niedziela, 20 grudnia 2009

sobota nieogrzewana

już po godzinie wilka. moja biologiczna aktywność znów się rozstraja. teraz mógłbym żyć, gdy wszyscy śpią. w kamienicy mróz. chyba byłem nieuważny, bo do środka weszła zima. fundamenty mebli w całości pokryły kry. mam ochotę coś zjeść, ale przed pójściem do kuchni zatrzymuje mnie gruba kołdra zimna, która przykrywa mi twarz. upiekłbym sobie chleb na patelni, a do tego jajecznicę. zastanawiam się czy jest jeszcze trochę soku wiśniowego, ale barek jest pod ścianą z drugiej strony pokoju. ściany, która jest już chyba na dworzu. wstając utraciłbym sporo nagromadzonego pod kołdrą ciepła. w nieogrzewanej kamienicy najbardziej ekstremalnie wypadają różnice temperatur. są strefy ciepłe, wokół, których bardzo staromodnie organizuje się życie, a także strefy zimne w okolicach okien, ścian sąsiadujących z klatką i wszelkiego rodzaju drzwi wyjściowych. to rozstraja samopoczucie, które zamiast do bieżących spraw przywiązuje się bardziej do obserwowania powiększających się sfer zimna z obrzeży pokoju. w tym samym pomieszczeniu panują, co najmniej dwie skale ciepła. po kilku godzinach amplituda jest ujemna. chociaż w formalnym opisie drgań cząsteczek nie powinna ona przyjąć takiej wartości. oczywiście zależy to, od tego czy grzewcze źródło jest stałe. a w moim pokoju nie jest.

wczoraj byłem w pawilonach. nazwy lokalu nie pamiętam, ale znajduje się on w bramie na samym końcu po lewej stronie. piszę o tym, bo widziałem bardzo podobny obraz do tego z mojego pokoju, a mianowicie przymarzniętą do okna poduszkę. gdy odklejałem ją, na szybie pozostał szorstko lepiący się szron. mojego kolegę zaaferowało, co innego, dwa stoliki dalej. zimna, powściągnięta twarz i twarz bardziej radosna, udająca dojrzałość. nauczyciel polskiego i koleżanka siostry mojego kolegi. usługi erotyczne w zamian za kawałek poważnego życia. ostatnio coraz rzadziej spotykam ludzi, którzy wiedzą, czego chcą i to osiągają! w tym i ja sam. chyba przez samopoczucie, które nawet w myślach przygrywa z zimnem pokoju, do którego mam wrócić, formułuję historię w ten sposób. po weekendzie przeprowadzę się w cieplejsze miejsce, więc może stworzę inny jej przebieg...

póki, co szukam wzrokiem spodni i swetra. szkoda, że spodnie z tego miększego materiału poszły do prania, bo wkładanie dżinsów zawsze powoduje szok termiczny. po wieczornej kąpieli szczypie mnie jeszcze skóra. szkoda, że trochę inaczej niż w maju po wyjściu z morza. wtedy nie czułem nawet zimnego wiatru od zatoki… podjąłem decyzję: nie wstaję. spróbuję obudzić się w bardziej sprzyjających okolicznościach przyrody nieożywionej… jest maj. siódma rano. mogę nawet wyjść z psem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz