Od czego zacząć? Może od nóg. Są nieśpieszne. Krzątają się wokół dwóch wygodnych foteli i stolika. Nasze – moje i przyjaciela – próbują się dopasować do prześwitów między krzesłami niższego rzędu. Jest ciasno. Ciaśniej niż w znanej linii lotniczej. Taki urok kamienicy przy Marszałkowskiej. Aktorzy po przechadzce rozsiadają się wygodnie w fotelach. My bez wygód na zajętych od dłuższego czasu krzesłach. Nie poddajemy się. Przez półtorej godziny. Mały disclaimer dla osób o nieco wyższym wzroście: pierwszy i ostatni rząd dają więcej swobody nogom. W ostatnim są jednak tylko trzy miejsca po każdej stronie schodów, a z góry trudniej uchwycić mikroekspresje aktorów. Zwłaszcza Daniela Olbrychskiego, który zaznaczał swoją obecność skinieniami głowy, rytmicznym stukaniem palców, a w jednym z lepszych momentów przyciągnięciem laską kieliszka whisky. Obserwujemy więc wiekowy, zadbany salon w starej posiadłości. I równie dobrze dobraną do niego obsadę w dramacie rozgrywającym się w czasie rzeczywi...