Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą esej

O pewnej roli Amy Adams

Mam świadomość, że popis aktorski w American Hustle, to nie tylko występ Amy Adams, ale także pozostałej plejady gwiazd, by wymienić tylko Christiana Bale’a, Bradleya Coopera czy Jennifer Lawrence. Niemniej to Adams jako Sydney przykuwa moją uwagę równie mocno, co spojrzenie Irvinga Rosenfielda, drugiego głównego bohatera filmu. Brązowe włosy schowane w płaszczu z futra, ukrywają pewną siebie, ale miłą twarz o niebieskich oczach. Jej nadgarstek zdobi bransoletka z podobizną Duka Ellingtona. Czy można nie zwrócić uwagi na zjawiskową piękność, która słucha jazzu i potrafi o tym przejmująco opowiedzieć w kilku lakonicznych zdaniach? W dodatku, gdy oboje, Sydney i Irving, odkrywają przed sobą, że muzyka pianisty towarzyszyła im w trudnych chwilach, przez moment daje się zauważyć ten ledwo uchwytny, trzymany na wodzy zachwyt, typowy dla osób, które odkrywają bratnią duszę. Jest tu scena, w której oboje udają się do pokoju, żeby uwaga: nie oddawać się cielesnym uciechom, a wspólnemu słu...

O pewnych dwóch filmach poetyckich

Jeszcze w trakcie seansu „Nad rzeką, której nie ma” Andrzeja Barańskiego odniosłem się w pamięci do tego, co przeczytałem na temat filmu „Wszystkie nieprzespane noce”. Postanowiłem wykorzystać to, że jestem na świeżo z wrażeniami i jeszcze tego samego dnia obejrzeć obraz Michała Marczaka (nowość w Showmax). Miałem nieodparte wrażenie, że dokumentalizowany film Marczaka może być próbą odpowiedzi na film z 1991 roku, tudzież w jakimś stopniu z nim korespondować, zestawiając ze sobą starą i nową szkołę poetycką, minioną i współczesną wrażliwość etc. Pierwsze wrażenia: oba filmy są próbą upoetyzowania pewnego fragmentu rzeczywistości lokalnej (w obrazie sprzed lat - drobnomiasteczkowej, w nowym - wielkomiejskiej), pokazania jej na przestrzeni pewnego wycinka czasu (w filmie z 91 roku jest to kilka tygodni, w filmie z 2016 roku - kilka miesięcy), ukazania relacji kumpelskich (tam czterech przyjaciół, tu dwóch), damsko – męskich (i w starszym i nowym filmie pojawia się temat miłości i ...

metafizyczny (nie)pokój

na ścianie nowy szyld. absencja z powodu raka bieli. czy jedziesz na pragę? mam dużo miejsca w głowie. zastanawiam się, czy nie poszerzyć dzisiaj zespołu zachowań w gorączce. odtwarzając w pamięci podróż ulicą targową widzę pająka chodzącego po fasadzie. wtyczkę do jednego z tamtejszych gniazd. bloki skusiły skacząc przez skakankę horyzontu. koniec gry. centymetry uczuć nie zdołały wypełnić całych kadrów. trzeba będzie je zamalować jakimś neutralnym kolorem… deszcz i jego brak jest zdrowy. to się nazywa obiektywizm przyrodniczo-poznawczy. mijam strefę, gdzie nie trzeba mieć romantycznych skłonności. wyłącznie mieszane, zapięte na ostatni tramwaj, na suwak szyn. to, że idę agrykolą po zmierzchu wśród gazowych słoneczników nie oznacza, że rozczulam się. szukam rzeczy zgubionych, pilnuję resztek, których nie zjadł dzień. jestem hitlerem poezji, einsteinem teatru śmierci, dumasem inżynierii produkcji chmur. mam chęć dorobić klucze do każdego samochodu, mieszkania i miasta. co noc chcę ...

