Przejdź do głównej zawartości

sobota nieogrzewana

już po godzinie wilka. moja biologiczna aktywność znów się rozstraja. teraz mógłbym żyć, gdy wszyscy śpią. w kamienicy mróz. chyba byłem nieuważny, bo do środka weszła zima. fundamenty mebli w całości pokryły kry. mam ochotę coś zjeść, ale przed pójściem do kuchni zatrzymuje mnie gruba kołdra zimna, która przykrywa mi twarz. upiekłbym sobie chleb na patelni, a do tego jajecznicę. zastanawiam się czy jest jeszcze trochę soku wiśniowego, ale barek jest pod ścianą z drugiej strony pokoju. ściany, która jest już chyba na dworzu. wstając utraciłbym sporo nagromadzonego pod kołdrą ciepła. w nieogrzewanej kamienicy najbardziej ekstremalnie wypadają różnice temperatur. są strefy ciepłe, wokół, których bardzo staromodnie organizuje się życie, a także strefy zimne w okolicach okien, ścian sąsiadujących z klatką i wszelkiego rodzaju drzwi wyjściowych. to rozstraja samopoczucie, które zamiast do bieżących spraw przywiązuje się bardziej do obserwowania powiększających się sfer zimna z obrzeży pokoju. w tym samym pomieszczeniu panują, co najmniej dwie skale ciepła. po kilku godzinach amplituda jest ujemna. chociaż w formalnym opisie drgań cząsteczek nie powinna ona przyjąć takiej wartości. oczywiście zależy to, od tego czy grzewcze źródło jest stałe. a w moim pokoju nie jest.

wczoraj byłem w pawilonach. nazwy lokalu nie pamiętam, ale znajduje się on w bramie na samym końcu po lewej stronie. piszę o tym, bo widziałem bardzo podobny obraz do tego z mojego pokoju, a mianowicie przymarzniętą do okna poduszkę. gdy odklejałem ją, na szybie pozostał szorstko lepiący się szron. mojego kolegę zaaferowało, co innego, dwa stoliki dalej. zimna, powściągnięta twarz i twarz bardziej radosna, udająca dojrzałość. nauczyciel polskiego i koleżanka siostry mojego kolegi. usługi erotyczne w zamian za kawałek poważnego życia. ostatnio coraz rzadziej spotykam ludzi, którzy wiedzą, czego chcą i to osiągają! w tym i ja sam. chyba przez samopoczucie, które nawet w myślach przygrywa z zimnem pokoju, do którego mam wrócić, formułuję historię w ten sposób. po weekendzie przeprowadzę się w cieplejsze miejsce, więc może stworzę inny jej przebieg...

póki, co szukam wzrokiem spodni i swetra. szkoda, że spodnie z tego miększego materiału poszły do prania, bo wkładanie dżinsów zawsze powoduje szok termiczny. po wieczornej kąpieli szczypie mnie jeszcze skóra. szkoda, że trochę inaczej niż w maju po wyjściu z morza. wtedy nie czułem nawet zimnego wiatru od zatoki… podjąłem decyzję: nie wstaję. spróbuję obudzić się w bardziej sprzyjających okolicznościach przyrody nieożywionej… jest maj. siódma rano. mogę nawet wyjść z psem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O pewnych dwóch filmach poetyckich

Jeszcze w trakcie seansu „Nad rzeką, której nie ma” Andrzeja Barańskiego odniosłem się w pamięci do tego, co przeczytałem na temat filmu „Wszystkie nieprzespane noce”. Postanowiłem wykorzystać to, że jestem na świeżo z wrażeniami ijeszcze tego samego dnia obejrzeć obraz Michała Marczaka (nowość w Showmax). Miałem nieodparte wrażenie, że dokumentalizowany film Marczaka może być próbą odpowiedzi na film z 1991 roku, tudzież w jakimś stopniu z nim korespondować, zestawiając ze sobą starą i nową szkołę poetycką, minioną i współczesną wrażliwość etc. Pierwsze wrażenia: oba filmy są próbą upoetyzowania pewnego fragmentu rzeczywistości lokalnej (w obrazie sprzed lat - drobnomiasteczkowej, w nowym - wielkomiejskiej), pokazania jejna przestrzeni pewnego wycinka czasu (w filmie z 91 roku jest to kilka tygodni, w filmie z 2016 roku - kilka miesięcy), ukazania relacji kumpelskich (tam czterech przyjaciół, tu dwóch), damsko – męskich (i w starszym i nowym filmie pojawia się temat miłości i jej obo…

podsumowanie muzyczne 2016 (najczęściej słuchane przeze mnie płyty w minionym roku)

agf/delay - explode

uwielbiam ich. mam fetysz par. w muzyce byli to do tej pory brendan perry i lisa gerrard (przed emocjonalnym wypadkiem). agf & delay są dla mnie trochę jak zakochani, którzy widzą słonie. tylko stojący na pewniejszych nogach i chyba bardziej dojrzali od bohaterów filmu pod tym samym tytułem. chociaż te dwie cechy plus inteligencja (którą przypisuję duetowi) nie muszą się wcale przekładać na poziom szczęścia. tak przynajmniej twierdzi tadeusz dąbrowski, który był w zoo i widział zarówno słonie jak i ludzi. ponoć pieściły się i tamci też się pieścili. i wypadało to podobnie. bo nie o wielkość tu przecież chodzi. oczywiście w sensie mentalnym a nie gabarytowym. i ja kiedyś myślałem identycznie, a później zmieniłem zdanie na zgoła odmienne. i już nie wiem czy ufać poecie, czy światu odbitemu we mnie, ale bez niego. najbezpieczniej chyba stanąć gdzieś pośrodku i poszukać summy wszystkich tych cech. jeżeli chodzi o duet agf/delay to ścierają się tu być może nie do końca przystające konw…