niedziela, 20 stycznia 2013

tomasz pułka - cennik


książki tomasza pułki sprawiają mi sporo radości i nieporównywalnie mniej kłopotu, chociaż o ten drugi autor zawsze bardzo zabiega. od czwartego tomiku te proporcje odwróciły się. dokładnie od "zespołu szkół" mam wrażenie, że ta poezja "zmęczyła się". mniej lub bardziej ustaliła się forma zapisu - na niekorzyść - zbanalizowała wymowę, zubożyła pole pojęć i tematów. o "zespole szkół" adam wiedeman pisał: "pułka już pisze tak dobrze, że może pisać niedobrze, a i tak jest dobrze". właściwie dlaczego? skoro zniknęła umiejętność spajania słów o rzadkiej frekwencji, finezyjne wyplątywanie się z retorycznych banałów i spostrzeżeń. o ile karol maliszewski w "inwazji i innych wierszach" dawał się uchwycić w "psycho-fizycznej" substancjalności (bardzo czytelny w stosunku do siebie, osób trzecich, problemów, etc.) o tyle pułka zachowywał daleko posuniętą efemeryczność. gro z tych wierszy mogłoby zostać wyrzucone przez maszynę, posługującą się kluczem średnich i dalszych skojarzeń, tak żeby pozostawić styczność z głównym tematem. tematem lub, żeby być precyzyjnym, fragmentarycznym sensem ujawniającym się wewnątrz wiersza. 


tyle o "zespole szkół". w wydanym niedawno "cenniku" podobnie jak w poezji sprzed okresu wspomnianego wydawnictwa (m.in. paralaksa w weekend, mix tape) zalęgło się sporo zagrań, które z abstrakcji, bardzo subtelnie, przenoszą w konkretnie ustalone sytuacje (w tym inicjowane przez mówienie). niestety te momenty nie trwają zbyt długo. sporo tu fraz, które absorbują wyłącznie niecodziennymi zestawieniami i porządkami gramatycznymi. mimo tego mam wrażenie, że jest to próba pisania, która nie chce się narzucać - wyczekuje u czytelnika atencji. poza tym "cennik" emanuje większym wyczuciem i kreatywnością w obrębie ustalonej w poprzednim tomiku dykcji (większość wersów zredukowana do prostej konstatacji tamże drażniła, tutaj jest wyselekcjonowana z zasobniejszego zbioru przeżyć) np. "przed snem czytam gazetę i śpiąc pracuję w gazecie,/rano się budzę pod drzwiami. podnoszony, rozkładany" (ukraina (5)). nie zniknął ten sam pomysł na budowanie zdań w oparciu o strumień świadomości, aliteracje i lingwistyczny respirator podtrzymujący życie strof. "/ten wiersz nie wywodzi się z żadnej tradycji > nic dookoła, nic bez cudzysłowu/". gdzieś tak w połowie lektury pojawia się coraz więcej pozrywanych trakcji logicznych, niegramatycznych zabiegów. jeżeli czyjaś definicja pisania byłaby tu bliska, to chyba roberta rybickiego: "chodzi o szaleństwo i technikę./ nie żadna tam poezyja i dobro".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz