Przejdź do głównej zawartości

onodyseja 26 listopada

w czwartek będzie o poezji pawła sarny. po tekst znowu zajrzę do biura literackiego. „biały ojczeNasz” autora to zbiór wierszy enigmatycznych i wymagających skupienia. podobno są biegunowe w odbiorze – albo jest się za, albo przeciw. nic po środku. wg romana honeta „poeta odsunął się od rówieśników. gdyby nie ta decyzja czy przypadek, niepojęte zrządzenie losu, mógłby zostać kolejnym poetą miasta – zblazowany, niczemu, by się wtedy nie dziwił, może czasem narzekałby, że trzeba chodzić po chodniku zamiast pod chodnikiem.” źródłami podziemnymi jak myślę wprost do ukrytych sadów, w których czasem odstraszam niewidome ptaki. bo prawdziwe słońce i przyroda kompletnie mnie już nie obchodzą. zatem moja osoba posiada cechy zblazowania. może gdybym unosił się 30 cm ponad omawianą powierzchnią, to bym nie był. to zawsze bliżej jedni. zastanawiam się jednak czy paweł sarna jest poetą z miasta, bo drogi, którymi chadza są miększe…

„jest zmierzch czerwony pory suchej. noc będzie chłodna.
widziałaś? chwasty
uwiły swe gniazda. coraz więcej kamieni -
kamień na kamieniu powija.” z utworu „czerwony, czerwony”

co do muzyki postaram się znaleźć jakieś tereny zielone wśród bzyczenia miejskiej sygnalizacji i wyładowań elektryczności. może kings of caramel, sigur ros…




powyżej pierwszy utwór sigur ros jaki słyszałem.
mój brat nazywa go ziewaniem i wyciąganiem się.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

W oczekiwaniu na debiut poetycki „Sprzedam dom” Łukasza Pawłowskiego

Czym mnie ujęła książka, która mam nadzieję, już niebawem ujrzy światło dzienne? Dlaczego Sprzedam dom to dzieło absorbujące zarówno formalnie, jak i tematycznie? Zacznę od struktury tomiku. Autor podzielił go na segmenty odwołujące do przestrzeni domu – od ganku przez salon, kuchnię, aż po podwórko. Niczym metaforyczny rzut poziomy (ewentualnie pionowy) jest liryczną dokumentacją emocji, relacji i wspomnień. Ten umiejscawiający w przestrzeni zabieg pozwolił mi stać się gościem intymnego świata, w którym każda z powierzchni niesie ze sobą inne doświadczenie, inne obciążenie, ale także inne formy nadziei.   Dom jako przestrzeń antropologiczna i symboliczna W ujęciu antropologicznym dom rodzinny to nie tylko schronienie, lecz także symbol tożsamości i więzów społecznych. W poezji Pawłowskiego dom staje się jednak obszarem walki – z ograniczeniami, toksycznymi relacjami i narzuconym dziedzictwem. Dwuwiersz „nabieram wodę w usta podlewam/to co ze mnie twoim jest nieistotne” stan...

Podwójny próg wejścia, czyli o Żarze Maraiego w Polonii

Od czego zacząć? Może od nóg. Są nieśpieszne. Krzątają się wokół dwóch wygodnych foteli i stolika. Nasze – moje i przyjaciela – próbują się dopasować do prześwitów między krzesłami niższego rzędu. Jest ciasno. Ciaśniej niż w znanej linii lotniczej. Taki urok kamienicy przy Marszałkowskiej. Aktorzy po przechadzce rozsiadają się wygodnie w fotelach. My bez wygód na zajętych od dłuższego czasu krzesłach. Nie poddajemy się. Przez półtorej godziny. Mały disclaimer dla osób o nieco wyższym wzroście: pierwszy i ostatni rząd dają więcej swobody nogom. W ostatnim są jednak tylko trzy miejsca po każdej stronie schodów, a z góry trudniej uchwycić mikroekspresje aktorów. Zwłaszcza Daniela Olbrychskiego, który zaznaczał swoją obecność skinieniami głowy, rytmicznym stukaniem palców, a w jednym z lepszych momentów przyciągnięciem laską kieliszka whisky. Obserwujemy więc wiekowy, zadbany salon w starej posiadłości. I równie dobrze dobraną do niego obsadę w dramacie rozgrywającym się w czasie rzeczywi...

O pewnej roli Amy Adams

Mam świadomość, że popis aktorski w American Hustle, to nie tylko występ Amy Adams, ale także pozostałej plejady gwiazd, by wymienić tylko Christiana Bale’a, Bradleya Coopera czy Jennifer Lawrence. Niemniej to Adams jako Sydney przykuwa moją uwagę równie mocno, co spojrzenie Irvinga Rosenfielda, drugiego głównego bohatera filmu. Brązowe włosy schowane w płaszczu z futra, ukrywają pewną siebie, ale miłą twarz o niebieskich oczach. Jej nadgarstek zdobi bransoletka z podobizną Duka Ellingtona. Czy można nie zwrócić uwagi na zjawiskową piękność, która słucha jazzu i potrafi o tym przejmująco opowiedzieć w kilku lakonicznych zdaniach? W dodatku, gdy oboje, Sydney i Irving, odkrywają przed sobą, że muzyka pianisty towarzyszyła im w trudnych chwilach, przez moment daje się zauważyć ten ledwo uchwytny, trzymany na wodzy zachwyt, typowy dla osób, które odkrywają bratnią duszę. Jest tu scena, w której oboje udają się do pokoju, żeby uwaga: nie oddawać się cielesnym uciechom, a wspólnemu słu...