czwartek, 23 września 2010

miasto za 20 pln


zaczęło się od próby wytłumaczenia sobie obecności wszelkiej maści osób ciemnoskórych w warszawie. trudno sobie wyobrazić, że coś z naszej kultury i obyczajów mogłoby wzbudzać zainteresowanie. wyobrazić sobie może i można, ale przenieść na rzeczywistość już chyba gorzej. poza oczywiście małymi wyjątkami, których oczywiście nie obejmują język i asymilacja. to rzeczy chyba całkowicie nie do przejęcia przez przyjezdnych. co prawda z krajobrazu znikają co bardziej zakompleksione dziewczyny, ale przecież nie taki jest chyba cel tej migracji. czy nie lepiej byłoby kupić sobie nieco droższy bilet i wylądować w shannon lub manchesterze? lub wybrać maltę na erasmusie? nie może przecież chodzić o harlem na kolejowej, nawet jeżeli wyobrazić sobie to miejsce jako bezpieczne slumsy blisko centrum, to ciekawsze rzeczy dzieją się już chyba na piętnastolecie żabki (powiększone o 15 % piwa marki leżajsk, okocim i żubr za około 1.70 pln) lub dla odmiany w staromiejskim ośrodku kultury na starówce…

inna rzecz: wewnętrzni emigranci. uroczy element napływowy poszerzający swoje horyzonty w firmach i klubach warszawskich. niechętnie oddający się kilka razy w miesiącu turystyce spożywczej i tekstylnej po centrach handlowych. rekompensacie odkładanych od kilku lat wakacji. wiadomo odejdziesz od biurka lub od samochodu to firma je przejmie lub zabierze na rzecz innego podmiotu. słowem znajdzie innych chętnych. element napływowy wymienia inny element napływowy. te nikczemne roszady spod ciemnej gwiazdy, właściwie spod biurka i lady. robione polakom przez polaków. raszynianom przez raszynian, tarczynianom przez tarczynian, słupczynianom przez słupczynian…  bo już chyba coraz rzadziej warszawianom przez warszawian. wszyscy chcący żyć uczciwie a pod nogami zawsze kłody z etykietą made in warsaw. i ten ogrom wszelkich wyborów. chociaż w „pani domu”, reklamach na reżimowej i serialach stamtąd wiadomym jest, że życie to sztuka ich dokonywania. konkretnie jakich wyborów – to już bardziej skomplikowane, bo zaczyna się od sznurowadeł a kończy na stacji radiowej… i jak tu wybrać rzeczy istotne od mniej istotnych? zagubieni, przeoczający swoją zdolność do zrobienia prawie wszystkiego na każde skinienie pracodawcy, (na pierdnięcie umiejący zrobić salową kaczkę z nozdrzy), bo z domu rodzinnego wynieśli zaufanie do ludzi… i umiejętność nie do końca szczerego choć całkowitego podporządkowania się rodzicom. zatem i tak zrobią wszystko co trzeba. a później dziwią się, że spektrum wymagań na rynku pracy się powiększa. w tym wymagań nie zawsze związanych z wykonywaną pracą choć oczywiście w miejscu pracy... ale to oczywiście kwestia wychowania. wszyscy jesteśmy męczennikami pracy. a po pracy męczymy innych opowieściami o pracy. bo tylko oni - warszawscy pracodawcy to najgorsze mendy pod tym coraz bladszym stołecznym słońcem. relacja powszednia: praca - mieszkanie. relacja świąteczna: mieszaknie -  klub. najczęściej riwiera, stodoła lub medyk. sporadycznie siedemdziesiątka. bo można się napić za dwie dychy, do dwunastej a czasami nawet do drugiej. jamal i bajer ful to tzw. tolerancja muzyczna. lady agnieszka spotyka się z lady gagą i wymieniają się pokoleniowym doświadczeniem, i okazuje się, że nie oddaliło się ono od siebie za bardzo. jest dobrze, ale i tak mogłoby być lepiej. co z tego, że prócz klubów nie ma żadnego ciekawego miejsca w mieście. jest sobota i to wystarczy. weekend święty święcić. po co więcej? przecież przy takich miastach jak żyrardów, otwock, łazy, zawiercie, maków, ostrołęka, cieszyn, pułtusk warszawa nie ma niczego do zaoferowania. tutaj zarabia się tylko pieniądze…

no i wyrzuciłem z siebie, bo zmierżony byłem. ale ilość zasłyszanych rozmów w tym stylu zaczęła doprowadzać mnie do niepotrzebnych drgań w ośrodkach mowy. i jednocześnie przyczyniła się do degradacji ośrodków odpowiedzialnych za współodczuwanie. z tej strony wypada mi chyba tylko przeprosić wszystkie jeszcze nie poznane osoby miedzy przylądkiem białym a igielnym, które poznały język polski a swój wolny czas spędzają nie koniecznie w okolicach dworca głównego. no i uroczy element napływowy, który klika mały kciuk pod hasłem: nie podoba się w wawie? to won do siebie, a nie pracujesz tu i narzekasz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz