Przejdź do głównej zawartości

"ale jesteś poprogramowany"

miałem dziwny sen. wydarzył się między dwudziestą drugą z minutami a północą. było mi zimno i czułem się zmęczony, więc postanowiłem się położyć (to jeszcze na chwilę przed zaśnięciem). przykryłem się kołdrą choć byłem w ubraniu i zasnąłem. byłem w pokoju innym od mojego. miał wielkie, widne okna zasłonięte żaluzjami. to był chyba parter. tak sądzę po gwarze od ulicy. moja przyjaciółka przebierała się chodząc między nim a kuchnią, której nie widziałem, bo oddzielała ja ściana. wydawało mi się, że gdzieś się śpieszy. rozmawialiśmy jakby w przejściu (np. z dworca na ulicę), ale nie dało się odczuć tego dziwnego napięcia, że ktoś chce przejść, czy tego że musimy szybko skończyć, bo ona gdzieś się śpieszy. nie pamiętam o czym rozmawialiśmy. ona często pyta się o sprawy sercowe, więc może o tym. po jednej z takich wymian zdań podeszła do mnie... i rozpięła mój rozporek. zrobiła to tak naturalnie, że nawet gdybym chciał zaoponować, to już na samym wstępie utraciłem wszystkie mniej lub bardziej istotne argumenty. dodam tylko, że to ona była stroną czynną w tej sytuacji. coś na zasadzie części do całości. zastanawiam się tylko, które z nas było bardziej częścią a które całością? bo całość z tej sytuacji nie powinna wyjść obronną ręką, chociaż na pewno z nieukrywaną satysfakcją... już po fakcie (artefakcie bardziej) zapytałem ją, czy to zmieni stosunki między nami. kładąc się na łóżku odpowiedziała tylko: "ale jesteś poprogramowany". zrozumiałem, że nie. również się położyłem, kładąc swoją głowę obok jej głowy. na kolanach miała laptopa i zdawała się nie przejmować tym co się przed chwilą wydarzyło. "ale jestem poprogramowany" obudziłem się i zapisałem ten wniosek.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

podsumowanie muzyczne 2016 (najczęściej słuchane przeze mnie płyty w minionym roku)

O pewnych dwóch filmach poetyckich

Jeszcze w trakcie seansu „Nad rzeką, której nie ma” Andrzeja Barańskiego odniosłem się w pamięci do tego, co przeczytałem na temat filmu „Wszystkie nieprzespane noce”. Postanowiłem wykorzystać to, że jestem na świeżo z wrażeniami ijeszcze tego samego dnia obejrzeć obraz Michała Marczaka (nowość w Showmax). Miałem nieodparte wrażenie, że dokumentalizowany film Marczaka może być próbą odpowiedzi na film z 1991 roku, tudzież w jakimś stopniu z nim korespondować, zestawiając ze sobą starą i nową szkołę poetycką, minioną i współczesną wrażliwość etc. Pierwsze wrażenia: oba filmy są próbą upoetyzowania pewnego fragmentu rzeczywistości lokalnej (w obrazie sprzed lat - drobnomiasteczkowej, w nowym - wielkomiejskiej), pokazania jejna przestrzeni pewnego wycinka czasu (w filmie z 91 roku jest to kilka tygodni, w filmie z 2016 roku - kilka miesięcy), ukazania relacji kumpelskich (tam czterech przyjaciół, tu dwóch), damsko – męskich (i w starszym i nowym filmie pojawia się temat miłości i jej obo…

podsumowanie muzyczne 2014 (najczęściej słuchane przeze mnie płyty w minionym roku)

archspire - the lucid collective
czysta kalkulacja i technika. bez epickiej ckliwości i nowomodnych ściem w stylu deafheaven. nie jest to ekstremalnie szybki iron maiden z growlem, charakterystyczny dla "tetris" metalu. koncept na muzę inspirowany polskim yattering i sceptic, momentami death i cynic. w sam raz jako ładunek na podróż autobusem w godzinach szczytu.


big ups - eighteen hours of static
post-hardcore i właściwie nic więcej nie trzeba dodawać. ciekawe, nieśpieszne melodie mieszają się z melodiami bardziej wartkimi i równie ciekawymi. głos od melo do krzyku. niby emo, ale facet na froncie bardziej godny zaufania. zwłaszcza, że już pod koniec pierwszego tracku śpiewa: "open yourself, before it's too late"



gazelle twist - unflesh
"this is like cannibal corpse for housewives and cute classy women" to jeden z komentarzy pod utworem "anti body". jedna z tych młodych niepokornych dam, ukrywających wdzięki i robiąca z elektroniki awangardę mija…