poniedziałek, 21 grudnia 2009

odwyk od pogardy 19 grudnia

wieloznaczny tytuł. właśnie trwa cykl spotkań/seminariów tomasza piątka w ramach uniwersytetu krytycznego. całość na pierwszym piętrze nowego wspaniałego światu dziewiętnastego dnia każdego miesiąca. zaproszenie otrzymałem poprzez facebooka. jako, że jestem fanem kilku klubów, które prócz relaksu proponują refleksję, codziennie dostaję kilka/kilkanaście propozycji na spędzenie wolnego czasu. czy jest to slam w powiększeniu, dzieła zebrane w herbaciarni, działania towarzystwa inicjatyw twórczych... do najprężniej działających w tej materii zaliczają się: hydrozagadka, wspomniane powiększenie i właśnie nowy wspaniały świat. co do "odwyku od pogardy" to spodziewałem się wiele - tym bardziej, że lektura "heroiny" piątka obiecywała bardzo dużo. narkotyki, jako wybawienie - programowa wiara w taką możliwość trwała w autorze sporo czasu. cielesne raje, poczucie scalania z osobowościami innych ludzi, a także osobowością świata były bardzo sugestywne. jak w każdej utopii. nawet huxley po napisaniu nowego wspaniałego światu - jeszcze kilkanaście lat trwał w przekonaniu o doskonałości stworzonej przez siebie alternatywnej rzeczywistości. dopiero po tym czasie dostrzegł jego wady. zatem piątek znalazł sobie realną przystań w nowym wspaniałym świecie. odwyk od pogardy? czy to znaczy, że będą to bardzo osobiste i poparte doświadczeniem wynurzenia. w głowie układałem sobie możliwe interpretacje tematu. odwyk od pogardy wobec siebie pod wpływem przypomnienia puszczających hamulców psychofizycznych (opisy wypróżnień całego ciała, potu i fekaliów w heroinie). a może odwyk od pogardy społecznej, która ocenia zbyt surowym okiem? odwyk od pogardy dla społeczeństwa, gnuśniejącego w hipokryzji? wszystkiego po trochu, ale mniej osobiście niż się spodziewałem.

zatem po kolei. gościem seminariów tomasza piątka był prof. jerzy vetulani z krakowa. pytania kierowane do niego czasem sprawiały trudności prowadzącemu, tzn. czasem łamał mu się głos. przyjętą tezą dla rozmowy stał się niski próg zadowolenia/radości osób uzależnionych. biologicznie upośledzony organizm takiej osoby wytwarza niewystarczające ilości dopaminy, zwanej inaczej "hormonem szczęścia". cierpiący na jego atrofię szukają zastępstwa. piątek przyznaje, że w dzieciństwie nie cieszyły go rzeczy, które na ogół sprawiały radość jego rówieśnikom. niegdyś też nie umiał znaleźć nasycenia w jedzeniu. choć obżerał się, zawsze czuł się głodny. ludzie z jego upośledzeniem próbują od tego uciec. jak zauważa vetulani ucieczkę często znajdują w używkach. dla piątka w młodości wiązało się to z kilkunastogodzinnym graniem w piłkę nożną. przychodził wtedy do domu posiniaczony. później odkrył alkohol i narkotyki. w samym seminarium o doświadczeniach z narkotykami było mało, a jeżeli już, to bardziej, aby przejść do zagadnień neurobiologicznych zachodzących w mózgu. (podejrzewam, że w większości rozumiał je tylko vetulani, bo receptory, somy i synapsy, stały zaledwie u podnóża bardzo rozbudowanego, fachowego instrumentarium językowego, którego tutaj nawet nie przywołam). ale opis konsekwencji działań jednych substancji na drugie został przekazany dość obrazowo. okazuje się, że daleko bardziej destrukcyjne zmiany w mózgu powoduje wąchanie kleju, niż zażywanie heroiny czy amfetaminy. późniejsza część wykładu została poświęcona m.in.: recepcji słowa narkoman. jak wiadomo w społeczeństwie ma ono pejoratywne konotacje. przede wszystkim, używane jest w sposób uogólniający, gdzie używający i uzależnieni, to ta sama grupa ludzi. (przywołano sprawę piesiewicza, która pokazuje, że wykluczenie społeczne ma nadal bardzo silne znaczenie konsolidujące). była jeszcze wzmianka o polityce narkotykowej i tego, że w interesie państwa leży, by ta gałąź biznesu była zabroniona. (zgadzam się z zastrzeżeniem, że polski rząd cały czas udaje bardziej cnotę, niż mógłby mieć z tego korzyść, taką jak ma kolumbia czy usa). niemniej jednak znamienne jest, że polska polityka narkotykowa nastawiona jest bardziej na wyniki zatrzymań posiadających środki psychoaktywne, niż na edukację osób uzależnionych. na koniec piątek zadał jeszcze pytanie, czy uda się w końcu wynaleźć pigułkę zwalczającą narkomanię (a właściwie regulującą poziom dopaminy w mózgu) profesor odpowiedział, że cały czas w to wierzy.



nota uzupełniająca:
podczas seminarium podpisałem kartkę z poparciem dla ustawy o parytetach. są one dostępne przy barze klubu. to był mój głos za równym traktowaniem nie tylko kobiet, ale i wszystkich ludzi z uwzględnieniem ich doświadczenia i wykształcenia. zrobiłem to sprowokowany medialnymi informacjami i głosami niektórych osób z bliskiego otoczenia. jednak nie jest to zgodne z moimi osobistymi doświadczeniami. dlaczego? bo przez ponad trzy lata pracowałem w departamencie rachunkowości i podatków dużej firmy telefonicznej, który niemal w całości zdominowany był przez kobiety. zdominowany ilościowo i jakościowo. bowiem wszystkie funkcje kierownicze pełniły w nim kobiety. kierowniczka jednej z sekcji w ciągu tego okresu zatrudniła cztery osoby ze swoich studiów oczywiście płci żeńskiej. (na potrzeby posady, o którą się ubiegałem). dlatego moje doświadczenia z równouprawnieniem są ambiwalentne. być może była to sytuacja, w której posadę otrzymały osoby lepiej ode mnie przygotowane na to stanowisko... nie przypominam sobie jednak, żebym został zaproszony do jakichkolwiek rozmów, dzięki którym mógłbym zaprezentować swoje umiejętności.

jest kilka poważnych zastrzeżeń, co do parytetów. jeżeli wyrówna się ilość kobiet i mężczyzn w instytucjach, itp (po 40%) to być może wśród którejś z tych grup znajdą się osoby niekompetentne, a przynajmniej taki podział może pominąć osoby bardziej zdolne, które niestety nie zmieściły się do danej grupy, a wykazują większe zaangażowanie od osób w grupie usytuowanej biegunowo (wiadomo, może się tak zdarzyć zarówno w środowisku kobiet jak i mężczyzn).

inną sprawą jest, że kobiety, które osiągnęły sukces uważają, że projekt wprowadzenia parytetów sytuuje płeć piękną w gorszym świetle, i jest to ewidentny znak, że są one mniej kompetentne, zaradne, inteligentne, itp. (jeżeli jednak miałbym raz jeszcze otrzeć się w pracy o podobną do opisanej wyżej sytuację, to już wolę podpisać się za petycją o parytetach).

4 komentarze:

  1. Pozwolę się wypowiedzieć w kwestii parytetów: dla mnie to czysta głupota. Nie oznacza to, że jestem przeciw kobietom. Jestem za to przeciw segregowaniu i dzieleniu społeczeństwa. Nie mogę przyjąć dobrej osoby do pracy: muszę przyjąć kobietę/mężczyznę, a w dalszej kolejności dobrego pracownika. A dlaczego kobiety mają mieć parytet? Dlaczego nie np. obcokrajowcy z polskim obywatelstwem? W końcu wielu z nich to porządni obywatele, a często właśnie niepolskie pochodzenie jest przeszkodą w podjęciu dobrej pracy. Dlaczego nie niscy? Nie głuchoniemi? Itd... Dla mnie to trochę strzał w stopę dla tych wszystkich, którzy właśnie o parytety walczą: pokazują, że są z miejsca gorsi i coś im się należy. Mamy w końcu demokrację, a w niej nie chodzi o narzucanie ustawą kogo mam zatrudniać w pracy, a kogo nie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta ustawa akurat nie odnosi się do zatudniania kogokolwiek, chodzi o ilośc kobiet i mężczyzn na listach wyborczych.
    Trzeba sobie na początek zadać pytanie dlaczego tak naprawdę potrzebujemy dyskusji o pozycji kobiet w społeczeństwie, skąd w ogóle wziął się cały teamt. A wziął się z tąd, że nasze społeczeństwo jak tak patriarchalne, że pommimo teoretycznego równouprawnienia, w praktyce takowego nie ma.
    Nie zgodze się z tezą, że ci co o parytety walczą strzelają sobie w stopę i pokazują, że są gorsi(czy tam, że kobiety są gorsze). Pokazują raczej, że to społeczeństwo ma powazny problem. Sprawa parytetów nie odnosi się bezpośrednio do kompetencji kobiet, a raczej do tego, że w społeczeństwie model patriarchalny jest tak mocno zakorzeniony, że kobiety potrzebują pomocy. Ale powtarzam: nie dlatego, że są gorsze, a dlatego, że są właśnie kobietami! Problem naprawde nie leży po stronie wybieranych, a wyborców.

    OdpowiedzUsuń
  3. chodziło mi o to, że parlament jak i inne placówki powinny zatrudniać ludzi najbardziej odpowiednich na dane stanowisko. jeżeli sejm to miejsce klepiących się po ramionkach samców, którzy torują drogę mądrym kobietom-to jestem za parytetami. to odwrócona sytuacja z mojej dawnej firmy (i tak faktycznie może być, choć osobiście tego nie wiem). fakt myślałem, że projekt parytetów wychodzi poza parlament. bo rozmowa na ten temat trwa juz od dawna, chociażby na temat zarobków mężczyzn w stosunku do zarabków kobiet za tę samą pracę. te przemawiaja na korzyść mężczyzn. patriarchalność nie ma nic do rzeczy jeżeli chodzi o traktowanie kobiet w pracy- to czysta kalkulacja, jeżeli kobieta idzie na urlop macierzyński to pracodawca ponosi koszty jej utzrymania, w tym także koszty zatrudnienia nowej osoby. to stawia ja w gorszej pozycji ze względu na biologię. ale nikt tego nie rozróżnia w ten sposób- bo, kobieta w tym świetle jest bardziej niepewnym pracownikiem. czy to jest patriarchalność? a może po prostu utylitaryzm (bez wnikania w etyczny aspekt). apropos zakorzenienia tej perspektywy w społeczeństwie, (dzisiaj dotyczy to już chyba bardziej języka!) ja spotkałem się w większości z daleko posuniętym równouprawnieniem, a w przypadku pani e.d. posunietym daleko dalej. i temu zdecydowanie mówię nie.

    OdpowiedzUsuń
  4. parytet to patologia i komunistyczny fetor
    zdaję się, że szwedzkie feministki domagają się parytetów przy obsadzaniu zarządu prywatnych spółek (!)
    czekam aż zostanie wzniesiony postulat o parytet dotyczący przyjmowania np. do pracy w kopalni. ale o to jestem jakoś wyjątkowo spokojny ;)

    OdpowiedzUsuń