bezinteresowna przestrzeń miejska

umyłem się. aby utrzymać ciepłotę ciała musiałem jeszcze coś zjeść. cała restauracja była pusta. parter i piętro. właściciele rozmawiali po chińsku, oglądając polską telewizję. przez okno plac konstytucji. zapuszczony basen z drzewami, rynny ulic ze sporadycznie spływającą komunikacją miejską. jest za kwadrans dwudziesta. stoły są na wysokości foteli. jestem, o co najmniej dwie długości od drugiej strony lustra. czekam na danie. pisklę w skorupce z ciasta, kopiec z białych ziaren i surówka. chińskie restauracje są zawsze zadymione. zupełnie jakby były pozbawione wentylacji, a nawet, jeżeli kryje się ona we wnętrzu, to z czystej oszczędności jest wyłączona. dlatego przeniosłem się na pierwsze piętro. siedzę przy otwartym oknie. morning after… no właśnie. po czym? czasem dopiero pod koniec dnia mam wrażenie, że osiągam stadium właściwe przebudzeniu. jestem w miarę spokojny i pogodzony z sobą. to, czego nie zrobiłem odkłada się jak elektronowa dokumentacja w archiwum pamięci krótkotrwał...

produkt sary brutto

czekałem. we wtorek, środę i czwartek mijał termin... przydatności do bycia razem. jestem produktem zalegającym w swoim pokoju. mam już nieaktualną etykietę. mogę zostać jeszcze podgrzany lub ewentualnie przeznaczony na pokarm dla psów. przyjaciele, w tym monika i michał mówili mi, że zasługuję na lepszą dystrybucję, chcieli włożyć mnie do troskliwszych rąk. i wcale nie musiałbym potanieć, wręcz przeciwnie. dlatego postanowiłem, jak przystało na towar w miarę dobry, że napiszę notę do potencjalnego nabywcy, iż wybrałem eksport na wyspy lub do krajów skandynawskich . uważam się za wyrób o podobnym standardzie przez wzgląd na fakturę i kolor opakowania. jakością przestanę odstawać, gdy dostanę etykietę (może certyfikat) w tamtejszym języku. albo nie, napiszę, że zostałem wypożyczony za lepszą cenę. ona mówiła, że nie miałaby, nic przeciwko, gdyby ktoś mnie napoczął. ona nie musi mieć całego produktu, dlatego ktoś, kto obcowałby z czymś w miarę niezłym (w domyśle ze mną) nie zabrałby ...

pauwels franck namiętność

bezsenna niedziela rozmnożyła się na poniedziałek. jest 3:53. kamienica zombie, jakby odcięto prąd. cisza jak makiem zasiał. wszyscy są już ubrani na biało i niewinni. ktoś odchodzi ze świecą w kamienicy naprzeciwko przez długi i zimny korytarz. natrętny obraz przez, który nie mogę spać. jak lokatorowi polańskiego zdaje mi się, że cała kamienica oddycha, i zaraz przewróci się na bok. zastanawiam się jak daleko mam do szuflady, do bezcennych połaci traw... tam jednorożce odziane w stroje z reserved obmyślają dostęp do mlecznej drogi. kiedyś usłyszałem, że jakoś należy pomagać wyobraźni, ale ja wolałbym osiągnąć fazę rem. jeżeli chodzi o moje łóżko chyba dokonały się jakieś roszady. prześcieradło marszczy się w złych miejscach, słychać szelest kołdry i skrzypienie belek. namiętność pauwelsa francka jest daleko na półce i w dodatku zdaje się być już nieczynna o tej porze. zresztą nie chodzi o godzinę tak naprawdę, ale niemoc zerwania z myśleniem o ułudzie sztuki. Jeżeli chodzi o fotografi...

śniadanie

mam coraz lepiej skadrowany sen . to zapewne przez późne śniadania, po które wstępuję do żabki, a które to zjadam w parku. od kilku dni na pierwszy posiłek kupuję: serek wiejski, dwie bułki dzisiaj z makiem oraz wiśniowo jabłkowy sok. z karoliną byliśmy bardzo blisko zaczęcia czegoś, co można określić mianem śniadania na trawie . ale urwało się to w bardzo krótkim czasie. przyczyną tego był nagły deszcz, który wyrwał nas z robienia zakupów w hali mirowskiej, które to mieliśmy ochotę spożytkować w parku saskim. byliśmy świeży i mieliśmy dużo czasu na animację codziennych czynności, które po pewnym czasie stają się tylko codzienne, ale różnią się tym, że widać je na tle koloru ściany w pokoju bądź kuchni. no, ale deszcz, który pokrzyżował nam plany mógł być nawet powodem naszej rozłąki. czasem, gdy jedna rzecz nie wypala to wszystko zaczyna się chwiać... środa, którą mam za oknem nie mówi niczego prawdziwego o pogodzie. szare kadry i zasikany deszczem asfalt, dziecięce ćwierćnuty przer...