Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą osoby osobiste

pukajcie ze mną w niepomalowane drewno. podsumowanie obyczajne.

jutro o tej godzinie pewnie niewiele będę pamiętał, dlatego postanowiłem wykorzystać, że jest jeszcze dzisiaj i napisać kilka słów. rok kończę syndromem narzekającej kobiety. narzekaniem może mniej jaskrawym, ale wymierzonym w kierunku drugiej płci. mój punkt widzenia: bycie w związku u schyłku 2010 roku jest irracjonalne. nie wiem czy to za sprawą zbyt wygórowanych oczekiwań. czasami wydaje mi się, że gdyby nie chęć seksualnego napoczęcia odmiennej płci, nie byłoby wzajemnego zainteresowania między kobietami i mężczyznami. bo gdy już jesteś zainteresowany w ten inny sposób, to możesz stać się np. przyjacielem – kimś w rodzaju koordynatora ds. kulturalnych, tzn. zabierać ją na ambitne filmy, bo jej znajomi wolą te bardziej popularne lub pisać do trzeciej w nocy na fb, bo nie może spać albo pisze pracę na zaliczenie. trzeba przy tym pamiętać, że kontakt zawsze powinien być czujny na wszystkie aktualne aspekty obyczajowe, więc jeżeli wyślesz smsa z zapytaniem „czy lepiłaś już bałwana tej...

od kuchni strony

doświadczyłem niedawno na własnej skórze, że wystarczy nie zamknąć czegoś z przeszłości, nie załatać. a nawet przymknąć oko na swoją wrażliwość – nie aktualizowanie doświadczenia ulegają przeterminowaniu. logika tego stanu jest prosta i boleśnie konsekwentna: nie nałożyłem kapeluszy dżemów i ryb; nie odłożyłem ich do lodówki – tym samym zaczęły gnić. tą kuchenną metaforykę łatwo przenieść na sprawy duchowe, w zapachu równie intensywne jak rozbef czy tatar po terminie spożycia. żeby to naprawić trzeba naprawdę się wysilić, uruchamiając szereg skomplikowanych zabiegów – łącznie z braniem w ręce niegdyś świeżych emocji, przepakowywaniem i wyrzucaniem prześwietlonych myśli. najgorsze jest to, że cały czas ma się poczucie, że to wszystko mogłoby się jeszcze przydać i wyrzucać szkoda. nie wiadomo tak naprawdę, co kiedyś może stać się znów użyteczne. zabieram się do tego trochę jak do białej magii i dialektyki spożywczej zarazem. i kompletnie się gubię. nie pomaga nawet, gdy powtarzam so...

"ale jesteś poprogramowany"

miałem dziwny sen. wydarzył się między dwudziestą drugą z minutami a północą. było mi zimno i czułem się zmęczony, więc postanowiłem się położyć (to jeszcze na chwilę przed zaśnięciem). przykryłem się kołdrą choć byłem w ubraniu i zasnąłem. byłem w pokoju innym od mojego. miał wielkie, widne okna zasłonięte żaluzjami. to był chyba parter. tak sądzę po gwarze od ulicy. moja przyjaciółka przebierała się chodząc między nim a kuchnią, której nie widziałem, bo oddzielała ja ściana. wydawało mi się, że gdzieś się śpieszy. rozmawialiśmy jakby w przejściu (np. z dworca na ulicę), ale nie dało się odczuć tego dziwnego napięcia, że ktoś chce przejść, czy tego że musimy szybko skończyć, bo ona gdzieś się śpieszy. nie pamiętam o czym rozmawialiśmy. ona często pyta się o sprawy sercowe, więc może o tym. po jednej z takich wymian zdań podeszła do mnie... i rozpięła mój rozporek. zrobiła to tak naturalnie, że nawet gdybym chciał zaoponować, to już na samym wstępie utraciłem wszystkie mniej lub bardzi...

kodeks użycia metafor

nie sprzedawać złudzeń od tak sobie, znać odbiorcę stan zadłużenia, mandaty w ztm i za spożywanie alkoholu ostrożnie używać ładnych słów takich jak niebo, pogoda czy serce nie narażać się na śmieszność pamiętać, że pierwszeństwo ma zadowolenie w łóżku, praca i ciało nie pisać, że ładny krajobraz ani, że rozkładają się płaty chmur na amarantowych hakach grudnia nie uśnieżać też wzroku apiryną metafory za niewygurowaną cenę, ale też nie za niską sprzedawać poręczne drzwi z każdej sytuacji za którymi rozciąga się widnokrąg zwierząt i karawany szkoleń dla uchodźców realności