Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą sprawozdanie

leśni ludzie w progresji

weekend obfitował w koncerty. sobota upłynęła pod znakiem energetycznego rocka, niedziela pod znakiem żywiołowego metalu. w progresji jesteśmy o 19.40. na szczęście było opóźnienie. troll gnet el (trol gnie świerk) zaczął jakiś kwadrans przed naszym przyjściem. bierzemy piwo i wchodzimy na salę. przed nami piątka muzyków. żywiołowy folk metal w spódnicach w kratę. tempo umpa, umpa, ale gdzie trzeba zwolnienia. skład z st. petersburga daje niezły pokaz. w szeregach prócz gitar i bębnów, fujarka i skrzypce. flecistka gra i śpiewa na przemian. gdy używa głosu chowa instrument za plisę rękawa. ma pogańską suknię i mocny wokal. śmiesznie wypadają utwory śpiewane w ojczystym języku. jak przystało na kapelę tego typu tzn.: z folkowo-piwnym przechyłem, prócz muzyki, nie mogło zabraknąć chmielowego trunku na scenie. muzycy popijali go w dużych drewnianych antałkach. wokalista (i gitarzysta zarazem) – poganin pełną gębą, z zakolami i o słusznej tuszy ma dobry kontakt z publiką. czytaj: po kilk...

phantoms der nacht

o the fanthoms wielokrotnie słyszałem w radioaktywnej aktywacji, a także w autorskiej sunday at devil dirt . jednak, że rzadko zapuszczam się w rejony rockowe, trochę pominąłem ten zespół. funkcjonował on w mojej głowie, jak sama nazwa wskazuje, trochę jak fantom. duch z odciętą materią. popsuta pocztówka grająca z widocznym na okładce tytułem, który mówi wszystko i nic zarazem. o the vinyl stitches usłyszałem przy okazji sobotniego koncertu, oczywiście ze strony sunday... gdybym jednak nie został zaproszony na występ przez martę (czerwony kubraczek i biało-niebieska pilotka cud miód) to bym zapewne zapomniał o tym wydarzeniu. nie ukrywam występ był dla mnie raczej okazją do spotkania znajomych niż poznawania nowych dźwięków. zatem z pragi, gdzie byłem udaję się w kierunku obiektu znalezionego, – bo tam ten koncert ma się odbyć. wcześniej udaje mi się ominąć kontrolerów, którzy nie wiedzieć, czemu wchodzą tylko do przedniego przedziału tramwaju nr 4. uf, dzisiaj chyba szczęście mi sp...

świetlikarnia

...wystrój słów "ogród koncentracyjny" jest dla mnie ciekawszy, a jego estetyka zapisana na kartce robi na mnie większe wrażenie od kilkuset gitar wmontowanych w ścianę, baru, balkonu i całego tego kiczu wewnątrz hard rock cafe. dzisiaj będzie o koncercie świetlików z 13.10.2009 Świetliki są… wyraziste w ciemnych miejscach. Starzy, piękni i bogaci, a przy tym wyraziści cały czas. No, może z wyjątkiem perkusisty, ale on do tego zapewne nie jest bogaty, bo jeszcze ma czas. Jako, że o koncercie rockowym będzie mowa, chciałbym przywołać postać Jimiego Hendrixa. Jednym z atrybutów jego gry była umiejętność wydobycia wielu odcieni z jednego dźwięku. Marcin Świetlicki posiada podobną umiejętność, z tym, że w posługiwaniu się słowem, „złe mi się, złe mi ssie”. To tylko początek dbania o wyrazistość. I za nią należą mu się niemałe brawa. Przywołane fragmenty ze „Źlenia” z podtytułem dla Nosowskiej otworzyły występ jego macierzystej formacji we wtorkowy wieczór w warszawskiej „H...