poniedziałek, 19 października 2009

śniadanie

mam coraz lepiej skadrowany sen. to zapewne przez późne śniadania, po które wstępuję do żabki, a które to zjadam w parku. od kilku dni na pierwszy posiłek kupuję: serek wiejski, dwie bułki dzisiaj z makiem oraz wiśniowo jabłkowy sok. z karoliną byliśmy bardzo blisko zaczęcia czegoś, co można określić mianem śniadania na trawie. ale urwało się to w bardzo krótkim czasie. przyczyną tego był nagły deszcz, który wyrwał nas z robienia zakupów w hali mirowskiej, które to mieliśmy ochotę spożytkować w parku saskim. byliśmy świeży i mieliśmy dużo czasu na animację codziennych czynności, które po pewnym czasie stają się tylko codzienne, ale różnią się tym, że widać je na tle koloru ściany w pokoju bądź kuchni. no, ale deszcz, który pokrzyżował nam plany mógł być nawet powodem naszej rozłąki. czasem, gdy jedna rzecz nie wypala to wszystko zaczyna się chwiać...
środa, którą mam za oknem nie mówi niczego prawdziwego o pogodzie. szare kadry i zasikany deszczem asfalt, dziecięce ćwierćnuty przerywane krótkimi pauzami i gołębie chłoszczące skrzydłami parapet. w pokoju jest duszno, ale wstrzymuję się z otwarciem okna przez wzgląd na dreszcz, który może mną przebiec wraz z napływającym z zewnątrz powietrzem. jest mi zimno. po chwili otwieram jednak i jestem zdziwiony - nie ma reakcji wymiennej. powietrze i pokój stoją naprzeciw, nawet nie mierzą się skalami temperatur, trochę skalą czystości. wkładam głowę w okno i dalej w powietrze. tlen schnie, a zaraz za nim woda na chodnikach, aż unoszą się mgły... nie jestem głodny, abyś przyszedł do mnie. to ja wyjdę po dary. napełnię torebkę produktami z listy, którą mam w głowie, a które składają się na proste śniadanie, o ile będzie mnie stać. pseudo suwerenny rząd w tbilisi, niedobór studni głębinowych w somalii, afera w cba urozmaicą mój dobrze skomponowany posiłek przyzwoitą myślą, trochę na zasadzie reakcji przeciwności odruchów społecznych, sprzężenia optymistycznego... daimonion ksztusi się, nadmiarem wyrobów nabiałowych, aż mówi: smacznego. nie ma za co i ty przecież musisz jeść.

1 komentarz:

  1. Super, pierwszy wpis w końcu się ruszyłeś!!! Kibicujemy:D

    OdpowiedzUsuń