. przychodził wtedy do domu posiniaczony. później odkrył alkohol i narkotyki. w samym seminarium o doświadczeniach z narkotykami było mało, a jeżeli już, to bardziej, aby przejść do zagadnień neurobiologicznych zachodzących w mózgu. (podejrzewam, że w większości rozumiał je tylko vetulani, bo receptory, somy i synapsy, stały zaledwie u podnóża bardzo rozbudowanego, fachowego instrumentarium językowego, którego tutaj nawet nie przywołam). ale opis konsekwencji działań jednych substancji na drugie został przekazany dość obrazowo. okazuje się, że daleko bardziej destrukcyjne zmiany w mózgu powoduje wąchanie kleju, niż zażywanie heroiny czy amfetaminy. późniejsza część wykładu została poświęcona m.in.: recepcji słowa narkoman. jak wiadomo w społeczeństwie ma ono pejoratywne konotacje. przede wszystkim, używane jest w sposób uogólniający, gdzie używający i uzależnieni, to ta sama grupa ludzi. (przywołano sprawę piesiewicza, która pokazuje, że wykluczenie społeczne ma nadal bardzo silne znaczenie konsolidujące). była jeszcze wzmianka o polityce narkotykowej i tego, że w interesie państwa leży, by ta gałąź biznesu była zabroniona. (zgadzam się z zastrzeżeniem, że polski rząd cały czas udaje bardziej cnotę, niż mógłby mieć z tego korzyść, taką jak ma kolumbia czy usa). niemniej jednak znamienne jest, że polska polityka narkotykowa nastawiona jest bardziej na wyniki zatrzymań posiadających środki psychoaktywne, niż na edukację osób uzależnionych. na koniec piątek zadał jeszcze pytanie, czy uda się w końcu wynaleźć pigułkę zwalczającą narkomanię (a właściwie regulującą poziom dopaminy w mózgu) profesor odpowiedział, że cały czas w to wierzy.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.krytykapolityczna.pl/"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 289px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/Sy9WoX6qSoI/AAAAAAAAAGo/G9W70lZFKU0/s400/902714501d.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5417644128364808834" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; font-family: verdana;"&gt;nota uzupełniająca:&lt;br /&gt;podczas seminarium podpisałem kartkę z poparciem dla ustawy o parytetach. są one dostępne przy barze klubu. to był mój głos za równym traktowaniem nie tylko kobiet, ale i wszystkich ludzi z uwzględnieniem ich doświadczenia i wykształcenia. zrobiłem to sprowokowany medialnymi informacjami i głosami niektórych osób z bliskiego otoczenia. jednak nie jest to zgodne z moimi osobistymi doświadczeniami. dlaczego? bo przez ponad trzy lata pracowałem w departamencie rachunkowości i podatków dużej firmy telefonicznej, który niemal w całości zdominowany był przez kobiety. zdominowany ilościowo i jakościowo. bowiem wszystkie funkcje kierownicze pełniły w nim kobiety. kierowniczka jednej z sekcji w ciągu tego okresu zatrudniła cztery osoby ze swoich studiów oczywiście płci żeńskiej. (na potrzeby posady, o którą się ubiegałem). dlatego moje doświadczenia z równouprawnieniem są ambiwalentne. być może była to sytuacja, w której posadę otrzymały osoby lepiej ode mnie przygotowane na to stanowisko... nie przypominam sobie jednak, żebym został zaproszony do jakichkolwiek rozmów, dzięki którym mógłbym  zaprezentować swoje umiejętności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;jest kilka poważnych zastrzeżeń, co do parytetów. jeżeli wyrówna się ilość kobiet i mężczyzn w instytucjach, itp (po 40%) to być może wśród którejś z tych grup znajdą się osoby niekompetentne, a przynajmniej taki podział może pominąć osoby bardziej zdolne, które niestety nie zmieściły się do danej grupy, a wykazują większe zaangażowanie od osób w grupie usytuowanej biegunowo (wiadomo, może się tak zdarzyć zarówno w środowisku kobiet jak i mężczyzn).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;inną sprawą jest, że kobiety, które osiągnęły sukces uważają, że projekt wprowadzenia parytetów sytuuje płeć piękną w gorszym świetle, i jest to ewidentny znak, że są one mniej kompetentne, zaradne, inteligentne, itp. (jeżeli jednak miałbym raz jeszcze otrzeć się w pracy o podobną do opisanej wyżej sytuację, to już wolę podpisać się za petycją o parytetach).&lt;/div&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-3633327015731983186?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/3633327015731983186/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/12/odwyk-od-pogardy-19-grudnia.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/3633327015731983186'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/3633327015731983186'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/12/odwyk-od-pogardy-19-grudnia.html' title='odwyk od pogardy 19 grudnia'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/Sy9WoX6qSoI/AAAAAAAAAGo/G9W70lZFKU0/s72-c/902714501d.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-7918052365058065306</id><published>2009-12-20T09:19:00.006+01:00</published><updated>2009-12-27T10:12:12.554+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='osobiste'/><title type='text'>sobota nieogrzewana</title><content type='html'>&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///D:%5CDOCUME%7E1%5CTomasz%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;już po godzinie wilka. moja biologiczna aktywność znów się rozstraja. teraz mógłbym żyć, gdy wszyscy śpią. w kamienicy mróz. chyba byłem nieuważny, bo do środka weszła zima. fundamenty mebli w całości pokryły kry. mam ochotę coś zjeść, ale przed pójściem do kuchni zatrzymuje mnie gruba kołdra zimna, która przykrywa mi twarz. upiekłbym sobie chleb na patelni, a do tego jajecznicę. zastanawiam się czy jest jeszcze trochę soku wiśniowego, ale barek jest pod ścianą z drugiej strony pokoju. ściany, która jest już chyba na dworzu. wstając utraciłbym sporo nagromadzonego pod kołdrą ciepła. w nieogrzewanej kamienicy najbardziej ekstremalnie wypadają różnice temperatur. są strefy ciepłe, wokół, których bardzo staromodnie organizuje się życie, a także strefy zimne w okolicach okien, ścian sąsiadujących z klatką i wszelkiego rodzaju drzwi wyjściowych. to rozstraja samopoczucie, które zamiast do bieżących spraw przywiązuje się bardziej do obserwowania powiększających się sfer zimna z obrzeży pokoju. w tym samym pomieszczeniu panują, co najmniej dwie skale ciepła. po kilku godzinach amplituda jest ujemna. chociaż w formalnym opisie drgań cząsteczek nie powinna ona przyjąć takiej wartości. oczywiście zależy to, od tego czy grzewcze źródło jest stałe. a w moim pokoju nie jest. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; font-family: verdana;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;wczoraj byłem w pawilonach. nazwy lokalu nie pamiętam, ale znajduje się on w bramie na samym końcu po lewej stronie. piszę o tym, bo widziałem bardzo podobny obraz do tego z mojego pokoju, a mianowicie przymarzniętą do okna poduszkę. gdy odklejałem ją, na szybie pozostał szorstko lepiący się szron. mojego kolegę zaaferowało, co innego, dwa stoliki dalej. zimna, powściągnięta twarz i twarz bardziej radosna, udająca dojrzałość. nauczyciel polskiego i koleżanka siostry mojego kolegi. usługi erotyczne w zamian za kawałek poważnego życia. ostatnio coraz rzadziej spotykam ludzi, którzy wiedzą, czego chcą i to osiągają! w tym i ja sam. chyba przez samopoczucie, które nawet w myślach przygrywa z zimnem pokoju, do którego mam wrócić, formułuję historię w ten sposób. po weekendzie przeprowadzę się w cieplejsze miejsce, więc może stworzę inny jej przebieg...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt; póki, co szukam wzrokiem spodni i swetra. szkoda, że spodnie z tego miększego materiału poszły do prania, bo wkładanie dżinsów zawsze powoduje szok termiczny. po wieczornej kąpieli szczypie mnie jeszcze skóra. szkoda, że trochę inaczej niż w maju po wyjściu z morza. wtedy nie czułem nawet zimnego wiatru od zatoki… podjąłem decyzję: nie wstaję. spróbuję obudzić się w bardziej sprzyjających okolicznościach przyrody nieożywionej… jest maj. siódma rano. mogę nawet wyjść z psem.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-7918052365058065306?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/7918052365058065306/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/12/sobota-nieogrzewana.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/7918052365058065306'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/7918052365058065306'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/12/sobota-nieogrzewana.html' title='sobota nieogrzewana'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-8885224929462678063</id><published>2009-12-12T22:55:00.005+01:00</published><updated>2009-12-20T09:32:31.338+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='osobiste'/><title type='text'>free homes for free birds</title><content type='html'>&lt;div  style="text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;remontowane piętro mojej kamienicy obsiadły ptaki. jeszcze w połowie listopada widziałem jak parzyły się. używając do tego poręczy balkonu. teraz w tym miejscu sporadycznie się myją. zadomowiły się na czwartym piętrze, niemniej jednak nie na tyle, by nie bać się odgłosów otwieranych okien lub drzwi. co sprawia szamotaninę obijających się w kierunku &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;niedomkniętego&lt;/span&gt; lufcika skrzydeł. brzmi to trochę jak tarcie papieru o chodnik. byłe mieszkanie mojego kolegi. teraz wielki betonowy karmnik. muszę mu o tym powiedzieć. o tym free &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;homes&lt;/span&gt; for free &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;birds&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dobrze, że nie wszystkie ptaki wiedzą o pustych lokalach pewnie zmieniłyby politykę odlotów. wystarczy, że parki uległy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;transformacji&lt;/span&gt; w masowe noclegownie z toaletami usytuowanymi w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;nieprzygotowanych&lt;/span&gt; do tego korytarzach alej. należałoby może położyć jakieś gazety, a tak wszędzie zalega biała rdza osnuta zapachową pleśnią. ogród iluminujących fekaliów. mylne drogowskazy dla &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;reprezentantów&lt;/span&gt; gatunku dwunożnych. od niedawna wrzask &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;kraaa&lt;/span&gt;, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;kraaa&lt;/span&gt; jest dla mnie dwukolorowy - ciekawska czerń na dwóch śmiesznych nóżkach zostawia &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;trójpalczaste&lt;/span&gt; ślady w lepkiej bieli. jednocześnie uruchamia we mnie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;jednoznacznie&lt;/span&gt; kojarzące się doznania zapachowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;we wtorek wracając z radia postanowiłem razem z kolegą przejść się ulicą &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;lennona&lt;/span&gt;. tego dnia mijała 29 rocznica jego śmierci. tak jak &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;przypuszczał&lt;/span&gt; spotkaliśmy tam grupkę fanów artysty. zebrani przy świecach i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;akompaniamencie&lt;/span&gt; dwóch gitar śpiewali piosenki muzyka. miły gest &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;podtrzymywany&lt;/span&gt; od momentu nadania ulicy jego imienia. (arteria przylega do tylnej strony parku ujazdowskiego). zrozumiałem, że niewiele trzeba, by &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;resuscytować&lt;/span&gt; serdeczność miasta.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-8885224929462678063?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/8885224929462678063/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/12/free-homes-for-free-birds.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/8885224929462678063'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/8885224929462678063'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/12/free-homes-for-free-birds.html' title='free homes for free birds'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-5962936824648414443</id><published>2009-12-11T13:52:00.006+01:00</published><updated>2009-12-17T01:02:34.205+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pisanie'/><title type='text'>algol - last minutes of dying star</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify; font-family: verdana;"&gt;tytuł tyleż nośny, co pretensjonalny, ale przyglądając się bliżej muzyce nie ma tu zbyt wiele konduktów żałobnych jest natomiast mechanika spalania się atomów w momencie upadku ku ziemi lub innego ciała niebieskiego. tematy kosmosu, przestrzeni powietrznych czy wodnych, pustych hal, stacji międzyplanetarnych to motywy przewodnie muzyki ambientowej i dark ambientowej. czasami są one uzupełnione nagraniami terenowymi lub żywym instrumentarium. (ciekawe jest pod tym względem &lt;a href="http://brasilandthegallowbrothersband.org/"&gt;brasil &amp;amp; the gallowbrothers band&lt;/a&gt;). opisywane przez ten gatunek (podgatunek lub rodzaj muzyczny) miejsca to chyba ostatnie bastiony na granicy mikrodźwięku i ciszy. penetrowane chyba właśnie dlatego, że są najbliżej tego, co nazywa się dźwięcznym przechodzeniem w bezdźwięczność. czasem daleko jestem od kierowania się tym tropem, a czasem bardzo blisko. podążając nim muszę przyjąć, że zadaniem muzyki jest przygotować (spowodować) ciszę. zastanawiam się czy absolutną, taką jak w nocy tylko bez zegara, czy odgłosu kół skręcającego samochodu, w której do głosu dochodzi tylko to, co obiektywne i niezależnie generowane jak praca ludzkiego organizmu czy przyrody. muzyka, która wycisza niepotrzebne tony i odsłania wnętrze. (w znaczeniu cielesnym jak bicie serca, tętno krwi, odgłosy trawienia czy głodu). a może nie chodzi tu o fizyczny, a bardziej psychiczny aspekt. muzyka jako rodzaj meta szufelki, na którą nałożą się wszelkie komunikacyjne szumy i dźwięczne aberracje, by zostać wyrzucone z głowy. taka psychomachia między szumem a morficznym sygnałem w walce o wewnętrzny spokój.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;celowe posunięcie jakim jest pozorny brak rytmiki, jakby za tym wszystkim kryła się niechęć do przyspieszenia ruchu serca, które i tak wykonuje pracę na rzecz krwiobiegu, więc jest już wystarczająco obciążone. poruszenie odbywa się tutaj za pomocą innych narzędzi. bardziej wysublimowanych i dosadnych zarazem. realizujących zadanie jak wszyć obraz, który spowoduje bunt estetyczny i w pierwszym odruchu nie zostanie wyrzucony przez serce. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-5962936824648414443?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/5962936824648414443/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/12/algol-last-minutes-of-dying-star.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/5962936824648414443'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/5962936824648414443'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/12/algol-last-minutes-of-dying-star.html' title='algol - last minutes of dying star'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-8837113167289376526</id><published>2009-12-11T12:58:00.006+01:00</published><updated>2009-12-11T19:44:37.151+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='audycja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='playlista'/><title type='text'>10 grudnia onodyseja - playlista</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;1) algol - last minutes of dying star&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;space ambient z nowosybirska. główna idea projektu: odkrywanie i eksploracja odległych horyzontów umysłu i duszy. podejmowane tematy: harmonia sfer, kosmos, nieskończoność.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;* algol gwiazda zmienna w gwiazdozbiorze perseusza. jej jasność zmienia się na skutek procesów w niej zachodzących lub pod wpływem otaczającej ją materii.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;2) koan - lonely wolf&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;wyszukany i kwaśny chilout. człon stanowi dwóch rosjan: roeth i grey. granie wg nich wymaga posiadania dobrych kwalifikacji i doświadczenia. komponują elektronikę na zasadzie podobnej do tworzenia muzyki jazzowej. mimo, iż jest to chilout, jak mówią nie nadaje się on na dyskotekowy parkiet, a odnosi się bardziej do wnętrza. przesada.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;3) nordvargr - kvasar&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;dark ambient. projkt henrika nordvargra bjorka (m.in.: mz412, folkstorm). &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;* kwazary obiekty gwiazdopodobne emitujące fale radiowe. są źródłem ciepłego promieniowania elektromagnetycznego o ogromnej mocy. posiadają pierścień, który otacza czarną dziurę - utwór nordvargra, opisuje bardziej to czarne wnętrze. w jego kierunku, spływa duża część gorącej materii z obrzeża. plumknięcia odbieram jako supernove, które nieśmiało rodzą się wokół pierścienia wyrzucając resztę materii ciężkiej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;4) odaxelagnia - dark corners (idm rmx)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;jednoosobowy projekt enigmatycznego twórcy o imieniu gejm. otagowany jako loli core(wow), 8bit, noise, break core.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;utwory od 1 do 4 do ściągnięcia za darmo ze strony &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: verdana;" href="http://www.lastfm.pl/music/+free-music-downloads/dark+ambient"&gt;last fm&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;5) former ghosts - choices&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;6) former ghosts - i wave&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;synth pop freddiego rupperta. stworzony korespondencyjnie z jamie stewardem (z xiu xiu) oraz niką rozą danilovą. początkowo zamieszczany jako pojedyncze utwory na blogu rupperta (w wersjach demo) uwaga, aby nawiązać kontakt z tajemnicza, nieznajomą dziewczyną. obiecałem sprawdzić czy przedsięwzięcie się udało ;]&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;7) tomasz stańko - dark eyes of martha hirsh&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;nowy materiał. współpraca z muzykami ze skandynawii. ponoć nowy skład odświeżył nieco muzyczną konwencję (m.in.: przez udział gitary i basu) pierwsze 6 minut bardzo melancholijnego jazzu w stylu audycji. później nieco żwawiej. jeszcze jutro i pojutrze (12 i 13 grudnia) koncerty promujące dark eyes w lublinie i białymstoku. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-8837113167289376526?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/8837113167289376526/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/12/10-grudnia-onodyseja-playlista.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/8837113167289376526'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/8837113167289376526'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/12/10-grudnia-onodyseja-playlista.html' title='10 grudnia onodyseja - playlista'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-8980651046084764113</id><published>2009-12-09T23:41:00.011+01:00</published><updated>2009-12-14T11:48:31.923+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>zabawki pana boga</title><content type='html'>&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///D:%5CDOCUME%7E1%5CTomasz%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; font-family: verdana;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34861,7320093.html"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SyAppzqnbuI/AAAAAAAAAGA/7E7aOroBmew/s400/402730,413075,9.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5413372550319664866" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;do novej sceny wszedłem bez wyjściowego ubrania. sądząc po ubiorze ludzi wewnątrz - okoliczność, by tego wymagała. zatem popełniłem „modowe faux pas” (stwierdzenie wzięte żywcem z plotkarskiego portalu), jak joanna trzepiecińska prezentując się w chabrowej sukience podczas premierowego wieczoru „zabawek pana boga”. ale nie mam o to, do żadnego z nas pretensji. w niedzielny wieczór w teatrze roma pojawiłem się nie przez przypadek, ale i nie do końca świadomy przedsięwzięcia, w którym wezmę udział. sugerując się zapowiedziami na stronie grupy „trzy dni później” wydawało mi się, że będzie to cykl utworów wyłącznie tejże formacji. występy żeńskiego tria przegapiłem już kilkukrotnie. dlatego jeszcze w trakcie czytania informacji stało się dla mnie jasne, że tym razem muszę tam być. dziewczyny zadebiutowały bezpretensjonalną poezją śpiewaną na trzy głosy. pamiętam stamtąd fragment, jak się później okaże znamienny dla niedalekiej przyszłości zespołu „wejść na chwilę w inną role, niż nam przygotował los, bez nakazów, bez zezwoleń, zanim bóg obudzi w nas noc, ciemną noc”. sposobnością do tego stał się drugi album pt.: „gdybym”, na którym zespół wcielił się w postać liryczną z „malinowego chruśniaka”. ale taką możliwość stworzyły również grudniowe spektakle w romie. dodam tylko, że na wspomnianej płycie utworem „ja nie chcę spać” zespół dotknął również dokonań agnieszki osieckiej. a tej artystce m. in.: miał być poświęcony wieczór. zatem do teatru szedłem na koncert „trzy dni później”, które miało wziąć na warsztat wspomnianą osiecką, hłaskę, a to wszystko do akompaniamentu komedy. tak jednak do końca nie było…&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; font-family: verdana;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; font-family: verdana;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;u1:p&gt;&lt;/u1:p&gt;trio „trzy dni później” wyszło na deski jako pierwsze. dziewczyny były ubrane identycznie. usytuowano je w samym środku sceny. pierwsze głosy i nie mam wątpliwości, że prezentują to samo zaangażowanie, do którego przyzwyczaiły na swych dwóch płytach. aranżacyjnie i tekstowo zbliżone jednak bardziej do drugiej. pojawiły się utwory „nim wstanie dzień”, „ja nie chcę spać”, a w miarę rozwoju akcji dojrzalsze teksty osieckiej, np.: „życie nie stawia pytań” grane do muzyki krajewskiego i satanowskiego (utwór zaśpiewany przez joannę trzepiecińską). jak zwykle z wielkim wyczuciem duet sióstr piwowar i marta groffik podzieliły partie wokalne na części solowe oraz na te śpiewane wspólnie. na skraju sceny znaleźli się aktorzy. joanna trzepiecińska grająca agnieszkę osiecką i przemysław sadowski wcielający się w postać marka hłaski. ona stojąca pod ścianą lub siedząca przy biurku - otwiera listy od niego, odpowiada na nie, a także przenosi swe myśli na papier. w tle nad wszystkim unosi się muzyka komedy. za klawiszami usiadł jacek kita wespół z kwintetem jazzowym. jeżeli chodzi o relację hłaski i osieckiej można powiedzieć, że przebiegała ona nie z wnętrza oddalonych pokojów, ale z wnętrza nieprzychylnych realiów, w jakich przyszło im żyć.&lt;span style="color: rgb(204, 204, 204);"&gt; „skazani na siebie w sposób naturalny, bo kto inny zrozumie to polskie pokolenie. skazani na siebie w sposób niemal organiczny, poszukują kontaktu prawdziwego i dlatego do siebie piszą&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 204, 204);"&gt;”.&lt;/span&gt; podobno jednak więcej było w tym mitu o miłości, który tworzył sam hłasko, by mieć kogoś, do kogo mógłby wrócić z obczyzny. spektakl stawia jednak liryzm ponad te głęboko ukryte niuanse relacji. charakterystyczna poza przemysława sadowskiego zasiadającego za kontuarem obskurnego baru, który raz jest paryskim „poema cafe” innym razem jakimś lokalem, na który natrafia jeżdżąc do izraela czy stanów. tam snuje swe wątpliwości, ma przebłyski wspomnień, a także wdaje się w bójki. spektakl do pewnego momentu zdaje się mieć dwóch bohaterów – muzycznie komedę, lirycznie hłaskę. bo o nich mówi w swych wspomnieniach osiecka. a hłasko, jeżeli mówi, to raczej o sobie. dopiero z czasem bohaterka uruchamia własne przeżycia i wnioski. jeżeli chodzi o grę aktorów, to trochę obawiałem się, że wspomniana para miała bardziej być na scenie niż grać. na szczęście stało się inaczej. jeżeli o mnie chodzi joannie trzepiecińskiej udało się ukazać wewnętrzną przemianę osieckiej od dziewiętnastoletniej dziewczyny, nie do końca świadomej swych odczuć, w dojrzałą kobietę, jak wspomina: „…w sprawach miłości byłam strasznie infantylna. raz mi się wydawało tak, raz siak, wszystko było grą wyobraźni. marek był jeszcze barwniej upierzonym ptakiem!”. bardzo przekonująco wypadły zaśpiewane przez nią utwory „życie nie stawia pytań” i tytułowe „zabawki pana boga”. co do wiarygodności sadowskiego, jako hłaski – była praktycznie bez zastrzeżeń. miałem wrażenie, że zachwiała się w dwóch momentach. a może po prostu wyobraźnia podpowiedziała mi inne ujścia dla tych sytuacji. w ogóle obojgu aktorom należą się niemałe brawa, których nie może umniejszyć fakt, iż w spektaklu wcielali się w osobowości artystów, więc z racji tego bagaż doświadczeń mieli podobny. dziewczyny z „trzy dni później” skądinąd odtwarzały nie tak różną od swojej codziennej – rolę poetek-pieśniarek. mam jednak nadzieję, że za daleko od siebie nie odejdą, a po spenetrowaniu twórczości osieckiej, przypomną sobie o swoim autorskim debiucie.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; font-family: verdana;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; font-family: verdana;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:78%;"  &gt;&lt;u1:p&gt;&lt;/u1:p&gt;przyznam się, że nigdy nie lubiłem, i dalej nie lubię, poza małymi wyjątkami, poezji osieckiej. jakkolwiek bym na nią nie spojrzał, zawsze widzę  ją w kontekście telewizji. i nie mogę wyzbyć się wrażenia, że pochodzi ona z plastikowej rekwizytorni przy woronicza, a także, że ubiera się w zbyt jaskrawy, estradowy kostium. przemawia do mnie raczej to, co poza nią. co innego pisanie hłaski. dla mnie to facet z krwi i kości, „przeczuwający katastrofę, a jednocześnie rozpierany przez radość życia” – żeby posłużyć się słowami autorki. piszący tłuściej. z drugiej strony nieprzywiązany do żadnego życiorysu, który uprawiał. a przez to chyba bardziej rozchwiany. po spektaklu artyści dostali brawa na stojąco. zasłużenie. to był udany występ. z fragmentami słów w głowie, nie pozostało mi nic innego jak tylko wziąć kurtkę i wyjść na późną kolację, czytaj „bułkę z błotem, za trochę więcej niż trzy złote”.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" face="verdana" style="text-align: justify;"&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-8980651046084764113?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/8980651046084764113/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/12/zabawki-pana-boga.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/8980651046084764113'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/8980651046084764113'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/12/zabawki-pana-boga.html' title='zabawki pana boga'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SyAppzqnbuI/AAAAAAAAAGA/7E7aOroBmew/s72-c/402730,413075,9.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-9086730298940345981</id><published>2009-12-03T15:48:00.004+01:00</published><updated>2009-12-03T15:58:21.208+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='audycja'/><title type='text'>onodyseja z opowiadaczem 3 grudnia</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.studnia.org/"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 270px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SxfQ6mrbqJI/AAAAAAAAAF4/Mq1z5fzI6CY/s320/studona_small.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5411023182542645394" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;jak już wcześniej pisałem chciałbym, aby spotkanie z jarkiem kaczmarkiem doszło do skutku. taka okoliczność nadarzyła się blisko tydzień temu przy okazji opowieści średniowiecznych w instytucie teatralnym. tam swe opowieści snuli paweł górski i gosia litwinowicz - przyjaciele z grupy &lt;a href="http://www.studnia.org/"&gt;studnia o&lt;/a&gt;. a ja postaram się wywołać część z nadchodzących historii nieco wcześniej. no, może nie tak wcześniej, bo dopiero wieczorem o godz. 23.00. słuchajcie na &lt;a href="http://www.radioaktywne.pl/"&gt;www. radioaktywne.pl&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-9086730298940345981?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/9086730298940345981/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/12/onodyseja-z-opowiadaczem-3-grudnia_03.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/9086730298940345981'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/9086730298940345981'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/12/onodyseja-z-opowiadaczem-3-grudnia_03.html' title='onodyseja z opowiadaczem 3 grudnia'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SxfQ6mrbqJI/AAAAAAAAAF4/Mq1z5fzI6CY/s72-c/studona_small.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-3811075342311407383</id><published>2009-12-02T12:31:00.003+01:00</published><updated>2009-12-02T13:07:15.194+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='osobiste'/><title type='text'>mikropoczta</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;mój pokój pracuje jak mała poczta. ciągle przychodzą tu jakieś listy, a ja przesyłam je dalej. niedługo będę musiał odnowić najbliższą okolicę, tzn. od krzesła do drzwi, bo sprzęty pokrywają się kurzem, koc pokazuje pluszowe zęby, fotele coraz wygodniej rozkładają poręcze, a żyrandol już dawno powiesił się, inicjując degradację meblowej flory. w takich warunkach muszę wyjść. na zewnątrz monstrualne kieszenie bram. nie ma w nich ciepła, za to jest smród z warg klatek. z góry zwisają żarówki z kolcami - pożółkłe kaktusy na żelbetowym niebie. miejski czyściec.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;od kilku tygodni mam bulimię osobowości. zwracam słowa. nieważne - mówione, pisane, czytane, wszystkie wypływają szarą strugą. czasem zostaje obgryziony wers lub dłuższa fraza na potrzeby zakupów w sklepie spożywczym. reszta to śmietnik zwrotów, które nie trafiły do adresata. w nim muszę znaleźć czasownik obsługujący dłonie tak, aby wzięły jej talie w garść, bo ona bardzo tego chce, ale sama nie umie. wymienić paczkordy imiesłowów, łączących nasze układy scalone, by wykluczyć negatywny obieg informacji. skonfigurować aktywne kanały krwi, by stymulowały jeszcze bardziej precyzyjną czułość. tylko po co? mam już dwa nieczynne krwiobiegi, zasilające puste przedsionki. starorzecza, które powstały z myśli czystych jak papier, aż pokruszyły się zapychając uliczki żył. na szczęście jest poczta i archiwum elektroniczne. tak sobie myślę, że choroba bulimii nie wzięła się u mnie przez przypadek. dojrzewała we mnie. żyła jak sublokator na mniej niż kilku centymetrach powierzchni mojego ciała. dokładnie w okolicach płatów wyobrażonych. wynajęła tam sobie pokój. karmiła się każdą frazą, ze strachu, aby żadnej nie ominąć. słowa obiecywały się jak nagie ciała, aż zapach stał się zbyt intensywny. naddatki formuł zaczęły rozkładać się. można było je już tylko zwrócić. podporządkować paradygmatowi higieny. fragmentaryzacji ośrodka zbierania mowy. tak, by przywrócić ład w pokoju. by zamiast części zdań  na powrót zaludniły go meble i ruch. "słowa w kąt i nie odzywać mi się". &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;otwieram po cichu drzwi. skrzypią. krzesło nie odwróciło się. tylko ekran odbija widok na przedpokój i moją sylwetkę. w tle gwiazdozbiór lamp. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-3811075342311407383?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/3811075342311407383/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/12/mikropoczta.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/3811075342311407383'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/3811075342311407383'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/12/mikropoczta.html' title='mikropoczta'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-4483240786978290192</id><published>2009-11-30T21:49:00.005+01:00</published><updated>2009-12-01T02:17:09.993+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sprawozdanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacja'/><title type='text'>leśni ludzie w progresji</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight: bold;font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;weekend obfitował w koncerty. sobota upłynęła pod znakiem energetycznego rocka, niedziela pod znakiem żywiołowego metalu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.rockmetal.pl/galeria/korpiklaani-warszawa.09.html"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SxQwU9vvdaI/AAAAAAAAAFo/IlHW6R7jW8M/s400/korpiklaani+promo.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5410002189109130658" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;w &lt;a href="http://www.progresja.com/"&gt;progresji&lt;/a&gt; jesteśmy o 19.40. na szczęście było opóźnienie. &lt;a href="http://www.trollge.ru/en/index.htm"&gt;troll gnet el&lt;/a&gt; (trol gnie świerk) zaczął jakiś kwadrans przed naszym przyjściem. bierzemy piwo i wchodzimy na salę. przed nami piątka muzyków. żywiołowy folk metal w spódnicach w kratę. tempo umpa, umpa, ale gdzie trzeba zwolnienia. skład z st. petersburga daje niezły pokaz. w szeregach prócz gitar i bębnów, fujarka i skrzypce. flecistka gra i śpiewa na przemian. gdy używa głosu chowa instrument za plisę rękawa. ma pogańską suknię i mocny wokal. śmiesznie wypadają utwory śpiewane w ojczystym języku. jak przystało na kapelę tego typu tzn.: z folkowo-piwnym przechyłem, prócz muzyki, nie mogło zabraknąć chmielowego trunku na scenie. muzycy popijali go w dużych drewnianych antałkach. wokalista (i gitarzysta zarazem) – poganin pełną gębą, z zakolami i o słusznej tuszy ma dobry kontakt z publiką. czytaj: po kilku haustach bursztynowego napoju i pozdrowieniach w języku polskim zyskuje sympatię publiczności. kapela gra krótki bis. w końcowym utworze pamiętam rozświetlony kaganek w ręce wokalistki i jej ciepły głos. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;wymiana instrumentów. za chwile na scenie pojawią się przedstawiciele melodyjnego death. pierwsza próba triggerów robi wrażenie. piotr (red. kolega – przyp. autora) mówi, że nie ma jak podwójna stopa w końcówce „deliverance” opeth. ale to płyta, a ja pamiętam jak element ten zagłuszał nieco występ tychże, podczas marcowego koncertu w innym miejscu. zresztą za chwilę będziemy mogli się przekonać jak wypadnie to w progresji. &lt;a href="http://www.norther.net/"&gt;norther&lt;/a&gt; zaczyna od klawiszowej preparacji motywu wziętego niczym z jeziora łabędziego, później już tylko ściana dźwięku, ekstrema i przedzierający się przez to gardłowy wokal. wszyscy muzycy mają przed sobą statywy. będą tworzyć chóry, a w przypadku drugiego gitarzysty dość regularnie będzie on zaznaczał swoją obecność w utworach czystym głosem. wykonanie całości bez zarzutu przy minimalnej oryginalności muzyki. dla mnie w tym gatunku bardzo wiele już na samym początku powiedziała grupa &lt;a href="http://www.darktranquillity.com/"&gt;dark tranquillity&lt;/a&gt; wraz z genialnym albumem „the gallery”. niemniej jednak cieszyłem się, że folk metal nie zdominował w całości niedzielnego koncertu. zawsze to urozmaicenie. muzyka zespołu często wędrowała w kierunku heavy metalu i hardcore’u. niemniej jednak zabawę przy norther traktuję trochę jak skok do muzycznego świata, w którym nic mnie nie zaskoczyło, a już na pewno nic z tego występu nie zostanie mi w pamięci… chyba, że za głośne stopy. zagrywki ginęły w ich tumulcie. ja wiem, że to standard w metalu. ale wypadałoby się zastanowić czy kapele nie zaczynają przez to brzmieć identycznie.    &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;teraz o koncercie gwiazdy wieczoru. nie miałem określonych oczekiwań prócz żywiołowości i… materiału z mojego ulubionego „&lt;a href="http://www.korpiklaani.com/index2.html"&gt;tervaskanto&lt;/a&gt;” (ha, ha!). od razu napiszę, że grupa zagrała trzy utwory z tego albumu, w tym jeden na bis. występowi &lt;a href="http://www.korpiklaani.com/"&gt;korpiklaani&lt;/a&gt; przysłuchiwałem się z małej sceny. wygodne miejsce, dobra widoczność, natomiast jeżeli chodzi o nagłośnienie: miałem wrażenie, że jestem w innym pomieszczeniu. widziałem, ale nie rejestrowałem występu finów. może to oszołomienie głośnością norther. a może było za cicho. nie wiem. to nie ten akordeon i nie te skrzypce. zatem przenoszę się na środek. wsłuchuje się. jest lepiej. wokalista zagaduje i pozdrawia publiczność. przyjęcie jest gorące. zresztą jak muzyka. humppy jak powiedzieliby finowie. skrzypek gra od ucha do ucha mimo dość specyficznej mimiki twarzy. łamaną angielszczyzną, która jest dla mnie kompletnie niezrozumiała, wokalista zaprasza na scenę trzy całkiem wygimnastykowane dziewczyny (jedna naśladuje jazdę niczym na rodeo, zainteresowanie wzrasta). tempo utrzymuje się na tym samym poziomie, jest szybko i melodyjnie. instrumenty ciekawie się uzupełniają. niemniej jednak akordeon jest dla mnie cały czas za cicho. gdzieś tak w połowie setu basista musi wyjść do toalety… wiadomo to przecież beer metal. zaraz potem główny krzykacz przewraca się w kałuży piwa, które rozlał. wstaje, robi koziołka i decyduje się wskoczyć w publiczność… &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;na koniec muzycy korpiklaani zapraszają do wspólnego grania muzyków trolla. skrzypek tego drugiego intonuje „kalinkę” i zaczyna się kilkuminutowa jazda. korci mnie żeby się jeszcze pobawić, ale odeszły mnie siły. stoję, a i tak cieknie ze mnie pot. wychodząc, odwracam się jeszcze czy coś mnie nie omija. chyba nie. o 0:36 mam nocny. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-4483240786978290192?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/4483240786978290192/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/weekend-obfitowa-w-koncerty.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/4483240786978290192'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/4483240786978290192'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/weekend-obfitowa-w-koncerty.html' title='leśni ludzie w progresji'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SxQwU9vvdaI/AAAAAAAAAFo/IlHW6R7jW8M/s72-c/korpiklaani+promo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-1140689581964356749</id><published>2009-11-30T18:12:00.011+01:00</published><updated>2009-11-30T23:11:27.675+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sprawozdanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='osobiste'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacja'/><title type='text'>phantoms der nacht</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SxQBhZV808I/AAAAAAAAAFg/S5arGg0ChqI/s1600/phantoms+vinyl+stitches.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 276px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SxQBhZV808I/AAAAAAAAAFg/S5arGg0ChqI/s400/phantoms+vinyl+stitches.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5409950725629072322" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:612.0pt 792.0pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;o &lt;a href="http://www.myspace.com/thephantomspoland"&gt;the fanthoms&lt;/a&gt; wielokrotnie słyszałem w radioaktywnej aktywacji, a także w autorskiej &lt;a href="http://sundayatdevildirt.blogspot.com/"&gt;sunday at devil dirt&lt;/a&gt;. jednak, że rzadko zapuszczam się w rejony rockowe, trochę pominąłem ten zespół. funkcjonował on w mojej głowie, jak sama nazwa wskazuje, trochę jak fantom. duch z odciętą materią. popsuta pocztówka grająca z widocznym na okładce tytułem, który mówi wszystko i nic zarazem. o &lt;a href="http://www.myspace.com/thevinylstitches"&gt;the vinyl stitches&lt;/a&gt; usłyszałem przy okazji sobotniego koncertu, oczywiście ze strony sunday... gdybym jednak nie został zaproszony na występ przez martę (czerwony kubraczek i biało-niebieska pilotka cud miód) to bym zapewne zapomniał o tym wydarzeniu. nie ukrywam występ był dla mnie raczej okazją do spotkania znajomych niż poznawania nowych dźwięków. zatem z pragi, gdzie byłem udaję się w kierunku obiektu znalezionego, – bo tam ten koncert ma się odbyć. wcześniej udaje mi się ominąć kontrolerów, którzy nie wiedzieć, czemu wchodzą tylko do przedniego przedziału tramwaju nr 4. uf, dzisiaj chyba szczęście mi sprzyja. w obiekcie jestem za kwadrans dziesiąta. widzę jak &lt;a href="http://www.myspace.com/rachaelfather"&gt;mike &lt;/a&gt;rozmawia z kimś nieznajomym. witamy się. to vinn-sinister basista vinyli. salka koncertowa jest jeszcze pusta. patrzę na filary i scenę z rozstawioną perkusją, za nimi tapeta do videoprojekcji. klub ma jeden korytarz komunikacyjny z barem na początku i końcu. po drodze kilka sal we wnękach. miło. wystrój bez przepychu. architektura szarości, ale czuję się w niej dobrze. około 22 na scenie pojawia się support. phantomsi są posągowi i bezemocjonalni. no może prócz gitarzysty, na którego licu czasem gości uśmiech. przypominają mi niewinnych czarodziei wajdy. basista i klawiszowiec w jednej osobie ma ciemne bryle (gościnny udział szymona małeckiego z rotofobii) to taki rockenrollowy marek hłasko. oldskulowy był też bębniarz, który grał na stojąco. ubrany w jasną, wyjściową koszulę i mega wielkie szyby (albo reflektory, jak kto woli). jego zestaw perkusyjny ograniczony był do minimum, dwa talerze, przejście, werbel i stopa. ta ostatnia nie śpieszna pam… pam… pam pam. osom. wokalista zapięty pod szyję, stonowany z mocnym gardłowym głosem. ale ważne, że emocje pojawiają się po drugiej stronie sceny. i tak też się dzieje. phantomsi grają hipnotycznie i krótko (świetna uwaga &lt;a href="http://szalonydiament.blogspot.com/"&gt;piotrka&lt;/a&gt;). ma to swój urok, bo cały czas czeka się na coś jeszcze bardziej elektryzującego. jestem pod dużym wrażeniem. a już całkowicie nie mogę wyjść z podziwu, nie będę tu oryginalny, z wykonania utworu tytułowego. był wciągający, mimo, że kończył się już dwa razu. powrót do przewodniego motywu za każdym razem był trochę inny, oszałamiający, aż musieliśmy wymienić się wrażeniami, podczas gdy jeszcze trwał. z tyłu za muzykami wizualizacje. warszawa nocą. prosty pomysł. dla marty kadry mogłyby być jeszcze bardziej nieostre. a sceny ukazują po kolei plac bankowy, ukryty pomnik papieża, rozmyte światła, pusty park i ławki, muzyka phantomsów, który na ulicy zapala papierosa, schodzi w dół do metra. absolutny strzał w dziesiątkę. po phantomsach przyszła kolej na the vinal stitches. wydaje mi się, że będzie im trudno konkurować z poprzednikiem. zaczynają bardzo energetycznie. cięższe brzmieniowo, nieodrodne dzieci velvet underground i brudnych lat siedemdziesiątych. za bębnami sam-bam kobitka o jasnych włosach i zapewne ciemnej duszy. podobno perkusiści grają całym ciałem. w sobotę było to widać jak na dłoni. prosty rytm, ale jaka energia i te podrygujące włosy… żywioł tak wielki, że kilka razy musiała ona poprawiać ułożenie swojego instrumentu. gitarzyści o obowiązkowych bokobrodach wyobrazili sobie, że nieźle byłoby tworzyć muzykę nie tylko dla dziewczyn i ten zamiar udał im się w pełni. a ja minionej soboty miałem się tylko spotkać ze znajomymi, a na parkiecie znowu zostawiłem nie małą cześć zdrowia. after party skrojone wybornie poza kilkoma odchyłami w kierunkach brzmień bardziej dyskotekowych. co do całości, powtórzę to, co powiedziałem nad wisłą, gdy po koncercie udaliśmy się tam z częścią znajomych: jeżeli kapela umie wciągnąć grając zarówno wolno jak i szybko, to mnie przekonuje. w sobotę obie kapele grały wciągająco, ale phantoms zaprezentowali szersze spektrum możliwości. nie nużąc przy tym. dla mnie numer jeden. &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-1140689581964356749?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/1140689581964356749/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/czas-sobota-miejsce-obiekt-znaleziony.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/1140689581964356749'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/1140689581964356749'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/czas-sobota-miejsce-obiekt-znaleziony.html' title='phantoms der nacht'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SxQBhZV808I/AAAAAAAAAFg/S5arGg0ChqI/s72-c/phantoms+vinyl+stitches.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-46583503186502525</id><published>2009-11-25T18:17:00.011+01:00</published><updated>2009-11-26T16:51:45.249+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='audycja'/><title type='text'>onodyseja 26 listopada</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;w czwartek będzie o poezji pawła sarny. po tekst znowu zajrzę do &lt;a href="http://www.biuroliterackie.pl/przystan/czytaj.php?site=100&amp;amp;co=txt_3044"&gt;biura literackiego&lt;/a&gt;. „biały ojczeNasz” autora to zbiór wierszy enigmatycznych i wymagających skupienia. podobno są biegunowe w odbiorze – albo jest się za, albo przeciw. nic po środku. wg romana honeta „poeta odsunął się od rówieśników. gdyby nie ta decyzja czy przypadek, niepojęte zrządzenie losu, mógłby zostać kolejnym poetą miasta – zblazowany, niczemu, by się wtedy nie dziwił, może czasem narzekałby, że trzeba chodzić po chodniku zamiast pod chodnikiem.” źródłami podziemnymi jak myślę wprost do ukrytych sadów, w których czasem odstraszam niewidome ptaki. bo prawdziwe słońce i przyroda kompletnie mnie już nie obchodzą. zatem moja osoba posiada cechy zblazowania. może gdybym unosił się 30 cm ponad omawianą powierzchnią, to bym nie był. to zawsze bliżej jedni. zastanawiam się jednak czy paweł sarna jest poetą z miasta, bo drogi, którymi chadza są miększe…&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;„jest zmierzch czerwony pory suchej. noc będzie chłodna. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;widziałaś? chwasty &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;uwiły swe gniazda. coraz więcej kamieni - &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;kamień na kamieniu powija.” z utworu „czerwony, czerwony”  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;&lt;br /&gt;co do muzyki postaram się znaleźć jakieś tereny zielone wśród bzyczenia miejskiej sygnalizacji i wyładowań elektryczności. może kings of caramel, sigur ros… &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/sWiJWLiSKro&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/sWiJWLiSKro&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;powyżej pierwszy utwór sigur ros jaki słyszałem. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;mój brat nazywa go ziewaniem i wyciąganiem się.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-46583503186502525?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/46583503186502525/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/onodyseja-26-listopada.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/46583503186502525'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/46583503186502525'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/onodyseja-26-listopada.html' title='onodyseja 26 listopada'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-9030699644546869733</id><published>2009-11-24T14:02:00.005+01:00</published><updated>2009-12-02T12:28:24.724+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komentarz'/><title type='text'>fabryka dźwięku z muz</title><content type='html'>&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///D:%5CDOCUME%7E1%5CTomasz%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Font Definitions */  @font-face 	{font-family:Tahoma; 	panose-1:2 11 6 4 3 5 4 4 2 4; 	mso-font-charset:238; 	mso-generic-font-family:swiss; 	mso-font-pitch:variable; 	mso-font-signature:1627421319 -2147483648 8 0 66047 0;}  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} span.aktualn1 	{mso-style-name:aktualn1; 	mso-ansi-font-size:9.0pt; 	mso-bidi-font-size:9.0pt; 	font-family:Tahoma; 	mso-ascii-font-family:Tahoma; 	mso-hansi-font-family:Tahoma; 	mso-bidi-font-family:Tahoma; 	color:#999999; 	mso-text-animation:none; 	font-weight:normal; 	text-decoration:none; 	text-underline:none; 	text-decoration:none; 	text-line-through:none;} @page Section1 	{size:612.0pt 792.0pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///D:%5CDOCUME%7E1%5CTomasz%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Font Definitions */  @font-face 	{font-family:Tahoma; 	panose-1:2 11 6 4 3 5 4 4 2 4; 	mso-font-charset:238; 	mso-generic-font-family:swiss; 	mso-font-pitch:variable; 	mso-font-signature:1627421319 -2147483648 8 0 66047 0;}  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} span.aktualn1 	{mso-style-name:aktualn1; 	mso-ansi-font-size:9.0pt; 	mso-bidi-font-size:9.0pt; 	font-family:Tahoma; 	mso-ascii-font-family:Tahoma; 	mso-hansi-font-family:Tahoma; 	mso-bidi-font-family:Tahoma; 	color:#999999; 	mso-text-animation:none; 	font-weight:normal; 	text-decoration:none; 	text-underline:none; 	text-decoration:none; 	text-line-through:none;} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///D:%5CDOCUME%7E1%5CTomasz%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Font Definitions */  @font-face 	{font-family:Tahoma; 	panose-1:2 11 6 4 3 5 4 4 2 4; 	mso-font-charset:238; 	mso-generic-font-family:swiss; 	mso-font-pitch:variable; 	mso-font-signature:1627421319 -2147483648 8 0 66047 0;}  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} span.aktualn1 	{mso-style-name:aktualn1; 	mso-ansi-font-size:9.0pt; 	mso-bidi-font-size:9.0pt; 	font-family:Tahoma; 	mso-ascii-font-family:Tahoma; 	mso-hansi-font-family:Tahoma; 	mso-bidi-font-family:Tahoma; 	color:#999999; 	mso-text-animation:none; 	font-weight:normal; 	text-decoration:none; 	text-underline:none; 	text-decoration:none; 	text-line-through:none;} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 204, 204);font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;na dniach wytwórnia &lt;a href="http://www.fdm.net.pl/esklep.htm"&gt;fabryka dźwięku z muz&lt;/a&gt; rozda swoje płyty na koncertach lub po wysłaniu maila z prośbą o konkretną pozycję z ich katalogu. całkowicie za darmo. koszt przesyłki to 4 zł. manifest antykomercyjny. na facebooku przeczytałem, że ta sama wytwórnia rozda płyty za darmo, ale „jeśli czujemy, że powinno być inaczej, możemy zapłacić &lt;span style=""&gt;dowolną kwotę”. moje oko dziecka podpowiada mi, że manifest traci na wyrazistości. wchodzę na fb i czytam &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 204, 204);font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style=""&gt;jeszcze raz&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 204, 204);font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style=""&gt;, czy się nie pomyliłem. otóż nie. po chwili zastanowienia pytam sam siebie, kto myśli o samobójstwie, mając nadzieję, że może jednak uda mu się robić to co lubi? robert lotyń z, fdm, który wypowiada się za tą ideą, pisze, że każdy z nas, jako dziecko&lt;/span&gt; „&lt;span class="aktualn1"&gt;miał umysł, świeży, otwarty i chłonny, a nie wyrafinowany i zepsuty” i dalej byśmy pamiętali o tym, że „takich ludzi jest nadal wielu i to im należy się szansa”. pisząc szansa ma na myśli obcowanie z dobrą muzyką. Nie wiem jak wyglądałaby moja edukacja muzyczna, gdybym w dzieciństwie otaczał się dźwiękami pokroju zerovy czy &lt;/span&gt;new century classics, ale wiem, że chłonność dziecka zaprowadzała mnie w rejony bardzo grząskie… przyjęcie świata młodymi oczami i słuchem rzeczywiście było czyste, ale pozbawione umiejętności rozpoznania tego, co jest istotne, a co nie. (led zeppelin przeczekało w sklepie prawie dekadę w kolejce za technotronic) inna sprawa, że dźwięki kapel z fdm są karmelowe, ładnie rozprowadzają się po powierzchni ducha, a co, z painkiller lub coil, jako black light district? te chyba już nie. gdybym słuchał ich, jako dziecko stałbym się najprawdopodobniej najmłodszym podróżnikiem do stolicy dla nerwowo chorych. a i to jest przecież muzyka alternatywna(no może bardziej awangardowa), dlatego zgadzam się, z tym, co pobrzmiewa pod rozgoryczeniem artystów (z fdm i nie tylko), że wszystko rozbija się o edukację i właściwe komponowanie muzycznego świata. mainstream wybiera jaskrawość, prostotę (żeby nie powiedzieć prostactwo) i jawne kalki wszystkiego. jak pisze qba popo (jeden z artystów fdm): „&lt;span class="aktualn1"&gt;wypychają do przodu gwiazdy jednego sezonu, cukierkowe śpiewające pochwy, piosenkę o dymaniu w samochodzie czy vasyla i tygrysa, szerząc tępotę.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="aktualn1"  style="font-family:verdana;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color:black;"&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 204, 204);font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;tak sobie myślę, że mainstream to chyba jedyna gałąź biznesu, w której za słabe produkty płacimy (być może) drożej niż za wyroby dobre. to tak jakby za słabej marki wino płacić więcej niż za wino leżakujące kilkadziesiąt lat. jednak utopią byłaby sytuacja, w której każda produkcja alternatywna miałaby być dostępna w wydaniu płytowym. nie każda, bowiem ma wartość. przyjmuje jednak, że te z w/w labelu tak. mimo wszystko fajnie byłoby przebierać tylko w alternatywie, rezygnując z obśmiewania kombi i culture beat (o ile jeszcze istnieją) chyba tak? nie? kończąc pisanie, fajny gest dokonany przez fabrykę muz. po co płyty mają się zmarnować, wobec braku zainteresowania ich dystrybucją ze strony wielkich firm. ale też ostatnie wołanie o bycie zauważonym. desperackie. znów odwołujące się do sumień odbiorców. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;span style=";font-family:verdana;color:black;"  &gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=";font-size:11;color:black;"  &gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-9030699644546869733?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/9030699644546869733/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/fabryka-dzwieku-z-muz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/9030699644546869733'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/9030699644546869733'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/fabryka-dzwieku-z-muz.html' title='fabryka dźwięku z muz'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-3668285728211822080</id><published>2009-11-21T20:17:00.001+01:00</published><updated>2009-11-21T20:28:06.278+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='osobiste'/><title type='text'>linia nr 175</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;mam sen. jestem w autobusie linii 175 na rogu ulic bonifraterskiej i miodowej. jest przed południem, a więc jest jeszcze jasno. kierowca robi niespodziewany manewr. zamiast jechać prosto i później okrążyć stadion polonii w kierunku ulicy konwiktorskiej, skręca przy pomniku ofiar holocaustu. zawraca na trasę, z której właśnie przyjechał. niesamowitości sytuacji dodaje fakt, że moje rzeczy osobiste znajdują się na kilku tylnych fotelach. autobus poza mną i kierowcą jest pusty. dodatkowo wycieram się, stojąc z ręcznikiem w przejściu. zatem wcześniej musiałem wziąć kąpiel lub prysznic. tego jednak nie pamiętam. ani dokąd jadę lub skąd wracam. niemniej jednak coraz bardziej staję się świadomy zaistniałej sytuacji. zaczynam przebierać się coraz bardziej nerwowo. moje ruchy są jednak spowolnione, nie proporcjonalne do stanu podenerwowania, który motywuje do szybkich działań. na następnym przystanku na pewno już czekają ludzie. dlaczego znalazłem się na muranowie? być może, dlatego, że wczoraj postanowiłem sprawdzić wynik meczu stołecznych derbów. po tym jak zobaczyłem opis kolegi na gg: „polonia kaaaa, polonia esssss, polonia zawsze kurwą jest” ale dlaczego jestem na muranowie, a nie na powiślu? to nie mogło być, zatem bezpośrednią przyczyną podróży w te rejony. a jedynie jedną z jej części składowych. a co z dominantą? gdyby autobus trzymał się standardowej trasy, miałbym na przebranie się jeszcze dwa przystanki przed pętlą. wiaty widma, które przeważnie stoją puste. a tak naprzeciwko kościoła bonifratrów na pewno stoją już rozlokowani ludzie. ewidentnie sfera id wystawia mnie na próbę. ale jaki może mieć w tym cel? właśnie zdaje sobie sprawę, że na przystanku ktoś na mnie czeka. od tego czy zdążę się przebrać będą najprawdopodobniej zależały nasze przyszłe relacje. za bardziej złożoną topografią snu kryje się impuls wysłany z podświadomości, że ta osoba cały czas na mnie patrzy. mimo, iż fizycznie (pseudofizycznie) znajduje się cały czas na przystanku. zatem to pewnie kierowca. on wie o wszystkim. zmienił trasę, by skonfrontować mnie z tą niezręczną sytuacją. chce zobaczyć jak z niej wybrnę, bowiem w międzyczasie odczytał moje myśli z całego życia, które dość buńczucznie opowiadały się za nie skrępowaniem ciała. powtarzanymi w wyobraźni manifestami powrotu do natury. zapisanymi w pamięci performanceami pawła altamera, który opuszcza inny środek lokomocji blisko lasu, a idąc ścieżką w jego głąb zdejmuje z siebie całą garderobę. zatem we śnie jestem jeszcze większym ekshibicjonistą niż on. poza tym mam już drugą cześć składową sennej etymologii. przez chwilę zastanawiam się czy kierowca nie jest sterowany przez osobę, która mnie oczekuje. co wyklucza jego emocjonalny udział. próbuje sobie przypomnieć czy widziałem wyraz jego twarzy. ale zlała się ona idealnie z wnętrzem autobusu. mogłaby być lusterkiem lub proporczykiem powieszonym na tle szyby. a jednak pamiętam, że raz odwróciła się. na chwilę przed skrętem rysował się na niej śmiech, ale nie zastanawiałem się nad nim. zresztą nie było czasu. w krótkich migawkach miałem przeświadczenie, że jego twarz, a także twarze innych ludzi przetasowują się jak talie kart. działo się to w momencie, gdy na nie, nie patrzyłem. gdy odwracałem się do nich zatrzymywały się, były już niezmienne. to nie była jednak stabilność, w każdej z nich widziałem tłum. zmieniały się tak, jakby ukryty w ich szyjach mechanizm światowida, na każdą z pór roku zepsuł się, kręcąc się w szybszym tempie.  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;tuż przed przystankiem muranowska zaczęło się robić coraz jaśniej. projekcja zaczęła blaknąć, aż zobaczyłem intensywną biel. pętla jak pokój. kadry powiesiły się. podsumowanie. nie wiem, kim była osoba czekająca na przystanku. najprawdopodobniej sferę id reprezentował  kierowca, pozwalając mi na kąpiel w autobusie. w tym celu wyłączył superego, aż do momentu skonfrontowania intymności z okiem innych ludzi. chciał wystawić moje ego na agorze przystanku. wniosek. tłum zadziałał jak budzik. udało mu się przerwać sen przed godziną dwunastą w sobotę. wybudzenie, które przerwało cykl może świadczyć na niekorzyść mojej koncepcji nagości. a być może obroniło ją przed koniecznością bezowocnego odpierania zarzutów, które w tej chwili przychodzą mi do głowy, gdy pociągam mój sen dalej. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-3668285728211822080?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/3668285728211822080/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/linia-nr-175.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/3668285728211822080'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/3668285728211822080'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/linia-nr-175.html' title='linia nr 175'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-4866606491176523047</id><published>2009-11-21T02:40:00.010+01:00</published><updated>2009-11-21T03:02:35.163+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>white rainbow - new clouds</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SwdHX6IpDMI/AAAAAAAAAFY/cJDqKTuWBws/s1600/new+clouds.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SwdHX6IpDMI/AAAAAAAAAFY/cJDqKTuWBws/s200/new+clouds.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5406368353749634242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///D:%5CDOCUME%7E1%5CTomasz%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="color:black;"&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 204, 204);font-family:verdana;font-size:78%;"  &gt;skupiam się na najprostszych czynnościach. mam dużo czasu i przeczucie, że za oknem stanęła całkiem udana makieta sawanny. przecieram ze zdumienia uszy i widzę afrykański pejzaż. pojedyncze drzewa przypominają pogarbione żyrafy z głowami utkwionymi w sadzawce zachodzącego słońca. dodam, że powietrze ma kolor czerwony. temperatura, choć zbliża się wieczór jest stabilna. czuję się jak w wannie z letnią wodą. w tym kolorze, co niebo. słychać świerszcze. pod jednym z drzew grupa ludzi rozpaliła ognisko i zaczęła grać na bębnach. to tylko wydobycie rytmu przyrody w ich sprawnych rękach. na tle tego wszystkiego pojawiają się męskie wokalizy, wzięte jakby z innego świata. staje się jasne, że w pobliżu jest jakieś źródło. to ono niesie echo. komasuje je. nagle odkrywam, że jestem świadkiem obrzędu jednego z koczowniczych plemion afryki, oglądając je z wnętrza jakiejś groty. a może to ukryte miejsce nowego kultu, którego pole siłowe jakimś dziwnym trafem udało mi się przejść. tak te dźwięki jakoś nie chcą do końca zdradzić swojego pochodzenia. lecz jeżeli będę cicho mam szansę doświadczyć objawień świetlistych istot o kształcie motyli. żywych fajerwerków. słuchając tej muzyki mam wrażenie, że jestem narratorem uczestniczącym, ale zachowującym status nietykalności i emocjonalny immunitet. na moich oczach zachodzą dziwne przemiany, chociaż forma tej muzyki jest bardzo powtarzalna, to jest dziwnie inna. rozwija się w sensie niemalże biologicznym. niczym dźwiękowe „genesis z ducha” ku przejawom bardziej doskonałym. samoszlifujący się dźwięk. no może nie samo, ale dyrygowany czarodziejską różdżką w studiu wyobraźni adama forknera. spędzam kolejny wieczór z tą muzyką. dochodzę do wniosku, że „white rainbow” opowiada się za zharmonizowanym porządkiem świata w duchu jakiejś wyższej obrzędowości. natura i wewnętrzna morficzność. powszedniość metafizyczna? łakomy kąsek dla szukających inspiracji w monotonii i powtarzalności świata. niczym duchowa dobudówka, dodatkowe pomieszczenie dla wyobraźni. mantrowość utrzymująca odpowiedni poziom endorfin we krwi. homeostaza molekuł emocji. white rainbow jest trochę jak terapia za pomocą sztuki. przypomina, że powtarzalność też może być inspirująca. jestem w trakcie zaludniania tej przestrzeni sobą. robię to z powodzeniem od kilku dni. właśnie zaczynam rozmowy na temat importu nowych chmur prosto z oryginalnej biblijnej oferty przekazanej mi przez wysłanników izajasza.&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-4866606491176523047?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/4866606491176523047/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/normal-0-21-false-false-false_21.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/4866606491176523047'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/4866606491176523047'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/normal-0-21-false-false-false_21.html' title='white rainbow - new clouds'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SwdHX6IpDMI/AAAAAAAAAFY/cJDqKTuWBws/s72-c/new+clouds.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-8471333313721813291</id><published>2009-11-19T11:43:00.013+01:00</published><updated>2009-11-21T03:03:36.638+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='audycja'/><title type='text'>onodyseja 19 listopada</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;dzisiejsza onodyseja będzie wydłużona o dodatkową godzinę i zacznie się o 22.00. wszystko w związku z niespodziewanym wyjściem tadka staniszewskiego, którego uszy wyobraźni poprowadzą na tajemniczy koncert... zaczniemy od długiej eterycznej kąpieli. będzie to "white rainbow". nieśpieszny i nieinwazyjny ambient. babie lato przesunięte na okres zimowy, listopadowa inkubacja latawcy-dmuchawcy. prócz tego trzy utwory darkwavewowego efemer z najnowszego albumu, w całości do ściągnięcia &lt;a href="http://cutthroat66.wordpress.com/2009/11/13/i-really-like-efemer/"&gt;stąd&lt;/a&gt;. dwa tygodnie temu byłem świadkiem ich legionowskiego koncertu na białych krzesłach. na scenie też było biało i enigmatycznie. poza tym chciałbym przekonać was do robienia tego, co najbardziej mnie wciąga, tzn.: obserwowania zawekowanego zimowego koncentratu przez ciepłe okno pokoju, studia czy pociągu... w towarzystwie muzyki helios. ponadto w audycji będzie do wygrania jedno podwójne zaproszenie na przegląd filmów dokumentalnych członka loży szyderców oscarowej akademii czyli marcela łozińskiego. to przy okazji &lt;span style="line-height: 150%;"&gt;festiwalu grand off - światowych nagród dla filmów niezależnych, &lt;/span&gt;który odbędzie sie w &lt;a href="http://www.kinoluna.pl/"&gt;kinie luna&lt;/a&gt; między 19 a 21 listopada. a ja postaram się sporządzić jeszcze prywatny spacerownik po miejscach w warszawie, które są animowane przez anonimowych ludzi jak i grupy bardziej zorganizowane. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.myspace.com/efemerband"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 396px; height: 166px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SwUsUkDHC2I/AAAAAAAAAFA/9cMdx2q6JkY/s400/efemer.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405775659513875298" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-8471333313721813291?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/8471333313721813291/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/dzisiejsza-onodyseja-bedzie-wyduzona-o.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/8471333313721813291'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/8471333313721813291'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/dzisiejsza-onodyseja-bedzie-wyduzona-o.html' title='onodyseja 19 listopada'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SwUsUkDHC2I/AAAAAAAAAFA/9cMdx2q6JkY/s72-c/efemer.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-2727782160986068938</id><published>2009-11-19T11:33:00.025+01:00</published><updated>2009-12-02T12:30:08.345+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>po stronie negatywnej października</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SwUfSDUYoiI/AAAAAAAAAEw/6-QK_FcJSIg/s1600/october+rust.jpeg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 143px; height: 143px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SwUfSDUYoiI/AAAAAAAAAEw/6-QK_FcJSIg/s320/october+rust.jpeg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405761322717061666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///D:%5CDOCUME%7E1%5CTomasz%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;/div&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///D:%5CDOCUME%7E1%5CTomasz%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;/p&gt;&lt;p  style="text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;type o’ negative publikuje się po raz kolejny wraz z albumem „october rust”. czasem zdarza mi się, że dawno niesłyszana płyta ożywa, łapie drugi oddech. pamiętam „summer breeze” i to, z jaką łatwością otwierała ona przede mną wszelkie pokoje rozkoszy ziemskich, pełne niezbędnych rekwizytów jak poruszające się zasłony, ukryte w każdym zakamarku świece (to już z „love you to death” otwierającego omawiany album) no i oczywiście to, za czym do owego pokoju przybyli skuszeni mężczyźni – zapachu kobiecego ciała. „devil music next door” tym wersem peter steel umiał mnie przekonać, że jego apartament, dzielnica, a nawet miasto żyje w całości mroczną muzyką. pamiętam recepcję perfumowanych, ciężkich brzmień w połowie lat dziewięćdziesiątych. setki klimatycznych kapel wyrastały jak grzyby po deszczu kopiując tiamat z kolejną odsłoną „clouds”. anathema sięgała po gitary akustyczne przyznając się do fascynacji pink floyd, aaron stainthorpe był na etapie porzucania staroangielskiej poezji, ale zanim się to stało powstał dla mnie jeden z najlepszych doom metalowych albumów tzn.: „like gods of the sun”. mrok i konfuzje erotyczne w tekstach. peter steel na tle wspomnianych wokalistów wypadał najmniej przekonująco. nie mam tu na myśli predyspozycji czysto fizycznych – wybrany mężczyzną sierpnia w żeńskim wydaniu playboya mógł stawać w szranki z niejednym samcem w kategoriach urody i potencji (tego drugiego zwłaszcza). posiadał inną wrażliwość – czytaj samczą. a emblematy jak i ubiór, jego, a także pozostałych członków zespołu odstawały nieco od gotycko-romantycznego wizerunku wymienionych wcześniej. zresztą type to kapela ze stanów, a mierzyła się przecież z przedstawicielami starego kontynentu. a w dwóch przypadkach ze spadkobiercami teatru elżbietańskiego. to, co jednak udało im się wcześniej przemycić do muzyki, to nieskrępowanie i doza luzu, którego wtedy brakowało w muzyce europejczyków. nie od razu było to jednak takie oczywiste. patrząc chociażby na teledysk „christian woman”, gdzie instrumenty muzyków uczepione były łańcuchów, a maniera wokalna i emfaza, z jaką do swych erotycznych wizji bardziej, niż do wizji bohaterki utworu przekonywał steel budziły nieskrępowany śmiech. oczywiście na początku wszystko było poważne. w tym reakcje młodych adeptów stawiających pierwsze romantyczne kroki. ciekawostką i zarazem rzeczą nierzadką w twórczości type o’ negative jet to, że końcówka utworu, w której steel śpiewa „jesus christ looks like me” ma swoje odzwierciedlenie w autentycznym epizodzie z ulicy. któregoś dnia zagadnięty przez przypadkową kobietę, że wygląda jak jesus chrystus odpowiedział z przekorą, że to jesus chrystus wygląda jak on. to tyle na temat skromności petera steela. pozostaje jeszcze kwestia głosu. umiejętnościami bezsprzecznie góruje on nad wyżej wymienionymi wokalistami. nie wiem czy nie przesadzę, ale jest on chyba jednym z najlepszych wokalistów w tym gatunku. miało być o „october rust” a większość kwestii muzycznych dotyczyła albumu „bloody kisses”. na swoje usprawiedliwienie napiszę tylko, że dla mnie te płyty są niemalże nierozerwalne ze względu na poruszaną tematykę jak i koncepcję artystyczną. jednak krążkiem, który nie opuszcza mojego odtwarzacza od kilku dni, tuż po supremacji karpat magicznych jest właśnie „october rust”. tylko do „my girlfriend’s girlfriend” pożyczam sobie okładkę z poprzedniej płyty. dlaczego? ten aspekt pozostawiam do samoistnego odkrycia…&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;/div&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-2727782160986068938?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/2727782160986068938/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/normal-0-21-false-false-false.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/2727782160986068938'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/2727782160986068938'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/normal-0-21-false-false-false.html' title='po stronie negatywnej października'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SwUfSDUYoiI/AAAAAAAAAEw/6-QK_FcJSIg/s72-c/october+rust.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-8121079602906062216</id><published>2009-11-12T17:48:00.005+01:00</published><updated>2009-11-21T03:05:22.894+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='audycja'/><title type='text'>onodyseja goes indie 12 listopada</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;pozwoliłem sobie zacytować w nieco zmienionej formie moich przyjaciół z &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: verdana;" href="http://www.sundayatdevildirt.blogspot.com/"&gt;sunday at devil dirt&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;,&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt; którzy pod tym szyldem poprowadzą dzisiejszą audycję w moim zastępstwie (a dokładnie sunday goes indie). a wszystko to przez niedyspozycję, związana z chorobą, która trwa już od tygodnia. zatem sunday urodzi się dzisiaj wieczorem, po raz kolejny, tym razem w łonie onodysei. z rozmów prenatalnych wiem, że będzie to twór wyrodny i perwersyjny. więcej informacji znajdziecie na stronie z odnośnikiem. a ja czekając na ich wybryki zastanawiam się czy można dopuścić się większej perwersji, mezaliansu stylistycznego od tego, którego dopuściłem się dzisiaj zamieszczając na playliście IX equilibrium emperor z moon safari air. keep radio evil &amp;amp; stay brutal. usłyszę, usłyszymy już po 23.00. zapraszam &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-8121079602906062216?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/8121079602906062216/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/onodyseja-goes-indie-12-listopada.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/8121079602906062216'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/8121079602906062216'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/onodyseja-goes-indie-12-listopada.html' title='onodyseja goes indie 12 listopada'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-7866477980909275415</id><published>2009-11-12T13:50:00.012+01:00</published><updated>2009-11-21T03:06:01.237+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>equilibrium mariusz więcek</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SvwG3ZKIEvI/AAAAAAAAAEo/3tP0zDTleNw/s1600-h/book37.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 213px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SvwG3ZKIEvI/AAAAAAAAAEo/3tP0zDTleNw/s320/book37.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5403201201653682930" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;mariusz więcek obserwuje scenę, z dwoma, ubranymi w długie, czarne płaszcze mężczyznami. jeden z nich zasłonięty książką czyta: „jestem nędzarzem/ posiadam tylko marzenia/ rozsiałem je u twoich stóp/ stąpaj lekko, gdyż stąpasz po moich marzeniach”. czytający jest na muszce górującego nad nim drugiego mężczyzny. pada strzał. tomik yeatsa, choć pokaźny nie zatrzymuje kuli… literalna parafraza tej sceny pojawia się w otwierającym książkę wierszu wspomnianego obserwatora. tytuł „equilibrium”, bo o nim mowa posłużył również za nazwę tomiku poetyckiego. nie ma w nim jednak &lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;ścisłych kalek  filmowych, ani &lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;odwołań do wyżej przywołanego poety. wyobraźnia więcka jest ośmielona, jak niegdyś zauważył pisząc o twórczości romana honeta, marian stala. mieni się dużą swobodą i plastyką obrazowania wspartą technikami „creative writing”. kreacjonizm twórcy „słów na wolności” subtelnie rozbiera erotykę z obyczajowych uprzedzeń, robi seanse spirytystyczne z duchem ojca, ożywia zabawki w dziecięcym pokoju. na samym początku pisałem o wziętym ze sceny filmu, ale odmienionym poetycko motywie książki. tutaj zakłada on pojawienie się biblii w miejsce poezji irlandzkiego poety, a strzał zostaje zatrzymany w jej wnętrzu. oczywiście teoretycznie, domniemanie. uratowane w ten sposób życie  bohatera lirycznego sprawia, że teraz on jak niegdyś trzymana przez niego w kieszeni miniaturowa księga trafi do kieszeni boga. swoboda kreacji objawia się tu w nieskrępowanej „new ageowej” konwencji – ja liryczne i bóg odwróceni do siebie plecami przypominają „dwoje ninja/ otoczonych przez wrogów…/ on rzuca pierwszy shuriken/ betlejemską gwiazdę”. przejawów nietuzinkowych naddatków słownych jest tu więcej, np.: „moje ciało jest wytrychem/, który ostrożnie obraca się w zamku/ jej snu próbuje go otworzyć” – to opis próby wcielenia się w odczucia męża wirginii woolf, który z kolei stara się zrozumieć ją samą. przykład z innego wiersza: „na niebie wielki meteoryt/ porwany wiatrem parasol algidy”. którego nie udało się utrzymać panu wacie – sprzedawcy waty cukrowej, a jakże by inaczej. w „pluszakomorfozach” ja liryczne pyta ożywionego pluszowego misia „czy w tobie/ plusz też stwardniał pod naporem życia?”. pora na inspiracje erotyczne. utwór „doświadczenie” jest zawoalowanym opisem miłosnego cyklu. począwszy od pobudzenia, poprzez specyficzną pracę słów i ciała „moje słowo wsuwa się w ciebie puste/ a wysuwa pełne ciało wsuwa się/ pełne i wysuwa bez słowa które już nie staje się ciałem” aż do próby skroplenia tego przeżycia. akt jest pełny, a miłość widzialna, jak przystało na czasy, w których żyjemy. obopólne ja tego seksualnego klipu dostarcza namacalne dowody swego uczucia. w robieniu poezji, czy miłości nie przeszkadza mainstream, filmy klasy b czy brak gustu patrzących. a jednak nie do końca, bowiem w „pluszakomorfozach” bohater liryczny wynurza się, ze swojej przemiany „kiedyś mówiłem pan bóg szczęście miłość/ a teraz pan jezus to jest jakiś obcy pan, który odpowiada pomidor na wszystkie moje modlitwy/ miłość jest idealnym zakończeniem filmów klasy b/ a szczęście istniało tylko na zaginionej atlantydzie/ dzieciństwa gdzie rządziła dynastia muminków” duchowa dychotomia? wcześniej radość z seksu (całkiem udanego) teraz melancholia pod wpływem boskiej ironii, wypowiadana do... pluszowego misia, no dobrze, do odbiorców, niemniej jednak w obecności misia.  ciekawie ujęty, ale utarty nieco motyw, bo pojawił się już, chociażby w liryce tadeusza dąbrowskiego. podejmuje temat obracającego się w gruzy kidilandu, twarzy zapinanej na guziki oczu (to z innego poety, ale nawiązuje do końcówki wiersza). wszystko to już było co, nie znaczy, że nie można zrobić tego jeszce raz. udany raz. zawartość „equilibrium” opiera się na bardzo wizualnej poetyce, zrobionej z dobrze zmontowanych kadrów panoramiczno-prozodycznych. jej małe, zmysłowo-refleksyjne fabuły, żyją na tle starych i nowych rzeczy, które poeta z powodzeniem nagina niczym neo łyżeczkę dla swoich potrzeb i celów.  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-7866477980909275415?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/7866477980909275415/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/mariusz-wiecek-obserwuje-scene-z-dwoma.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/7866477980909275415'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/7866477980909275415'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/mariusz-wiecek-obserwuje-scene-z-dwoma.html' title='equilibrium mariusz więcek'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SvwG3ZKIEvI/AAAAAAAAAEo/3tP0zDTleNw/s72-c/book37.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-591602394982681171</id><published>2009-11-11T18:43:00.008+01:00</published><updated>2009-11-21T03:06:43.350+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='esej'/><title type='text'>metafizyczny (nie)pokój</title><content type='html'>&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link style="font-family: verdana;" rel="File-List" href="file:///D:%5CDOCUME%7E1%5CTomasz%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;p class="MsoNormal"  style="text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;na ścianie nowy szyld. absencja z powodu raka bieli. czy jedziesz na pragę? mam dużo miejsca w głowie. zastanawiam się, czy nie poszerzyć dzisiaj zespołu zachowań w gorączce. odtwarzając w pamięci podróż ulicą targową widzę pająka chodzącego po fasadzie. wtyczkę do jednego z tamtejszych gniazd. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"  style="text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;bloki skusiły skacząc przez skakankę horyzontu. koniec gry. centymetry uczuć nie zdołały wypełnić całych kadrów. trzeba będzie je zamalować jakimś neutralnym kolorem… deszcz i jego brak jest zdrowy. to się nazywa obiektywizm przyrodniczo-poznawczy. mijam strefę, gdzie nie trzeba mieć romantycznych skłonności. wyłącznie mieszane, zapięte na ostatni tramwaj, na suwak szyn. to, że idę agrykolą po zmierzchu wśród gazowych słoneczników nie oznacza, że rozczulam się. szukam rzeczy zgubionych, pilnuję resztek, których nie zjadł dzień. jestem hitlerem poezji, einsteinem teatru śmierci, dumasem inżynierii produkcji chmur. mam chęć dorobić klucze do każdego samochodu, mieszkania i miasta. co noc chcę być gościem każdej kuchni, cukierni i plantacji słodkich wełen. rzeczywistość należy ogłuszyć twardą metaforą, pogrzebaczem, a następnie zdjąć z niej linie papilarne i sprawdzić czy pokrywa się, chociaż w części ze światem odtworzonym wewnątrz... wszystko jest marketingiem, który chce kupić nieśmiałość i niezdecydowanie. oprócz fizjologii zastanawiam się, ilu rzeczy jestem pewien. czy może robię coś i czekam na kolejną planszę, rozwój lub rozstrój zdarzeń. najlepiej przygotować sobie koła ratunkowe i rzucać je pod każdą nową myśl. wynaleźć plastry na zadrapania ducha... absencja. aberracja woli. kołtuny połączeń nerwowych. trzymam za słowo osobę, której status ustaliła moja wyobraźnia, wykupując naddatki powierzchni gazowej w ośrodkach centralnych. trzymam się sali wykładowej duszy, w której panicznie rozwijam nić ariadny, aby dotrzeć do bezpiecznych drzwi. gdzie jest minotaur jej ciała? freudowskie żyły przypominają korytarz – to ja decyduję o ilości krwi, jaka zasili salę uciech. w akwarium węgorz natręctw i mgławice pomniejszych ryb, które wchuchują niezbędny tlen. urządzam szklaną miednicę dla  potrzeb naszych mózgów. dla potrzeb eksperymentu natnę obie z podstaw czaszki, by unieść górną kość… podejdziemy do akwenu. wyłożymy mózgi w specjalnie przygotowanych myślonariach. doświadczamy euforycznych wyładowań impulsów we wspólnym płynie, płynącym kraterami kory mózgowej. płciowa podróż przekazów szyszynki. kolorowe odrzuty elektronów, które będą wysiadywać nasze połączone powłoki walencyjne. dalej już tylko odpowiednie dać rzeczy słowo. frazę, która zrobi z materią dokładnie to, co opisuję. zacznie zbliżać się, przywrze, ugłaszcze, ochucha, wysiedzi… urodzi.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"  style="text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:78%;"  &gt;jesteśmy na pradze. w małym szpitalu nastrojów. „– postaram się tu jeszcze być jak będziesz w toalecie”. postaram się dokładniej przywiązać nić, żeby następnym razem bezpiecznie wrócić - odpowiadam.&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-591602394982681171?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/591602394982681171/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/metafizyczny-pokoj.