Przejdź do głównej zawartości

Posty

daniel agust w nowym wspaniałym świecie

o 21 z minutami mija mnie niski gość ubrany na czarno. wchodzi na małą scenę. ma na sobie kowbojki, spodnie od garnituru, które zwężają się u dołu (lol), marynarkę z piórami przy kołnierzu i białą koszulę. na stoliku przy jego mikrofonie stoi club mate i woda mineralna. daniel agust. inny od tego z teledysku „lady shave” gus gus w którym podglądał earth, która w ciemnej peruce wyglądała jak bjork. jego kameralny koncert to jeden z występów w ramach kulturalnych oblicz islandii zorganizowanych przez nowy wspaniały świat. (19 – 23 listopada 2010) to co obecnie robi zostało nazwane „kolekcją błogich mini-symfonii, pieszczotliwie wplatającą pop. to bogata orkiestracja, niesamowite, porywające soulowe wokale…” jeżeli ktoś pamięta utwór bambi z płyty „this is normal” gus gus to wie o co chodzi. chociaż na jego solowej płycie i podczas występu nie było tylu disnejowskich przesłodzeń, co właśnie tam. pierwsze wrażenie: na koncercie głos daniela jest mocniejszy, bardziej chrypiący niż na „swall...

agf/delay - explode

uwielbiam ich. mam fetysz par. w muzyce byli to do tej pory brendan perry i lisa gerrard (przed emocjonalnym wypadkiem). agf & delay są dla mnie trochę jak zakochani, którzy widzą słonie. tylko stojący na pewniejszych nogach i chyba bardziej dojrzali od bohaterów filmu pod tym samym tytułem. chociaż te dwie cechy plus inteligencja (którą przypisuję duetowi) nie muszą się wcale przekładać na poziom szczęścia. tak przynajmniej twierdzi tadeusz dąbrowski, który był w zoo i widział zarówno słonie jak i ludzi. ponoć pieściły się i tamci też się pieścili. i wypadało to podobnie. bo nie o wielkość tu przecież chodzi. oczywiście w sensie mentalnym a nie gabarytowym. i ja kiedyś myślałem identycznie, a później zmieniłem zdanie na zgoła odmienne. i już nie wiem czy ufać poecie, czy światu odbitemu we mnie, ale bez niego. najbezpieczniej chyba stanąć gdzieś pośrodku i poszukać summy wszystkich tych cech. jeżeli chodzi o duet agf/delay to ścierają się tu być może nie do końca przystające konw...

"ale jesteś poprogramowany"

miałem dziwny sen. wydarzył się między dwudziestą drugą z minutami a północą. było mi zimno i czułem się zmęczony, więc postanowiłem się położyć (to jeszcze na chwilę przed zaśnięciem). przykryłem się kołdrą choć byłem w ubraniu i zasnąłem. byłem w pokoju innym od mojego. miał wielkie, widne okna zasłonięte żaluzjami. to był chyba parter. tak sądzę po gwarze od ulicy. moja przyjaciółka przebierała się chodząc między nim a kuchnią, której nie widziałem, bo oddzielała ja ściana. wydawało mi się, że gdzieś się śpieszy. rozmawialiśmy jakby w przejściu (np. z dworca na ulicę), ale nie dało się odczuć tego dziwnego napięcia, że ktoś chce przejść, czy tego że musimy szybko skończyć, bo ona gdzieś się śpieszy. nie pamiętam o czym rozmawialiśmy. ona często pyta się o sprawy sercowe, więc może o tym. po jednej z takich wymian zdań podeszła do mnie... i rozpięła mój rozporek. zrobiła to tak naturalnie, że nawet gdybym chciał zaoponować, to już na samym wstępie utraciłem wszystkie mniej lub bardzi...

aurora w ramach wff

21.00 początek aurory. 40 min. później na ekranie dzwoni telefon. półgłosem odzywam się: „odbierz proszę dla dobra fabuły” - bohater nie odbiera. łukasz zasypia na ramieniu gosi. przed tym wymyka mu się kilka niecenzuralnych, mniej lub bardziej adekwatnych do tła filmu określeń. po raz pierwszy przepraszam znajomych za zaproszenie. 22.20 pada pierwszy strzał… do poduszki. łukasz wyraża swoją ekspresję opadnięciem policzka na podramiennik i wyrzuceniem rąk w górę. o 22.25 za pozwoleniem gosi kończę piwo łukasza. wyjść jest kilka. o 22.40 okazuje się, że ja i moi znajomi jesteśmy widzami kultowymi. tzn. ja i gosia, bo łukasz śpi. zostajemy. postanawiam na głos przewidzieć rozwiązanie. w pamięci mam, że jest to czarna komedia. typuje około 14 ofiar. gosia jest mniejszą optymistką. dziewczyna na prawo od ekranu wraca z toalety… po kurtkę. i wychodzi. z gosią dostajemy głupawki. łukasz budzi się na chwilę i pyta czy ktoś jest jeszcze na sali. na szczęście dopiero w drugim pytaniu porusza te...

kodeks użycia metafor

nie sprzedawać złudzeń od tak sobie, znać odbiorcę stan zadłużenia, mandaty w ztm i za spożywanie alkoholu ostrożnie używać ładnych słów takich jak niebo, pogoda czy serce nie narażać się na śmieszność pamiętać, że pierwszeństwo ma zadowolenie w łóżku, praca i ciało nie pisać, że ładny krajobraz ani, że rozkładają się płaty chmur na amarantowych hakach grudnia nie uśnieżać też wzroku apiryną metafory za niewygurowaną cenę, ale też nie za niską sprzedawać poręczne drzwi z każdej sytuacji za którymi rozciąga się widnokrąg zwierząt i karawany szkoleń dla uchodźców realności

miasto za 20 pln

zaczęło się od próby wytłumaczenia sobie obecności wszelkiej maści osób ciemnoskórych w warszawie. trudno sobie wyobrazić, że coś z naszej kultury i obyczajów mogłoby wzbudzać zainteresowanie. wyobrazić sobie może i można, ale przenieść na rzeczywistość już chyba gorzej. poza oczywiście małymi wyjątkami, których oczywiście nie obejmują język i asymilacja. to rzeczy chyba całkowicie nie do przejęcia przez przyjezdnych. co prawda z krajobrazu znikają co bardziej zakompleksione dziewczyny, ale przecież nie taki jest chyba cel tej migracji. czy nie lepiej byłoby kupić sobie nieco droższy bilet i wylądować w shannon lub manchesterze? lub wybrać maltę na erasmusie? nie może przecież chodzić o harlem na kolejowej, nawet jeżeli wyobrazić sobie to miejsce jako bezpieczne slumsy blisko centrum, to ciekawsze rzeczy dzieją się już chyba na piętnastolecie żabki (powiększone o 15 % piwa marki leżajsk, okocim i żubr za około 1.70 pln) lub dla odmiany w staromiejskim ośrodku kultury na starówce… ...

happy end na dolince szwajcarskiej

w parkach kolorowe ulotki z pierwszymi jesiennymi kolekcjami. jestem na dolince szwajcarskiej. latarnie stoją w zenicie. flora przewraca się na bok jak kwiaciarnia drzemie. przenoszę się na dalszą ławkę - trzeci rząd od proscenium z wodą. czas odlicza fontanna i przejeżdżające samochody. na okrągłej tarczy wodnego oczka, pluskanie kropel to sekundnik, cienie pojazdów to wskazówki minutowe… w głowie mam chór krewnych na czele z moją matką. kończą stasimon: seans o słabej pracy i niewyraźnych planach zawodowych. konflikt wartości, z którym raczej nie poradzi sobie pawełek toffi, ale przynajmniej pozwala zachować względną równowagę myśli. to wszystko razem wzięte sprawia, że zastanawiam się, czy do tej pory nie uprawiałem raczej wycofania zamiast dążenia po laur lub nagrodę. towarzysko i w pracy. bo może w momentach problematycznych zbyt często wchodziłem ukradkiem do tajemniczego sklepu, by dobrać sobie specjalne siedmiomilowe buty. później następowało czekanie z odległości kilku dzieln...