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/591602394982681171'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/591602394982681171'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/metafizyczny-pokoj.html' title='metafizyczny (nie)pokój'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-5118076519128691338</id><published>2009-11-06T02:21:00.014+01:00</published><updated>2009-11-21T03:07:46.194+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>zaduszki filmowe</title><content type='html'>&lt;div  style="text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;dzień zaduszny. kino luna. bilety po pięć złotych. głos prezenterki radiowej mówi o  filmie "persona non grata". są w nim jakieś pęknięcia fabularne, ale jednocześnie ciekawa kreacja głównego bohatera. niebagatelna rola zmarłego niedawno zbigniewa zapasiewicza. a więc nabieram ochoty. trochę przeoczyłem ten film, mimo iż poprzedni obraz tego reżysera zrobił na mnie nie małe wrażenie. jeżeli chodzi o "personę..." tytuł łącznie z nazwiskiem reżysera podpowiadał mi wątki nośne trzydzieści lat temu wraz z kinem moralnego niepokoju. ważnym, problematycznie cały czas nie zamkniętym, ale być może jałowym jeżeli chodzi o nowe przejawy rzeczywistości. ale jesteśmy na sali. oprócz mnie dwóch kolegów. gaśnie światło. pojawia się wiktor, postać grana przez zapasiewicza. gra zbyt teatralnie. mam wrażenie, że jeszcze kadr, a poślizgnie się na scenicznej pozie. na szczęście, krótkie i w porę ucinane klatki, ukrywają jak dla mnie zbyt akademicki wykład z natury emocji, ala zapasiewicz - nauczyciel. tak odbieram początek filmu. postać ambasadora, którą gra ma być złożona wewnętrznie. szlachetny intelektualista, dysponujący artystycznym wnętrzem, wiarą w człowieka i...&lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt; skłonnościami do alkoholu&lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;. jest tu ciekawa scena z zaproszonym na placówkę młodym konsulem. na stwierdzenie, że wiele się zmieniło w systemie w stosunku do lat wcześniejszych, ambasador odpowiada, że tylko pozornie, bowiem jego kandydatura na stanowisko konsula powinna przebiegać zgodnie z nową procedurą, a nie za jego protekcją. zakładając, że jest więcej zdolnych jak młody konsul, to jakie kryteria powinny decydować zatem o zatrudnieniu? tego pytania film zanussiego nie zadaje. postać ambasadora to przykład osobowości, która umie połączyć dążenia społecznikowskie, świadomość przewagi własnego zdania z uczuciami. zatem jest bardziej kompletny niż bohater "ludzi bezdomnych", ale i zajęcie ma inne. gdyby nie cięty dowcip, ocierający się czasami o sarkazm, głównie wobec swojego zastępcy, byłego esbeka, wspomnianej skłonności do alkoholu, która rzuca cień na wykonywaną pracę, postać wiktora nosiłaby nieposzlakowany rys intelektualnego altruisty i poczciwca. na szczęście nie jest tak prosto. ciekawą kreację stworzył tu jerzy stuhr. nie nachalną i charakterystyczną. posiadającą więcej niż jedną twarz, z których ta druga jest niekoniecznie gorsza. w przeszłości esbek obecnie urzędnik państwowy z budzącym się czasem sumieniem. dobrze urządzony, były funkcjonariusz aparatu państwowego, który wykorzystuje swe koneksje i układy z miejscowymi. sporadycznie oczyszcza swą duszę małymi, przydatnymi uczynkami. w ciekawym świetle przedstawione są również relacje wiktora z przyjacielem z rosji. w nim, a właściwie w jego przeszłości, która przed laty związała się z losami żony wiktora, być może bardziej należałoby upatrywać alkoholowego problemu bohatera. wyjaśnieniu zamierzchłej  relacji ma służyć między innymi ich spotkanie po latach. wcześniej właśnie tę informację próbuje on wyciągnąć od zaznajomionego księdza. później samego olega. konfrontacja tych dwóch służy do poruszenia kwestii polsko-rosyjskich. wypada to trochę na zasadzie, ja służę ideałom, a ty nie, co spotyka się to ripostą: ideały psują interesy i nikt się nie bogaci - to słowa rosjanina. polak zarzuca mu dwuznaczność stosunku do solidarności i donosicielstwo, co nie przeszkadza mu w przeszukaniu płaszcza przyjaciela, gdy ten wychodzi do toalety. w kieszeni bowiem schował on jedną część zdjęcia, którą przyniósł jako prezent, ale obrażony zmienił zdanie. była to podpucha, która miała pokazać, że oskarżyciel stosuje te same metody. na co tamten odpowiada, że postąpił tak, gdyż został sprowokowany. nie naciągana za bardzo, w sumie ciekawa jest podróż bohatera w piżamie za duchem małżonki, która odbywa się przez miasto do portu. film nasączony jest dużo większą ilością wątków, również takimi, które całkiem umiejętnie budują fałszywe tropy, nie sięgając zarazem po niepotrzebną sensację. koniec seansu. przy wyjściu dzielimy się refleksjami na temat filmu. żałujemy, że motyw z mafią i przemytem broni nie został rozwinięty. żartujemy. jesteśmy całkiem usatysfakcjonowani przed podróżą na ulicę waliców do 70-tki...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-5118076519128691338?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/5118076519128691338/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/zaduszki-filmowe.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/5118076519128691338'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/5118076519128691338'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/zaduszki-filmowe.html' title='zaduszki filmowe'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-8055612765386339990</id><published>2009-11-04T01:16:00.014+01:00</published><updated>2009-11-21T03:08:44.174+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='esej'/><title type='text'>bezinteresowna przestrzeń miejska</title><content type='html'>&lt;a style="font-family: verdana;" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SvDKC6dPYUI/AAAAAAAAAEQ/VO8PJrga32Q/s1600-h/wyspa+2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 282px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SvDKC6dPYUI/AAAAAAAAAEQ/VO8PJrga32Q/s400/wyspa+2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5400038104617673026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify; font-family: georgia;"&gt;&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;umyłem się. aby utrzymać ciepłotę ciała musiałem jeszcze coś zjeść. cała restauracja była pusta. parter i piętro. właściciele rozmawiali po chińsku, oglądając polską telewizję. przez okno plac konstytucji. zapuszczony basen z drzewami, rynny ulic ze sporadycznie spływającą komunikacją miejską. jest za kwadrans dwudziesta. stoły są na wysokości foteli. jestem, o co najmniej dwie długości od drugiej strony lustra. czekam na danie. pisklę w skorupce z ciasta, kopiec z białych ziaren i surówka. chińskie restauracje są zawsze zadymione. zupełnie jakby były pozbawione wentylacji, a nawet, jeżeli kryje się ona we wnętrzu, to z czystej oszczędności jest wyłączona. dlatego przeniosłem się na pierwsze piętro. siedzę przy otwartym oknie. morning after… no właśnie. po czym? czasem dopiero pod koniec dnia mam wrażenie, że osiągam stadium właściwe przebudzeniu. jestem w miarę spokojny i pogodzony z sobą. to, czego nie zrobiłem odkłada się jak elektronowa dokumentacja w archiwum pamięci krótkotrwałej. jest lekkie jak 1 kilobajt na organicznym dysku twardym. myślę bez konieczności transplantacji organów autokorekty i autocenzury. zatem budzę się właściwie teraz. na poziomie pierwszym. po jedzeniu zejdę o level niżej. później na minus pierwsze, by wyłapać wszystkie piwniczne ptaki z akwarium ziemi i w końcu zająć się bezpieczną uprawą drzew owocowych na trudnym gruncie z sadzy. patrząc na ulicę, przypominam sobie projekt, który w długim lub niedługim czasie obejmie zabudowę placu konstytucji. rzecz dotyczy przemiany asfaltowego gniazda dla samochodów w samym centrum placu w bezinteresowną przestrzeń miejską. w przyszłości przybierze ona kształt zakrytego skweru przeznaczonego dla spotkań i wymiany myśli. wnętrze kopuły ma ulec animacji zgodnie z fantazmatem &lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;mechaników od &lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;małej i dużej architektury.&lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:85%;"  &gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SvDIYroFoVI/AAAAAAAAAEI/yYXX0FfAMjU/s1600-h/bezinteresowna+wyspa.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 283px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SvDIYroFoVI/AAAAAAAAAEI/yYXX0FfAMjU/s400/bezinteresowna+wyspa.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5400036279570506066" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;ma się dokonać symbioza roślinna wielu gatunków, w tym także egzotycznych z wodnymi kaskadami. a także liczne przeszczepy ławek dla osób w nastrojach przysiadalnych bądź nie. choć zadaszona, chłodzona latem i ogrzewana zimą, ma nie mieć nic wspólnego z komercyjnymi wnętrzami centrów handlowych. ponadto ma być zbudowana z ekologicznych materiałów i energetycznie samowystarczalna – będzie pobierać energię z gruntu i z przetworzonych odrzutów ciepłego powietrza z tunelu metra. parking zostanie ukryty pod jej konstrukcją z drewna, gliny i ziemi, a także rozplenioną wszędzie roślinnością. obawa, że stanie się dużym studiem amatorów zdjęć na potrzeby grona, bristolową camerą obscura dla dzieci pudru i drogich torebek ometkowanych antykonsumpcyjnym przesłaniem, przegrywa z chęcią ujrzenia jej w całej okrasie. dla mnie kreuje się ona, jako duchowy przytułek dla wszelkiej maści pasterzy ptaków, estetów i programistów mentalnych haremów, poetycznych rewolwerowców, nosicieli wirusów kreacji, koneserów powietrza, slumerów przestrzeni solarno-lunarnych i wszystkich innych, o podobnym kodzie genetyki surrealnej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-8055612765386339990?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/8055612765386339990/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/bezinteresowna-przestrzen-miejska.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/8055612765386339990'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/8055612765386339990'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/11/bezinteresowna-przestrzen-miejska.html' title='bezinteresowna przestrzeń miejska'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SvDKC6dPYUI/AAAAAAAAAEQ/VO8PJrga32Q/s72-c/wyspa+2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-3304430876110062288</id><published>2009-10-28T22:26:00.019+01:00</published><updated>2009-11-21T03:09:29.715+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='audycja'/><title type='text'>falstart onodysei z jarkiem kaczmarkiem</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;przedwczoraj pisałem, że już w najbliższy czwartek tj 29.10.09 postaram się przekonać mojego gościa, aby opowiedział na antenie, co najmniej jedną z erotycznych bajek jaka składa się na projekt "departamentu poszukiwań rozkoszy doskonałej".&lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt; do spotkania nie doszło z przyczyn niezależnych. mam nadzieję jednak, że stanie się ono realne w niedługim czasie.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;po krótce, jarek kaczmarek jest opowiadaczem - tzn. na co dzień para się tą profesją, jak o niej mówi: "w dzisiejszym świecie nową, a zarazem starą jak świat". jest członkiem i współzałożycielem grupy "studnia o", która zajmuje się zawodowym opowiadaniem bajek dla dorosłych i dzieci, historii zasłyszanych i autorskich. i jak się okazuje na tego typu działalność jest duże zapotrzebowanie, dlatego wraz z upływem czasu stało się ono dla niego i jego kolegów stałym zawodem. sam kaczmarek pisał kiedyś o innych, teraz inni piszą o nim. &lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;jeżeli nasze spotkanie dojdzie do skutku mam nadzieję, że uda mi się przełamać barierę, którą opowiadanie w typowych dla siebie warunkach (otwartym audytorium) przekracza na samym wstępie, tzn. barierę nagłośnienia i mówienia do jednej osoby. (ewentualnie do ściany z radiowymi informacjami). tym bardziej, że jak mówi sam artysta, w wywiadzie udzielonym dla marty chowaniec z ngo.pl  "niezwykle ważna jest interakcja z publicznością. z&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;wykle nie ma żadnych barier typu nagłośnienie i scena. wzbudza się emocje, uwrażliwia paradoksalnie zmysł smaku i węchu. tworzy się atmosferę spotkania, a nie widowiska&lt;/span&gt;".&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt; w warunkach studyjnych może oznaczać to większe stonowanie przekazu, kameralność, ale nie zapeszajmy. obecnie jarek kaczmarek pracuje nad "festiwalem sztuki opowiadania" w instytucie teatralnym, dla którego przygotował opowieść o garrinchy - legendzie futbolu. czyli samba, piłka, erotyka (znów) i śmierć. na co dzień poszukuje kamienia "opowieści współczesnej" tzn. źródeł tradycyjnych form opowiadania z tematyką dotykającą współczesnej wyobraźni. (stąd chyba motyw garrinchy - sic!)&lt;br /&gt;jeżeli chodzi o warstwę muzyczną, to w audycji mogliście usłyszeć utwory z niżej recenzowanej płyty, a więc "euscorpious carpathicus". tak na marginesie jej nazwa odnosi się do jedynego gatunku skorpiona, który możecie spotkać w karpatach właśnie. niekoniecznie magicznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;nota uzupełniająca:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;w opowiadaczy we wczorajszej audycji wcielili się: bartosz waglewski i grzegorz kaźmierczak, udzielając swych głosów zarejestrowanych na płytach "wielki ciężki słoń" i "nowy materiał", niestety nie na żywo. zapowiadany gość, to już wiecie, z przyczyn niezależnych, nie mógł pojawić się w studiu. postaram się jednak, by to spotkanie wkrótce się urzeczywistniło. &lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;wczorajsza setlista obejmowała trzy utwory karpat magicznych: "fishyfish", "lavender, satin &amp;amp; gingerbread" oraz "pawpaw girl". co do pozostałych utworów, były to: "wiśnie" tworzywa sztucznego, "eeilo" miry calix z ambientowo-fortepianowej płyty "eyes set against the sun", "andy kolorą" variete oraz "melancholy station" strange attractor. utwór "fishyfish" karpat zastąpił "welcome table" grupy super numeri, z którego odtworzeniem miałem nie lada kłopoty.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-3304430876110062288?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/3304430876110062288/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/10/onodyseja-z-jackiem-kaczmarkiem.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/3304430876110062288'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/3304430876110062288'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/10/onodyseja-z-jackiem-kaczmarkiem.html' title='falstart onodysei z jarkiem kaczmarkiem'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-6034466549330357663</id><published>2009-10-27T12:32:00.023+01:00</published><updated>2009-11-21T03:10:26.276+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>karpaty magiczne - euscorpius carpathicus</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/Subb4UxZGRI/AAAAAAAAAEA/yOXzCWdGQNw/s1600-h/karpaty.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/Subb4UxZGRI/AAAAAAAAAEA/yOXzCWdGQNw/s400/karpaty.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5397242964145150226" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Font Definitions */  @font-face 	{font-family:Verdana; 	panose-1:2 11 6 4 3 5 4 4 2 4; 	mso-font-charset:238; 	mso-generic-font-family:swiss; 	mso-font-pitch:variable; 	mso-font-signature:536871559 0 0 0 415 0;}  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;span style=";font-family:Verdana;font-size:100%;"  &gt;muzyka przygotowana według magiczno - kulinarnej receptury. sporządzona nie w oparciu o tradycyjny przepis, a eksperyment w kuchni, tzn. w studiu ekscentrycznych potraw na bazie dźwięku. wszystko to przyrządzone na palenisku usytuowanym w sektorze za siódmą górą , za siódmą doliną… przepis dotyczy preparowanej gitary, wibrafonu, klarnetu, fletów pastoralnych, saksofonu, różnej maści przeszkadzajek i elektronaliów składających się na danie o nazwie karpaty magiczne. ósma propozycja tego projektu sygnowana nazwiskami anny nacher, która w tej przestrzeni muzycznej zajmuje się także śpiewem oraz marka styczyńskiego snuje opowieść z pogranicza jawy i snu, etniczności i kosmogonii, obrzędu i magii. całość zaczyna pulsująca linia basu podawana wprost z sekwencera, która do końca będzie użyźniać poszycie tej dziwnej przestrzeni. jeżeli są tu żywe postaci, to raczej te przypominające, hatifnatów z doliny muminków. bez nóg i lekko nad ziemią. muzycznie karpaty magiczne zdają się eksplorować geografię gór i ich folklor, odkrywając go od strony instrumentalnej, a rezygnując z odniesień do słownych podań. pomniki przyrody mają tu swoich onirycznych strażników, turnie i łąki zachowują mangrowość, stawy parują ukrywając metardzenne zachowania okolicy… w sferze inspiracji wspomniałem o odwołaniach dźwiękowych, a nie lirycznych, gdyż te ostatnie są zapisem czegoś, co nazwałbym duchowym oczyszczeniem. teksty, bo o nich mowa, ocierają się o retrospekcję dzieciństwa wraz z tematem ukrytej dziewczynki, a w przypadku utworu „water on the hill” penetrują obszar, w którym dokonuje się mała apokalipsa. jest ona związana z wizją rozstąpienia się ziemi, co powoduje naturalny odruch strachu. jak pisze wokalistka „wyposaża nas w ból”, przez który tracimy całkowitą zdolność percepcji. ale ten tekst jest również zapisem niemalże odrealnionego pogodzenia się z tym stanem. poszukiwania etniczne muzyków często krzyżują się tutaj z surrealnymi. w gęstych, prawie wełnianych utworach jest miejsce na piskliwy saksofon czy mantrową gitarę grającą oniryczne, rozbudowujące się cały czas frazy. progresywne etno, neofolk, avant pop, magic pop? trudno jednoznacznie określić. jak przedstawia okładka płyty nawet warzywa mogą mieć tutaj niespotykane, opancerzone kształty.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:Verdana;"&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:78%;"  &gt;utwór „amp ass” to nieco inne, bardziej przytłaczające oblicze zespołu. post noise, w którego jazgotliwej kakofonii unikalnie udało się ocalić krystaliczność każdego dźwięku. każdy pisk, tarcie czy zgrzyt ma swoją tożsamość. jest to muzyczna opowieść o chorobie lub co najmniej stanie podgorączkowym, na jaki czasem zapada to miejsce. niepokojące, jeżeli wyobrazić sobie np. roślinność, która przeżywa proces odmienny do kwitnięcia i zamiast wzrastania ku górze chowa się w ziemię. z kolei „water on the hill ultimate” to zaczyn ethnocore’u. tak wyobrażam sobie ten styl, gdyby istniał. zaraz, zaraz przecież właśnie o nim mowa. projekt karpaty magiczne to nie tylko dziwne odgłosy przyrody ożywionej lub nie, ale też etniczny zryw powołany przez brudną, nieco rzężącą linie basu, szybki puls i przekomarzające się instrumenty dęte. ethnocore to twór wprawiony w ruch przez członków tejże grupy. przed „euscorpius carpathicus” trzykrotnie spotykali się oni pod tym szyldem. z mojego punktu widzenia na tej płycie zabieg ten trochę niepotrzebny. sam utwór „amp ass” był dla mnie wystarczającym wyrwaniem z i tak bardzo oryginalnej konwencji. ale „euscorpius carpathicus” to ogród powołany do życia na terenie karpat magicznych, a nie w centrum warszawy przy ulicy mokotowskiej, więc pozostanie w takiej formie, jaka została mu nadana. gdybym jednak miał dostęp do dokumentacji nutowej tego przedsięwzięcia, na chwilę przed jego powstaniem, strona z „water…” zginęłaby w niewyjaśnionych okolicznościach. jeszcze na koniec o epilogu. dostajemy w nim "polskiego konika alternatywnego". taki dwugłos zwieńczający to dzieło - wypowiedziany z dziecięcą przekorą na temat wadliwego prezentu od mamy, cytuję: „mama mnie kupiła konika. konika bez noga ma. ki gi gi, ki gi gi, konik bez nogi. otóż „euscorpius carpathicus” do takich produktów nie należy. dlatego zachęcam do otworzenia tej tajemniczej księgi urodzaju, i zapoznania się z oniryczną żywotnością gatunków zagrożonych i unikalnych, transcendentalnego zoo, które nawilża specyficzny deszcz, a karmi słodka mgła.&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;    &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;      &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;   &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-6034466549330357663?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/6034466549330357663/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/10/karpaty-magiczne-euscorpius-carpathicus.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/6034466549330357663'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/6034466549330357663'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/10/karpaty-magiczne-euscorpius-carpathicus.html' title='karpaty magiczne - euscorpius carpathicus'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/Subb4UxZGRI/AAAAAAAAAEA/yOXzCWdGQNw/s72-c/karpaty.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-5256655752164094547</id><published>2009-10-26T01:41:00.013+01:00</published><updated>2009-11-21T20:27:43.736+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='osobiste'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='esej'/><title type='text'>produkt sary brutto</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;czekałem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-family:verdana;"&gt;we wtorek, środę i czwartek mijał termin... przydatności do bycia razem. jestem produktem zalegającym w swoim pokoju. mam już nieaktualną etykietę. mogę zostać jeszcze podgrzany lub ewentualnie przeznaczony na pokarm dla psów. przyjaciele, w tym &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;monika&lt;/span&gt; i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;michał&lt;/span&gt; mówili mi, że zasługuję na lepszą dystrybucję, chcieli włożyć mnie do troskliwszych rąk. i wcale nie musiałbym potanieć, wręcz przeciwnie. dlatego postanowiłem, jak przystało na towar w miarę dobry, że napiszę notę do potencjalnego nabywcy, iż wybrałem eksport na wyspy lub do krajów &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;skandynawskich&lt;/span&gt;. uważam się za wyrób o podobnym standardzie przez wzgląd na fakturę i kolor opakowania. jakością przestanę odstawać, gdy dostanę etykietę (może certyfikat) w tamtejszym języku.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt; albo nie, napiszę, że zostałem wypożyczony za lepszą cenę. ona mówiła, że nie miałaby, nic przeciwko, gdyby ktoś mnie napoczął. ona nie musi mieć całego produktu, dlatego ktoś, kto obcowałby z czymś w miarę niezłym (w domyśle ze mną) nie zabrałby jej przyjemności, której teraz nie chce. zastanawiam się, nad kryteriami takiej decyzji? może ma wyrzuty, że napoczęła inny produkt w międzyczasie? ale wyrzuty z tego powodu są tak &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;prawdopodobne&lt;/span&gt;, jak to, że klient niezależnie od płci &lt;span style="font-family:verdana;"&gt;zrezygnuje z towaru, gdyż stwierdzi, że nie ma &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;wystarczająco&lt;/span&gt; wyrobionego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;podniebienia&lt;/span&gt;, aby go zakosztować. być może sądzi, że częściowo napoczynany, podtrzyma swój marketing&lt;/span&gt;, a tym samym wyeliminuje zjawisko irytacji, związane z tym, że ona nie napoczyna go. bo dbając o markę zapewni sobie popyt, zastępstwo (lub wiele zastępstw). czy to &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;prawdopodobne&lt;/span&gt;, że spotkałem osobę, która przez złe wybory z przeszłości, nie objętych recyclingiem myśli, podjęła decyzję, że dopóki ich nie pogodzi, pozwoli mi na swobodną wymianę płynów organicznych pod niebem warszawskim i innym lub stropem warszawskim i innym, lub w innej okoliczności przyrody ożywionej lub nie pod warunkiem, że nie zerwę z nią kontaktu? chyba urodziłem się pod szczęśliwą gwiazdą. jestem na powrót synem ocalonego przez &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;sawę&lt;/span&gt;, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;rafała&lt;/span&gt; wojaczka, od których dostaję w spadku dostęp do planów surrealnej warszawy. kobiety wiedzą jak &lt;span style="font-family:verdana;"&gt;dbać o produkt.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;  &lt;span style="font-family:verdana;"&gt;jak się nim cieszyć i sprawić, by się nie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;przeterminował&lt;/span&gt;. czasem myślą, a nawet na głos: "nie widzę cię jako swojego kolegi, nie widzę cię też jako przyjaciela... tylko teraz cię nie wezmę, bo cię nie potrzebuję, tzn. nie potrzebuję tego. ale wiedzą, że mężczyzna jest produktem przeznaczonym dla potrzeb. niezależnie czy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;indywidualnego&lt;/span&gt;, czy masowego klienta, &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;na pewno&lt;/span&gt; bardziej niż emocjonalnie zamaskowanego. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;jest niedziela. sklepy monopolowe są bezpieczne. powódź nie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;rozprzestrzeniła&lt;/span&gt; się na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;mazowsze&lt;/span&gt;. komuna &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;otwock&lt;/span&gt; wyczerpała formułę, i do końca listopada będzie robiła duchowy bilans zysków i strat. wybiorę się. popatrzę na duchową egzekucję.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-5256655752164094547?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/5256655752164094547/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/10/produkt-sarowy-brutto.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/5256655752164094547'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/5256655752164094547'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/10/produkt-sarowy-brutto.html' title='produkt sary brutto'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-8567359008531636044</id><published>2009-10-23T19:32:00.010+02:00</published><updated>2009-11-21T03:13:00.371+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='audycja'/><title type='text'>onodyseja czwartek 22 października</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;audycja o sławku elsnerze. wybrałem cztery wiersze: "stonowany", "ten człowiek", "proces" i "piosenkę pijaka II" ze wstępem w postaci pointy z "piosenki pijaka I". jeżeli chodzi o trzy pierwsze, zainteresowanych odsyłam do strony biura literackiego, stamtąd ściągnąłem je sobie w postaci audio. odtwarzają one zapis występu poety podczas zeszłorocznego portu literackiego, który miał miejsce we wrocławiu. zresztą pierwszy raz pokusiłem się, oczywiście prócz zapraszanych gości, by zaprezentować żywą poetycką mowę. jako poeta osobowość niezwykła. wyobcowana, inna. nie wiem nic o jego życiu prywatnym. z wywiadów udało mi się ustalić, że ma dziewczynę i uprawia życiopisanie. zatem obie z dziedzin chce zbliżyć. grzegorz wysocki górnolotnie zauważa, że gdyby romantycy byli minimalistami, to... słowacki, pisał by w stylu elsnera. to nie mały komplement. poezja odtłuszczona? zastanawiam się kiedy ostatnio sięgałem po starą poezję? zużyte słowa, tak myślę w tej chwili. ludzie, którzy próbują przekonać do jej aktualności, raczej nie konfrontowali jej nigdy z poezją młodą, z osobowościami pokroju mariusza więcka, romana honeta, adama wiedemana, piotra pawlaka, marcina cecko czy nawet marcina świetlickiego. wiem co piszę, bo przebyłem kilka rozmów z wykładowcami, którzy pytali mnie czy warto nabyć antologię młodej poezji dokonanej przez tadeusza dąbrowskiego innego, świetnego poety. sam język jako nośnik doświadczeń wykazuje przepaść między starą i nową szkołą. co do problematyki, niekoniecznnie. oczywiście przyjmując, że istnieją wartości, które nie ulegają przewartościowaniu. ja w to nie wierzę. owszem czasami powracam do miłosza, awangardy krakowskiej czy rimbauda, tak samo jak do muzyki gotyckiej. świetnie, że one są. bez nich nie dokonało, by się przejście. ale współczesność jeszcze nigdy nie dezaktualizowała się tak bardzo na naszych oczach. czytając czy słuchając zamierzchłych rzeczy, raczej słyszę szeleszczące dialogi niż powracający sentyment. dlatego cieszy mnie, gdy elsner mówi, że jeżeli chodzi o uczucia, to ośrodkiem utrzymującym ciepło jest głowa, bo serce już dawno zwichnęło nogę. każda epoka przechodzi spacer od serca do głowy, ale np. u elsnera po kontuzji tego organu, nie ma odwrotu w tym samym kierunku, następuje przeniesienie do głowy. jeden organ zawodzi, korzystam z innego. mówiąc, że elsner "wchłania świat i oddaje go w zmienionej postaci" inny krytyk grzegorz jankowicz nie odkrywa niczego nowego, prócz rozpoznania, że ta poezja zbliża się do twórczości rafała wojaczka. elsner mówił, że często przekraczał granicę, którą przebył wojaczek, ale zawsze wiedział kiedy wrócić... aha i moje spostrzeżenie, w jednym z wierszy elsner pisze: "może ktoś mnie wykrzesał, czyszcząc blachę z rdzy?" to plus pojawiający się w "stonowanym" motyw przenoszenia uwagi na wiadro i dozorcę wysypującego piach na schody, by w końcu stać się i wiadrem i tą czynnością, jest dla mnie spełnienie słów rimbauda, "albowiem ja to ktoś inny. gdy pewnego dnia blacha przebudzi się jako trąba, nie będzie to jej zasługą..&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;błędem byłoby powiedzieć myślę. powinno być: jestem myślany". poniżej zapis odczytu sławomira elsnera podczas portu we wrocławiu z 2008 roku z muzyką mikołaja trzaski i psychowizualizacjami dariusza zarasia. ten jak i wiele innych klipów poetyckich znajdziecie na, http:/&lt;a href="http://www.biuroliterackie.pl/"&gt;/www.biuroliterackie.pl/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-f7c5b1768a6f7cb1" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v1.nonxt5.googlevideo.com/videoplayback?id%3Df7c5b1768a6f7cb1%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1331294211%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D309B92AF714AA95A0F05E95AD74E608A1B09B70B.62C61A92EA7797C3E7EC34E335E7DAF21F729A73%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Df7c5b1768a6f7cb1%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DRP-5srDc75K-mYPpLi7Tj2ZJYlg&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v1.nonxt5.googlevideo.com/videoplayback?id%3Df7c5b1768a6f7cb1%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1331294211%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D309B92AF714AA95A0F05E95AD74E608A1B09B70B.62C61A92EA7797C3E7EC34E335E7DAF21F729A73%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Df7c5b1768a6f7cb1%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DRP-5srDc75K-mYPpLi7Tj2ZJYlg&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-8567359008531636044?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/8567359008531636044/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/10/onodyseja-czwartek-22-pazdziernika.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/8567359008531636044'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/8567359008531636044'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/10/onodyseja-czwartek-22-pazdziernika.html' title='onodyseja czwartek 22 października'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-310577087621106575</id><published>2009-10-23T01:27:00.014+02:00</published><updated>2009-11-21T03:13:56.145+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='esej'/><title type='text'>pauwels franck namiętność</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;bezsenna niedziela rozmnożyła się na poniedziałek. jest 3:53. kamienica zombie, jakby odcięto prąd. cisza jak makiem zasiał. wszyscy są już ubrani na biało i niewinni. ktoś odchodzi ze świecą w kamienicy naprzeciwko przez długi i zimny korytarz. natrętny obraz przez, który nie mogę spać. jak lokatorowi polańskiego zdaje mi się, że cała kamienica oddycha, i zaraz przewróci się na bok. zastanawiam się jak daleko mam do szuflady, do bezcennych połaci traw... tam jednorożce odziane w stroje z reserved obmyślają dostęp do mlecznej drogi. kiedyś usłyszałem, że jakoś należy pomagać wyobraźni, ale ja wolałbym osiągnąć fazę rem. jeżeli chodzi o moje łóżko chyba dokonały się jakieś roszady. prześcieradło marszczy się w złych miejscach, słychać szelest kołdry i skrzypienie belek. namiętność pauwelsa francka jest daleko na półce i w dodatku zdaje się być już nieczynna o tej porze. zresztą nie chodzi o godzinę tak naprawdę, ale niemoc zerwania z myśleniem o ułudzie sztuki. Jeżeli chodzi o fotografię, istnieje duże prawdopodobieństwo udania się w sfotografowane miejsce, o ile jest się w stanie je rozpoznać. sztuka, w tym surrealna to wędrówki wyłącznie w głowie lub za pośrednictwem wszelkiej maści &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;sennych &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;agencji. jeżeli chodzi o obraz francka, przedstawia on, pary nagich kochanków w krajobrazie. rzecz do pomyślenia, z realizacją tej wizji już trochę gorzej. w kolekcji habsburskiej obraz ten został opisany jako "jeszcze jedno nagie malowidło, na którym mężczyźni i kobiety spółkują ze sobą", ale krytycy w tym otto kurz dostrzegają "pełną harmonii, niczym nie zakłóconą miłość wieku złotego, który był także epoką całkowitej swobody seksualnej". wiek złoty, srebrny, spiżowy i żelazny a na końcu światłowodowy. jestem za cykliczną powtarzalnością tych zjawisk i utrzymaniem wyrafinowanego spełnienia w pewnych pozycjach i grupach. dwa puttony w lewym, dolnym rogu poniżej zbliżającej się intymnie pary, przypominają mi sekwencję zdjęć ze współczesnej wystawy zorganizowanej kilka lat temu przez csw. jeżeli swoboda seksualna obejmuje również obecność (nie uczestnictwo) młodych ludzi, to dochodzę do wniosku, że obieg zachowań z XVI wieku jeszcze nie wrócił. prócz wspomnianej wystawy w csw i zdjęć matek roku, które niedawno obiegły niektóre strony internetowe. tym ostatnim brak niestety wyrafinowania w nie skrępowaniu seksualnych praktyk. ale wracając do tematu, kobiety na obrazie francka mają rubensowskie kształty, a każda z nich ma spięte włosy. popęd utrzymuje się tu w formie godowej impresji. nie ma przymusu, ani gwałtowności. w centralnym punkcie obrazu dumnie pręży się pień drzewa podtrzymujący baldachim z luźno narzuconego nań pomarszczonego materiału. skarpa, z którego ono wyrasta przypomina nieco męskie testis lub orchis (jak kto woli). miejsce sprawia wrażenie botanicznego łona. zresztą niedaleko drzewa, o którym pisałem znajduje się eliptyczny prześwit, z widokiem na zatokę, a dalej góry. jasność sprawia wrażenie jakby miała zaraz wtargnąć do środka niosąc jeszcze większy potencjał seksualny. na początku wspomniałem o ułudzie sztuki, bo dzisiaj w nocy mam do niej utrudniony dostęp. jeżeli chciałbym zaaranżować całą sytuację potrzebowałbym sześciorga zaznajomionych par, plus dwoje dzieci w wieku do lat czterech płci męskiej. pozwalając sobie na większą swobodę powinienem właściwie poprosić o udział dwojga dzieci obojga płci. pary dorosłe powinny dysponować nienaganną znajomością sztuki miłosnej z tendencją do pozycji tantrycznych. kilkanaście metrów kwadratowych sukna w trzech odcieniach: niebieskim, bordowym i pomarańczowym, a także odszukać port w okolicach antwerpii i zsynchronizować wspólny czas. a dalej już tylko bukolika ciał. zaczynam ekscytować się. to tak apropos ułudy sztuki i jej filigranowości, figlarności... rafineria biologiczna idzie w ruch, a i tak niespożytkowane substancje dzisiejszej nocy rozpuszczą kwasy. opasły tom od giorgiona do rubensa ląduje na podłodze. duchowość ustępuje biologii. czas przewietrzyć myśli. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SuMhomLc7rI/AAAAAAAAAD4/YYy284P54CY/s1600-h/franck+nami%C4%99tno%C5%9B%C4%87.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 397px; height: 223px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SuMhomLc7rI/AAAAAAAAAD4/YYy284P54CY/s400/franck+nami%C4%99tno%C5%9B%C4%87.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5396193759847050930" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;pauwels frank "amori": reciproco amore, 1585 rok&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-310577087621106575?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/310577087621106575/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/10/pauwels-franck-namietnosc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/310577087621106575'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/310577087621106575'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/10/pauwels-franck-namietnosc.html' title='pauwels franck namiętność'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/SuMhomLc7rI/AAAAAAAAAD4/YYy284P54CY/s72-c/franck+nami%C4%99tno%C5%9B%C4%87.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-2612224100987146476</id><published>2009-10-21T19:23:00.003+02:00</published><updated>2009-11-21T03:15:41.117+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sprawozdanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacja'/><title type='text'>świetlikarnia</title><content type='html'>&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///D:%5CDOCUME%7E1%5CTomasz%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Font Definitions */  @font-face 	{font-family:Verdana; 	panose-1:2 11 6 4 3 5 4 4 2 4; 	mso-font-charset:238; 	mso-generic-font-family:swiss; 	mso-font-pitch:variable; 	mso-font-signature:536871559 0 0 0 415 0;}  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;...wystrój słów "ogród koncentracyjny" jest dla mnie ciekawszy, a jego estetyka zapisana na kartce robi na mnie większe wrażenie od kilkuset gitar wmontowanych w ścianę, baru, balkonu i całego tego kiczu wewnątrz hard rock cafe. dzisiaj będzie o koncercie świetlików z 13.10.2009&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;Świetliki są… wyraziste w ciemnych miejscach. Starzy, piękni i bogaci, a przy tym wyraziści cały czas. No, może z wyjątkiem perkusisty, ale on do tego zapewne nie jest bogaty, bo jeszcze ma czas. Jako, że o koncercie rockowym będzie mowa, chciałbym przywołać postać Jimiego Hendrixa. Jednym z atrybutów jego gry była umiejętność wydobycia wielu odcieni z jednego dźwięku. Marcin Świetlicki posiada podobną umiejętność, z tym, że w posługiwaniu się słowem, „złe mi się, złe mi ssie”. To tylko początek dbania o wyrazistość. I za nią należą mu się niemałe brawa. Przywołane fragmenty ze „Źlenia” z podtytułem dla Nosowskiej otworzyły występ jego macierzystej formacji we wtorkowy wieczór w warszawskiej „Hard Rock Cafe”. Wcześniej w nieco odmienionym składzie, w stosunku do koncertu sprzed roku wystąpiła Paulina Bisztyga. Niegdyś sięgnęła po laur Grechuty dla najlepszej wokalistki, obecnie wraz z zespołem koncertuje nie tylko w macierzystym Krakowie. Szeleszczący hi-hat, dwie gitary i wokal. Nieco nosowy śpiew i synkopowano-swingujący rytm. Dobre wrażenie i zasłużone oklaski. Co poza tym? Jeżeli chodzi o teksty obracają się one w sferze nowej poezji i jazzu. Niestety z miejsca, z którego obserwowaliśmy, wespół z redakcyjną koleżanką, występ, a więc jakieś dziesięć metrów od sceny wokal stawał się wyłącznie jednym z instrumentów. Co najwyżej mógłbym go pomylić ze skatem, z którego co jakiś czas wypadają artykułowane, pojedyncze słowa. Skąd, zatem wiem, że zostały stworzone w upoetyzowanej konwencji? Z występu, który odbył się niespełna rok temu. Z jednej strony wina leży po stronie nagłośnienia, z drugiej gwaru idącego od stolików i baru. Występ mimo to odegrany bardzo profesjonalnie, ale nieprzeżyty do końca. Po nim chwila przerwy i rozstawianie nowych instrumentów. Mamy ze sobą sprzęt nagraniowy z chęcią przeprowadzenia wywiadu z Marcinem Świetlickim. W międzyczasie odwiedzamy bar ironizując, że status miejsca bardzo łatwo rozpoznać po cenie piwa. (Tutaj uprzedzam płeć męską, aby nie porywała się z zaproszeniem na tenże lub inny trunek alkoholowy płci przeciwnej mając dwadzieścia złotych w kieszeni) No, ale my mieliśmy więcej… przynajmniej moja redakcyjna koleżanka. (Wielkie dzięki Julka) Przy stoliku układamy pytania, które chcemy zadać wokaliście. Wreszcie zaczął się. Z balkonu odbiór jest dobry, ale drewniany jak stół, przy którym siedzimy. Nie zmienia to faktu, że spędziłem tam połowę setu, poczynając od „Źlenia”, „Starych, pięknych i bogatych”, „Oplutego”, którego wykonaniu towarzyszył gość specjalny, aż do „Chmurki”. Występ Marcina Świetlickiego zdawał mi się bardziej naturalny niż rok wcześniej. Może to kwestia oswojenia się. Wyczerpania repertuaru neurotycznych gestów. Nie wiem. Poprzedni zdawał mi się, jeszcze przy sprawdzaniu sprzętu jedną wielką pozą. Świetlicki udawał, że mówi do siebie, czasem do swej ręki, opadał bez sił na krześle, „po artystowsku” odpalał papierosa jednego za drugim. Miałem kłopoty z przebiciem się przez ten teatr do tkanki słów. Tym razem jednak klimat był bardziej kameralny i interakcja na linii wokalista – publiczność bardziej stonowana. O uprzedzeniach względem odbiorcy nie muszę chyba pisać nic ponadto, iż Marcin Świetlicki nie wierzy we wrażliwość potencjalnego słuchacza lub czytelnika. To w pewien sposób ustawia obopólną relację na koncertach. A, że Pan Świetlicki podczas występów trafia na osoby, o niekoniecznie mniejszej inteligencji, staje się to polem do ciekawej polemiki. Nie ukrywam, że umie on cedzić, wykrzykiwać, bulgotać, a nawet obłaskawiać słowa precyzyjnie dobierając akcenty. To jeden z ciekawszych przejawów melorecytacji, w której wieloznaczność tekstu nie cierpi ze względu na wykonanie. Co do tego jestem pewien. To, co po raz drugi uderzyło mnie w koncercie Świetlików, to obecny nerw przekory, niby ludzie reagują podobnie, tzn. recytują utwory, (co zawsze spotyka się z ripostą wokalisty typu: „proszę nie śpiewać, ja znam swoje teksty” lub „proszę nie śpiewać, nie jesteśmy budką suflera”), zapalają papierosa wraz z wokalistą (Wyobraźcie sobie tę sytuację w zestawieniu z tekstem „Wonder Szponder” – „Mam dziewiętnaście lat i chcę mieć pana osobowość” O zgrozo!) a i tak pozostaje pewne niedopasowanie, niedomówienie, emocjonalny zgrzyt. A Pan Marcin Świetlicki umie o to zadbać. Podczas koncertu zdarzyło mi się, że kilkukrotnie wpisywałem tytuły kolejnych utworów w telefonie, notuję: „cover a. lennox z tekst. o misiu, ktory mial krew na futrze, nie przeszedl ze wzgledu na artystow, którzy doszukali sie lamania praw zwierzat” To powód, dla którego Świetlikom odmówiono wykonania „coveru” grupy „Eurythmics” – słyszę ze sceny. Później zapisuję „dm i personalny mis”. Używanie telefonu w sytuacji koncertu może deprymować artystę. Pamiętam, bodajże, podczas wykonywania rzeczonego utworu „Depeche Mode” obrócenie się wokalisty na pięcie i nonszalanckie strzepywanie tytoniu, cały czas na scenie, ale w kierunku publiczności. Rozumiem, że jest sztuka, bo są Świetliki i jest publiczność. Nie mam, co do tego żadnych wątpliwości. Wiem, że ta relacja czasem wygląda również tak, są Świetliki, jest publiczność i jest sztuka. A cała interakcja związana z zamianą tych ról zaświadcza tylko, że okoliczność występu cały czas jest żywa, nie pozwala na szablon zachowań. Słowem nic nie jest i nie powinno być przewidywalne na koncercie kapeli tego formatu, zarówno w reakcjach muzyków jak i fanów. Dlatego też reakcję wokalisty odbieram na zasadzie bodźca i reakcji. Zaistniałą sytuację odebrał jako znudzenie publiczności, gdyż sięga ona po telefon. Zatem wykonał gest z papierosem, dał jej prztyczka w nos. W tej relacji pominąłem nieco setlistę, choć oczywiście na nią zerkam, ale w zamian pozwoliłem sobie na swobodę myśli i wrażeń. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;Na koniec jeszcze fragment o najciekawszych dla mnie utworach, które utrwaliły się we mnie podczas występu. Jest to wybór subiektywny, w którym proszę uwzględnić kilkukrotne zachwianie percepcji. Nie sposób, bowiem wytrzymać intensywności przekazu, który trwa ponad dwie godziny, a tyle właśnie trwał tamten występ. Zapamiętałem oczywiście utwór otwierający „Źlenie”. Charakterystyczna melorecytacja. Wulgarność w mimice twarzy, wypluwanie słów: „Dotknąłem złe. Złe jest szorstkie. Złe ma zgrubienia, guzy i krosty. Złe złe ma węzły i w źle źli się zły”. Wykonanie to nosi znamiona ciekawej i mrocznej teatralności, która ma chęć być prawdziwa. Poza tym „Opluty” z gościnnym udziałem Pablo Pavo z Vavamuffin. Wcześniej muzyk ten odwiedził studio pewnego radia, w którym udziela się obu panów z kapeli Świetliki. Wywiad i osobowość na tyle spodobały się panom Świetlickiemu i Dyduchowi, że postanowili zaprosić go do współpracy. Efekt okazał się piorunujący, tym bardziej, że partie bębnów w rzeczonym utworze bliskie są stylistyce raggae, którą to, na co dzień zajmuje się gość. „Kraków i Nowa Huta – Sodoma z Gomorą – z Sodomy do Gomory jedzie się tramwajem”. Tekst ten powtarza Pablo Pavo zamiast Gomorą śpiewając „Gomorią” i dodając jeszcze, że w „Krakowie wszędzie jest blisko”. To zaskakuje Świetlickiego. Zresztą zaproszony gość miał w tym utworze dość duży udział, bo napisał specjalnie do niego nową kwestię. Niezapomniane i nieco abstrakcyjne zostają z tej konfrontacji słowa o „bliznach z daszkiem”. Do najciekawszych utworów tamtego wieczoru dodałbym jeszcze „Korespondencję pośmiertną”. Liryczny, czy to w podziale na męską czy żeńską partię. Pozostaje w głowie. Na bis Świetliki zagrały kilka utworów, w tym „Małżowinę” wyłącznie na perkusję i wokal. Koniec utworu i angielskie wyjście. Po występach jeszcze przez około pół godziny czekaliśmy na Pana Marcina, aby zadać mu kilka pytań. Jako, że nie było humoru na wynurzenie z jego strony, skierowaliśmy się do wyjścia. Nie zostaliśmy jednak z pustymi rękoma, bowiem Marek Piotrowicz podarował Julce perkusyjną szczoteczkę…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;Co do kolejnego występu Świetlików w Warszawie, to mam cichą nadzieję, że odbędzie się on już w innym miejscu. Zaczepność, zaczepnością, ale jestem ciekaw prawdziwej polemiki z fanami…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-2612224100987146476?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/2612224100987146476/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/10/swietlikarnia_6255.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/2612224100987146476'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/2612224100987146476'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/10/swietlikarnia_6255.html' title='świetlikarnia'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7819994681476193165.post-2281805517821795031</id><published>2009-10-19T15:57:00.001+02:00</published><updated>2009-11-21T03:16:42.138+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='esej'/><title type='text'>śniadanie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;mam coraz lepiej skadrowany sen&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;. to zapewne przez późne śniadania, po które wstępuję do żabki, a które to zjadam w parku. od kilku dni na pierwszy posiłek kupuję: serek wiejski, dwie bułki dzisiaj z makiem oraz wiśniowo jabłkowy sok. z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;karoliną&lt;/span&gt; byliśmy bardzo blisko zaczęcia czegoś, co można określić mianem śniadania na trawie&lt;/span&gt;.&lt;span style="font-family:verdana;"&gt; ale urwało się to w bardzo krótkim czasie. przyczyną tego był nagły deszcz, który wyrwał nas z robienia zakupów w hali mirowskiej, które to mieliśmy ochotę spożytkować w parku saskim. byliśmy świeży i mieliśmy dużo czasu na animację codziennych czynności, które po pewnym czasie stają się tylko codzienne, ale różnią się tym, że widać je na tle koloru ściany w pokoju bądź kuchni. no, ale deszcz, który pokrzyżował nam plany mógł być nawet powodem naszej rozłąki. czasem, gdy jedna rzecz nie wypala to wszystko zaczyna się chwiać...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;środa, którą mam za oknem nie mówi niczego prawdziwego o pogodzie. szare kadry i zasikany deszczem asfalt, dziecięce ćwierćnuty przerywane krótkimi pauzami i gołębie chłoszczące skrzydłami parapet. w pokoju jest duszno, ale wstrzymuję się z otwarciem okna przez wzgląd na dreszcz, który może mną przebiec wraz z napływającym z zewnątrz powietrzem. jest mi zimno. po chwili otwieram jednak i jestem zdziwiony - nie ma reakcji wymiennej. powietrze i pokój stoją naprzeciw, nawet nie mierzą się skalami temperatur, trochę skalą czystości. wkładam głowę w okno i dalej w powietrze. tlen schnie, a zaraz za nim woda na chodnikach, aż unoszą się mgły... nie jestem głodny, abyś przyszedł do mnie. to ja wyjdę po dary. napełnię torebkę produktami z listy, którą mam w głowie, a które składają się na proste śniadanie, o ile będzie mnie stać&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;pseudo suwerenny&lt;/span&gt; rząd w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;tbilisi&lt;/span&gt;, niedobór studni głębinowych w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;somalii&lt;/span&gt;, afera w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;cba&lt;/span&gt; urozmaicą mój dobrze skomponowany posiłek przyzwoitą myślą, trochę na zasadzie reakcji przeciwności odruchów społecznych, sprzężenia &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;optymistycznego&lt;/span&gt;... daimonion ksztusi się, nadmiarem wyrobów nabiałowych, aż mówi: smacznego. nie ma za co i ty przecież musisz jeść.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7819994681476193165-2281805517821795031?l=onodyseja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://onodyseja.blogspot.com/feeds/2281805517821795031/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/10/sniadanie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/2281805517821795031'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7819994681476193165/posts/default/2281805517821795031'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://onodyseja.blogspot.com/2009/10/sniadanie.html' title='śniadanie'/><author><name>nataen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17820458092440419412</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='22' src='http://3.bp.blogspot.com/_2RGU6XEdXIY/THabJfiFWwI/AAAAAAAAAI4/mWHE9MoEHWo/S220/tomek+%C5%9Bwietliki.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry></feed>
